Drukuj
Odsłony: 41

   Naród wybrany otrzymał od Boga księgę Prawa Mojżeszowego i dzisiaj - zgromadzony na placu przed Bramą Wodną - domagał się usłyszeć, co do nich powiedział nasz Bóg Ojciec (Ne 8).

   Pisarz Ezdrasz czytał - od rana do południa - księgę Prawa Mojżeszowego. Później błogosławił Pana, wielkiego Boga, a cały lud, podniósłszy ręce, odpowiedział: <<Amen!Amen!>> Piszę to, a wstrząsający dreszcz przepływa przez moje ciało...u mnie jest to znak prawdy!

   Potem wszyscy padli na kolana, twarzą do ziemi, co zna każdy z modlitw braci muzułmanów. Po pouczeniu cały lud płakał, a ja teraz z nim (04.10.2019 g. 5.55). Pocieszono ich wieścią, że jest to Święty Dzień Pana, który mają obchodzić z radością (Ne 8).

   Później Pan Jezus rozesłał (Łk 10, 1-12) "jeszcze innych siedemdziesięciu dwu uczniów" w celu rozgłaszania, że: "Przybliżyło się do was królestwo Boże /../ bliskie jest królestwo Boże."

   To było przed śmiercią Zbawiciela, bo dzisiaj Królestwo Boże jest już otwarte (możemy wracać), a na ziemi jest w nas. Dla 99.99% to jakaś bajka do potęgi, a dla wrogów naszej wiary ogłupiająca prostaczków. Dlatego Pan Jezus dodał; "Oto posyłam was jak owce między wilki." To prawda, bo Zbawiciela prześladowali i nas też prześladują.

   Ja jestem tego dowodem, bo koledzy lekarze, samorządowcy, Polacy mieniący się katolikami z Izby Lekarskiej...okazali się antykrzyżowcami i 10 lat trwają w bezkarności za napad na obrońcę naszej wary. Nie wiedzą, że "kto wami gardzi, Mną gardzi"...

   Dla wierzących, a myślę o chrześcijanach - także wyrwanych przez "reformatorów" z jedynie prawdziwej wiary katolickiej - słowa o istnieniu Królestwa Bożego nic nie znaczą, a szczególnie niezrozumiałe jest to, że ono jest już w nas!

    Nie potrafię edytować rycin, ale musisz ujrzeć naszą budowę: ciało fizyczne - z wcieloną po poczęciu - duszą pragnącą powrotu do Raju. Postaram się przedstawić problem wiary w istnienie Królestwa Bożego na braciach bliźniakach; takich samych w ciałach, ale różniących się świętością (promieniowaniem) tej cząstki Boga w nas samych...

Pierwszy bliźniak należy do ludzi normalnych (obojętnych duchowo), jest agnostykiem lub niewierzącym (ateistą), a wyżej wiedzącym, że Boga nie ma (Richard Dawkins) lub groźnym bluźniercą typu Jerzego Urbana i opętanymi intelektualnie. Nie ma sensu opisywanie tego oceanu, bo Szatan jako upadły Archanioł o nadprzyrodzonej inteligencji ma "dla dla każdego coś miłego".

    Byt tych ludzi jest materialistyczny i opiera się na trzech dogmatach;

1. człowiek nie ma duszy

2. człowiek pochodzi od zwierzęcia

3. istnieje tylko życie doczesne...

Drugi bliźniak jest odwrotnością duchową poprzedniego i wierzy, że;

1. mamy nieśmiertelną duszę

2. stworzył nas Bóg Ojciec...rodzice przekazali nam ciało w które została wcielona nieśmiertelna dusza

3. po śmierci rozpoczyna się życie wieczne...

    Ludzie muszą wszystko zobaczyć i dotknąć, słowa dotyczące naszej duchowości też biorą też po ludzku, czego przykładem jest "jedzenie Eucharystii"...czyli widzialnego opłatka lub okruszyny chleba. Nie wiedzą, że przyjmują Duchowe Ciało Pana Jezusa, które łączy się z naszą duszą.

   Ostatecznie przekażę, że poczucie Królestwa Bożego w nas musisz sam przeżyć, bo tego nie można opisać...jak ekstazy po Eucharystii, która wg koleżanek specjalistek z psychiatrii (ateistek) jest; "brakiem krytycyzmu w stosunku do własnych przeżyć". Za takie brednie powinny mieć odebrane prawa wykonywania zawodu lekarza, bo jest to szkodliwe nieuctwo...z wchodzeniem w walonkach na teren święty!

   Jeżeli jeden raz zaznasz poczucia Królestwa Bożego w nas to zrozumiesz, że jest to ojczyzna duchowa, ponadnarodowa. Mimo różnych ras i języków wiemy to samo; bez głupich posiedzeń i dyskusji. To jest namiastka Królestwa Niebieskiego do którego wracamy po śmierci z tego zesłania, po odrzuceniu ciała fizycznego...

                                                                                                                      APeeL

 

 

Właśnie przepisane...

04.10.1999(p)   ZA POZBAWIONYCH ŚRODKÓW DO ŻYCIA

Świętego Franciszka

   Męczą sny "do przodu." Właśnie przywiozłem pacjenta do szpitala i trafiliśmy na obchód. To sprawdzi się, bo skieruję pacjenta do szpitala, gdzie jego syn ma znajomego ordynatora. Teraz znalazłem się w budce na działce z małym okienkiem, a w telewizji pokażą wagony kupione dla bezrobotnych (slamsy w RP).

    Po przebudzeniu w sercu znalazł się grzeszny brat Jerzy Urban, proszący się o śmierć prawdziwą (duszy)Siostra Faustyna miała łaskę widzenia duchów nieczystych przy takich umierających grzesznikach. To jest zrozumiałe. Przecież Bóg pokazuje to na szakalach i różnych padlinożercach.

    W ciemności nocy zalał mnie strach i poczucie w y g n a n i a. Z tego powodu zacząłem wołać jak sierota lub przebudzone dzieciątko; ”Tato! Tato! Tatusiu!”. Po przebudzeniu popłynie „Anioł Pański”, a po pocałowaniu Świętej Głowy Pana Jezusa mam jechać do kościoła.

    Pan skierował slowa  do s. Faustyny: „nie patrz na ludzi”. Ja wiem o tym, że wokół są nędznicy tacy jak ja i nic nie obchodzi mnie ich opinia o mnie.

   Przypomniał się św. Franciszek, który lekkomyślnie spędził młodość, a później odpowiedział na tajemnicze wezwanie przez Pana i założył habit...mimo sprzeciwu rodziny i wydziedziczenia! Poszedł służyć biednym. Pan Jezus zaleca pozbyć się wszystkiego i czynić Wolę Boga Ojca

   Sam Zbawiciel to pokazał poprzez Swoją pokorę, wyzbycie się wszystkiego. Tak postępuje garstka!  Podczas Eucharystii ponownie wołałem do ABBA (TATY), a serce zalewało poczucie bezpieczeństwa. 

    Wcześniej zacząłem przyjęcia chorych, a już jest u mnie 80-latek, którego niesłusznie pozbawiono 30 zł, bo u nich nie ma lekarza, a my ich zastępujemy! Prawie chce się płakać z powodu bezduszności tych, którzy budowali komunizm, a teraz mienią się Europejczykami.

   Płacze dziewczyna, której nie chciano zarejestrować, bo nie miała pieniędzy, a miała błahe zakażenie naczyń limfatycznych po zakłuciu. Napisałem jej receptę na jakąś osobę, bo wrogowie rodaków oszaleli. Tak samo było z obcą kucharką.

   Przesuwał się świat biednych, pozbawionych środków do bytu, ogołoconych. Oto rejestratorka, której wypowiedziano pracę po 12 latach zatrudnienia i palacz z naszej przychodni, biedni, bezrobotni. Ciężko uszkodzony otrzymał należna rentę, ale połowę zabierają na alimenty. 

    On mówi do mnie „panie Andrzeju”, a moje serce zalewa Słodycz Boża. Zaprosiłem go do kościoła, bo gaśnie w oczach. Ostatniemu pacjentowi dałem zaświadczenie do opieki społecznej w UMiG oraz do parafii, gdzie zbierano na biednych.

   Dary Caritasu dla Kosowa trafiły na śmietnik, trwa agresja sowiecka w Czeczenii. Podczas odmawiania mojej modlitwy zauważyłem, że dyspozytorka została porzucona z dziećmi przez męża.

    Dzisiaj mam dyżur i muszę dać żonie „rozłąkowe”...dobrze, że zapłacili za badanie kierowców. Pan jest Dobry! Drobne dary i parę groszy oddaję obsłudze, bo przynieśli wyprane fartuchy.

    Synowi nie zapłacili za zwolnienie lekarskie z ZUS-u, bo kiedyś spóźnił się ze składką! To traktują jako „zerwanie umowy” - w styczniu 1999 r. pozbawił się ubezpieczenia. Dzisiaj Pan pokazuje mi to wszystko, a sam nie mam grosza w kieszeni.

    Po odmówieniu koronki padłem w błogi sen, ale zerwał mnie krzyk dyspozytorki, bo ktoś zranił się w rękę piłą tarczową. Młody człowiek utraci zdolność do pracy (okaże się, że szef go nie ubezpieczył, a dodatkowo umarł!).

    Zapisuję te przeżycia, a z radia płynie informacja o b. Albercie (Adamie Chmielowskim) i św. Franciszku oraz innych, którzy poświęcili swoje życie dla biednych.  Mówiono też o ochronkach dla dzieci, a w ręku mam słowa z Ew (Łk 10, 25-37) o miłosiernym Samarytaninie.

   Kolega śpi, a ja pojechałem za niego na daleki wyjazd, aby odmówić moją modlitwę. Trafiłem do młodych po ślubie z zatruciem pokarmowym, ale chodziło o to, że w szpitalu trafiłem na scenę, która widziałem w dzisiejszym śnie: przedsionek, personel, lekarz dyżurny.

   Poprosiłem, aby Pan Jezus przyjął ten dobrowolny wysiłek i pocieszył żonę oraz sprawił ochronę mojej rodziny. O północy podziękowałem za wszystko.

                                                                                                                                 APeeL

 

04.10.1992(n) ZA CHORYCH DUCHOWO

 

   Po przebudzeniu bałem się o przeoczenia czasu na Mszę św. a zły intensywnie kusił, abym dzisiaj nie nie był w kościele (mam dużur). Trochę głupio, bo napłynął obraz Pana Jezusa Frasobliwego (w koronie cierniowej)...nie można mieszać radości duchowych z ziemskimi! Nie wolno tego robić.

   Przed pójściem spać "Droga do Chrystusa" otworzyła się "na modlitwie" serca dzieci Bożych; "Wznośmy duszę do Boga, aby mógł w nas tchnąć dech niebieskiej atmosfery /../."

   Teraz serce raduje początek Mszy Św. gdzie pada określenie Matki Różańcowej jako "Lilija"...łzy zakręciły się w oczach. Ponownie wołałem w intencji córki; "Boże Ojcze Przedwieczny daj jej wiarę maleńką jak ziarno gorczycy...daj przez Syna Swego, Pana Jezusa!" W tej intencji będzie Eucharystia.

    Z radia pobliskiej parafii płynie kazanie o chorobach ewangelicznych, ale w nowoczesnym ujęciu: 

paraliż wolnej woli, która jest największym niebezpieczeństwem wolności!

trąd serca, ślepota umysłu z połamaniem życiorysu i drogi życiowej...

   W ten sposób wyłoniła się dzisiejsza intencja.  W pogotowiu czekam na daleki wyjazd, aby odmówić moje modlitwy...prosiłem o małomówność i to spełnia się, bo nie rozmawiam! Płynie piękna muzyka country, a ja mam się radować, bo "moje prośby zostały wysłuchane w Niebie"!

   Łzy zalały oczy z powodu dobroci Boga Ojca zawołałem z głębi serca;

   <<Ojcze Dobry, którego nikt nie zna, a Który Jesteś! Dziękuję! Dziękuję! Dziękuję! Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus, Jedyny i Ostateczny Pan razem z Ojcem Prawdziwym i Duchem Św.! Niech będzie pochwalona każda chwilka mojego życia, które otrzymałem od Ojca! Niech będzie pochwalone wszystko, co stworzył Ojciec! Dziękuję nawet za to, że wygonił mnie z Raju. Dziękuję Ci Ojcze, przecież to dla mojego dobra. Dziękuję!>>

   Z radiowej jedynki popłynie reportaż o młodym człowieku, który postanowił zostać alkoholikiem, wpadł w nałóg, ale zawsze był pogodny. Matce ziemskiej, która próbowała ratować go wszystkimi sposobami robił wiele kłopotów. Sprzedawał rzeczy, a na końcu życia żebrał nachalnie na osiedlu. Zmarł w czasie snu; relanium + alkohol. Matka płacze i nie wie skąd takie cierpienie spadło na nią, a koledzy śmieją się z radości, że żyją...wielu ma ulgę, bo zostali od niego uwolnieni! 

    Teraz w ciszy i półmroku płynie poetycki koncert życzeń: "Czego chcesz Panie za Twe hojne dary?" Dalej trwa spokój (nie ma żadnych spraw, cisza), ale jest to coś innego niż pokój w sercu (wówczas nie napływają złe myśli i niepokoje pacjentów, które odbieram telepatycznie). Na szczycie tych doznań jest Pokój Boży w sercu! To stan duchowy, który jest trudno opisać i przekazać (tak jak stan miłości). To schody do nieba - pierwszy schodek to spokój!

   Cieszyłem się z małomówności, a teraz na dalekim wyjeździe o 20.00 wdałem się w dyskusję "o chodzących do kościoła", którzy uspokajają własne sumienie, lepiej, gdyby nie chodzili do Domu Pana!

                                                                                                                             APeeL

 

 

 

04.10.1991(pt)  Smutna jest dusza moja... 

   Wstałem o 5.50 i odmówiłem całą cz. bolesną różańca, a po wyjściu żony do sprawdziłem, gdzie schowała alkohol...w ten sposób znalazłem w barku wiersz-list, który napisałem do niej 27 IV 1989 r...

"W ciszy podamy Mu ręce...

On je dotknie, połączy i napełni miłością.

On co połączy...to świętość ze świętością zlana.

On jest we mnie i w tobie.

On Był, Jest i Będzie!"...

    Nawet zaskoczyły mnie te słowa, chociaż pisane przeze mnie. Łza zakręciła się w oku; "Jezu. Jezu...to już wówczas tak czułem?"  Poprosiłem Matkę Bożą o radę, czy mam brać w pracy wolny dzień. Mam zostać i przepisać tworzoną modlitwę...

    Podczas zawołań przy "Biczowaniu" (u mnie "św. Rany i św. Krew") odczułem, że jestem jednym z biczujących na zmianę! "Uderzam Cię, Jezu kilka razy, z własnej chęci! Nie wołałeś mój Jezu i nie krzyczałeś, tylko cichy jęk i westchnienia towarzyszyły uderzeniom!

    Łzy zalały oczy! Pisałem 6 godzin i z trudem zdążyłem na dyżur. Napłynęło, że "Pan Jezus odda mi ten czas z nawiązką"! Ta wymodlona modlitwa towarzyszy mi pawie każdego dnia (witryna strony), a teraz już wiem, że największą wartość ma rozważanie Bolesnej Męki Zbawiciela, współcierpienie i ofiarowanie tego w intencji każdego dnia.

    Ułożenie tej modlitwy sprawiło smutek, bo zagłębiłem się w zabijanie Zbawiciela. Teraz nic już nie ukoi mojego cierpienia duchowego! Nie wystarczy modlitwa, bo pragnę Eucharystii. Tylko zjednanie z Ciałem Duchowym Pana łagodzi ból rozłąki i miłosną tęsknotę! Nic nie obchodzi mnie cały świat. Podczas przejazdu karetką słuchałem relacji z Sejmu RP, gdzie minutą ciszy uczczono ofiary akcji MSW.

   Na ten czas trafiłem na relację Sprawiedliwego Wśród Narodów Świata ks. Władysława Głowackiego, który tak relacjonował swoją działalność w Getcie; "Jeszcze dzisiaj mam obraz żydowskiego chłopca, który stał oparty o mur i anielskim śpiewem żebrał na kawałek chleba"!

    Łzy wywołała serdeczność Żydów dla tego księdza, który był w Jerozolimie, Betlejem...w restauracjach nie brano od nich pieniędzy, a na drogach przejazdu stały samochody z napojami! Czy tak nie powinno być zawsze?

   Jakże Stwórca nas szkoli...obok relacja o Stowarzyszeniu umarłych młodzieńców z kwartalnymi losowaniami samobójców! Narkotyki, seks, pożegnalna kolacja i samobójstwo, tego na którego padł los! To ewidentny satanizm !

   Jakże chciałbym mówić do ludzi o Matce Bożej, ale w karetce jest dwóch ateistów...pocieszam pielęgniarkę i zalecam życie w łączności z Matką! Jak bardzo cierpią w Niebie, bo nikt o nic nie prosi, nie żyje wiarą w każdej chwilce...jak dzieciątko z matką!

   Z powodu zimna wcześniej wszedłem pod kołdrę i poprosiłem Matkę, aby przyjęła ten dzień za zmarłego teścia, który był dobrym człowiekiem, a miał ciężkie życie. Zawołałem także; "Matko, proszę...spraw, abym znalazł się w Medziugoriu!"

   Odczułem jakiś jęk zawodu na tę dziwną prośbę niezgodną z Wolą Stwórcy, ale ja miałem na myśli przeniesienie "duchowe"...i to dodałem. Wyraźnie odczułem, że mój Anioł stwierdził; "och...to tak!...to dobrze!"

                                                                                                                                  APeeL