Drukuj
Odsłony: 68

     Jakże ciekawe jest moje obecne życie, które nie zamieniłbym na żadne inne. Nawet nie chodzi o posiadanie tego, czego pragną ludzie (zdrowia, szczęścia i pomyślności), ale o poddanie się prowadzeniu przez Boga Ojca, który moje kłopoty zamienia w wielkie dobro, bo wieczne.

   Nawet ludzi o dobrym sercu Szatan zwodzi szczęściem, które ma dać im ciało, a w tym czasie zapominają o szczęściu prawdziwym (duchowym), którego jestem beneficjentem...bez żadnej mojej zasługi (łaska Boga). Wrócę do tego na zakończenie zapisu...

    Żona po naszej dyskusji na temat wiary (w ten czwartek) wyszła „w złości”, ale zrobiła zakupy...w tym niepotrzebny rozgałęziacz. Zmarnowałem czas na przekładanie połączeń, a przy okazji uszkodziłem bezprzewodowe działanie jej komputera.

    Dzisiaj posłuchałem nagłego natchnienia, aby przyprowadzić znajomego, który ostatnio wymieniał modem. Wcześniej poprosiłem o pomoc św. Józefa, ale nie spotkałem go i sądziłem, że demon oderwał mnie od opracowywania zaległych zapisów. W takim momencie nie odróżnisz napływających myśli; dobrych (pomocy) od złych (kuszenia), bo wszystko poznajemy po owocach!.

   Przez chwilę żartowałem z pracownicą zakładu radiowo-telewizyjnego na temat własny i lekarzy. Powinien wrócić kabaret Majewski show z „rozmowami w tłoku” oraz scenami z aktualnego życia („Plastusie”).

    Wchodzi pacjent do lekarza podobnego do marszałka z kopertą w ręku (rozlega się głośny śmiech). Pan doktór opisuje poprzedniego chorego i pyta; czego chce? (śmiech).

    Ja tylko po zaświadczenie (od specjalisty trzeba mieć takie na tańsze leki)! Jeszcze czego? (tak było autentycznie ze mną u neurolog). Dodałem, że jestem lekarzem (śmiech). Pan jest lekarzem (śmiech)...można dodać, że dr Bylejaki (śmiech). Kazała mi stanąć na palcach (śmiech) i zleciła badania. Takich scen jest nieskończoność.

   To żartowanie nie było przypadkowego, bo rozrywany znajomy właśnie nadjechał i zabrałem go prosto z samochodu. Naprawa połączenia trwała ok. 30 minut, podziękowałem św. Józefowi, a jeszcze nie wiedziałem, że dzisiejsza intencja wypadnie także za niego, bo jest dobry i uczynny.

    Zmęczony zasnąłem na chwilkę, a żona ze zreperowanego internetu słuchała pięknych piosenek pani Celińskiej. Po przebudzenie w duszy zawołałem; „Tato! Jak dobry jesteś dla mnie!” Zerwałem się i opracowałem wczorajszy zapis oraz pięć zaległych z ich edycją. To było prowadzenie przez Boga, bo zdążyłem na Mszę św. o 17.00...co do sekundy!

    Dzisiaj Pan Jezus ożywił dziewczynkę, a Eucharystia dała wielki pokój i słodycz oraz pragnienie dawania świadectwa wiary. Po Mszy Św. przelotnie rozmawiałem z proboszczem, który moje mówienie o Szatanie traktuje jako obsesję, a ja dziwię się, że jako były wykładowca teologii nawet nie mruknie o Bestii. Obaj jesteśmy w wieku odlotowym...

    Postanowiłem nie rozmawiać już na ten temat, ponieważ wychodzę na chorego psychicznie. To prawda, bo zdrowi nie uznają natchnień, negują istnienie Boga oraz Przeciwnika. W takim razie od kogo – przy posiadanym rozumie – napływa zaćmienie ich umysłu. Niektórzy idą w kierunku mądrości poprawiających ten świat…

   Właśnie w TVP Info posłanka z jakiejś komisji wykluczała jedzenie mięsa, bo zwierzęta do jego "produkcji"  wykorzystują duże ilości wody. Przecież można nie myć samochodu, a nawet swojego ciała. Szatan podsuwa mądrusiom „dobre” problemy, aby nie drgnęli w kierunku duszy.

    Pan Jezus podał mi intencję tego dnia; jak przebiegły jest Szatan skoro w imię miłości potrafi zdeprawować tak wielu ludzi o dobrym sercu...

   W tej intencji poświęciłem uczestnictwo w czwartkowej modlitwie różańcowej (Tajemnice Światła) z litanią do Św. Krwi Pana Jezusa. Przekazałem też za tych ludzi błogosławieństwo Najświętszym Sakramentem...

                                                                                                                   APeeL

*”Oczami Jezusa” C. A. Ames wizja z 10 lipca 1996 r.