Drukuj
Odsłony: 350

Św. Wojciecha

    Na Mszy św. o 6.30 kapłan prosił, aby modlić się za naszą ojczyznę. Św. Wojciech w 983 r. został biskupem Pragi, którą opuścił z powodu rodowych waśni. Schronił się w Polsce, gdzie w 997 r. ochrzcił jej północne części. Później na polecenie Bolesława Chrobrego udał się z misją do pogańskich Prus, gdzie poniósł śmierć męczeńską.

    Pan Jezus po zmartwychwstaniu ukazywał się Apostołom przez 40 dni i wskazał, że zostaną ochrzczeni Duchem Świętym, aby stać się Jego świadkami (Dz 1, 3-8). Nie dziw się, że tak właśnie jest ze mną, bo tacy są wciąż powoływani.

    Psalmista w tym czasie wołał (Ps 126/125); „Kto we łzach sieje, żąć będzie w radości”. Nie bierz tego dosłownie, bo radością będzie powrót do Królestwa Niebieskiego, które jest w nas. Dlatego już tutaj mam wielką radość duchową z rozgłaszania cudów Boga w Trójcy Jedynego.

    Najważniejsze dzisiaj będą słowa mojego Profesora, św. Pawła (Flp 1, 20c-30) w których wyraża moje doznania;

- dla mnie życie w ciele oznacza służbę Bogu Ojcu; jest to codzienne wielogodzinne dawanie świadectwa wiary, uczestnictwo w Mszy Św. z Eucharystią, ofiarowywanie danego dnia w jakiejś intencji z odmówieniem mojej modlitwy

- śmierć to zysk czyli powrót do czekającego na nas Boga Ojca…

   Św. Paweł tak jak ja miał rozterkę duchową, bo pragnął odejść i być z Chrystusem, a zarazem wiedział, że jego pozostanie przy życiu jest lepsze i konieczne dla postępu wszystkich w wierze i radości z dumnym świadczeniem o Chrystusie. Trudno jest to pojąć, ale dla wiedzącego jest jasne, że nasza śmierć wyzwala duszę dla wiecznej szczęśliwości.

    Pan Jezus potwierdza to w przypowieści o ziarnie, która ma obumrzeć, aby wydać plon (J12, 24-26). Pan Jezus tylko w ten sposób przedstawiał Tajemnice Boże. Dlatego nie było to i nie jest zrozumiała dla ludzi normalnych.

    Właśnie dzisiaj, gdy to przepisuję odebrałem list polecony z prokuratury, która bada moją krzywdę, bo towarzysze i psychiatrzy taki język uznali za chorobę. Pana Jezusa też ubrano w czerwony płaszcz, bo gadał głupoty; w trzy dni postawi zburzoną Świątynie Jerozolimską, trzeba się ponownie narodzić, itd.

    Ponadto robił rzeczy straszne; wypędził legion demonów w świnie, otwierał oczy niewidomym i kazał brać swoje łoże porażonemu od dziecka, nawet ożywił śmierdzącego już Łazarza!

    Eucharystia pływała w ustach, a później zamieniła się w mannę z nieba. Cały dzień miałem wolny z nękaniami (telefony, krzyki dzieci sąsiadów, niemożność zaśnięcia) z próbą między ciałem i duszą. To ciężki bój na tle tego, co napisałem.

   Dopiero w ciszy wieczornej mogłem to zapisać i w poczuciu spełnienia iść spać. Jutro postaram się odmówić moją modlitwę i być na dwóch nabożeństwach (trwa bowiem Tydzień Miłosierdzia)…

                                                                                                                                     APeeL

 

 

Aktualnie przepisane...

16.11.1986(n) Za tych, którzy tkwią w mroku duchowym...

    Wczoraj wieczorem, podczas dyżuru w oddziale wewnętrznym czytałem homilie i przemówienia papieża. Podczas międzynarodowego kongresu lekarzy katolickich powiedział (3 X 1982), że „służba życiu określa cel medycyny”. Opieka nad chorymi to codzienna ofiara, ponieważ jesteśmy cząstką Niebieskiego Lekarza dusz i ciał.

   Przy tym - cytując Biblię - wspomniał o kruchości ludzkiej kondycji; nietrwałej jak trawa, przelotnej jak cień i ulotnej jak kropla wody. Teraz, gdy przepisuję ten dzień (23.04.2020 r.) jestem zdziwiony stwierdzeniem, że ta służba „winna obejmować i jednocześnie przekraczać cielesność, właśnie dlatego, że nie wyczerpuje ona życia”.

    Dalej wspomniał o „duchu służby” oraz podkreślił, że lekarz katolicki ma obowiązek świadczenia słowem i przykładem o wierze w życie nadprzyrodzone.

   Moje obecne zdziwienie jest wielkie, ponieważ do tego dążyłem przez 40 lat pracy. Bolał mnie fakt, że w kraju katolickim nie ma możliwości określenia siebie takim lekarzem. Z powodu wiary straciłem prawo wykonywania zawodu, bo koledzy psychiatrzy są ateistami. Nawet w Przychodni św. Pawła w W-wie trafiłem na takiego! Korporacja jest zamknięta dla wiernych Bogu naszemu.

    Przytoczę fragment przesłuchiwania przez komisję lekarską (w styczniu 2008 r.);

- Pani doktór gdzie pani skieruje matkę, której nagle umrze małe dziecko, bo ja zalecę ucieczkę do Matki Bożej…

- To pan chorych kieruje do Matki Bożej!?

- Pani doktór z nami powinien być kapłan!

- To pan z księdzem bada?

    Właśnie zmarł wielki lekarz Stanisław Luft (1924-2020) z którym zetknąłem się podczas specjalizacji w Instytucie Reumatologicznym w W-wie. Władzy wciąż „ludowej” nie podobało się jego zaangażowanie w życie Kościoła katolickiego, gdzie był wykładowcą medycyny pastoralnej (napisał taką książkę „Medycyna pastoralna”).

    Za to „ukarano” go; nominację profesorską otrzymał dopiero w 1992 r. (tuż przed przejściem na emeryturę). Nic się nie zmieniło, bo „towarzysze” stosują wypróbowane metody; promują miernych, biernych, ale wiernych...szkodząc jak się da „tym, co nie z nami”.

    Tak się złożyło, że właśnie dzisiaj otrzymałem pismo z prokuratury, gdzie trafiła moja krzywda, bo tuż przed emeryturą (4 miesiące) zawieszono mi pr. wyk. zawodu lekarza za bycie katolikiem, co oznacza obowiązek obrony wiary i krzyża.

    Najgorsze jest to, że funkcjonariusze „sanhedrynu” (rady) zarówno okręgowej jak i naczelnej tkwią w przestępstwie od 12 lat. W tym czasie nauczają w TVN, mówią o etyce, sami sobie przyznają odznaczenia oraz nagrody i wyróżnienia („Mentor”, „Lista Stu” najważniejszych doktorów), aby trafić później do izbowej salki pamięci. To są głupie celebracje świeckie znane z czasu okupacji sowieckiej.

   Protestowałem przeciwko konferencji 28 marca „Światłość i Ciemność” na temat; „Ból i cierpienie” razem z UKSW, którą skasowała pandemia. Koledzy dalej podpinają się pod wiarę katolicką i Kościół święty (faryzeizm). Tak zmieszał się ten i tamten czas...

    Wówczas w śnie wędrowałem po różnych pomieszczeniach. W jednym z nich trafiłem na trumnę z awarią światłą i trwającym półmrokiem. Tam wszedł zmarły wujek i z płaczem położył ręce i głowę na moich kolanach. Światła nie było także w pomieszczeniach mojego ojca i zmarłego brata ciotecznego, a także w całym mieście.

    Nasze światło jest odpowiednikiem wiary w Boga i Jego Światłości wokół, w miastach i na świecie. Wszyscy ze snu żyli w ciemności duchowej, a teraz potrzebują wsparcia, aby przesunąć się w Czyśćcu ku Królestwu Niebieskiemu. Ja dotychczas też tkwiłem w takim mroku...

   Z natchnienia Ducha Świętego napłynęło, aby za te dusze być na Mszy Św. co uczyniłem 09.10.2018...

                                                                                                                                 APeeL

 

21.08.1988(c) Refleksja z przebiegu naszego życia...

    Szkoda, że nie potrafię edytować rycin, bo jest to język internetu...pomoc niech stanowi witryna strony, gdzie jest ukazane nasze powstanie.

1.  W momencie naszego poczęcia jest wcielana dusza. Negują to ateiści uważając, że nasze życie - jak u wszystkich stworzeń - ma charakter tylko cielesny i kończy się śmiercią. To nawet dziwi, bo „nie chcą żyć”, a zarazem pragną przetrwać w ulotnej pamięci ludzkiej.

2. Nie mamy żadnego wpływu na nasze powołanie, co do rodziców, miejsca na ziemi i czasu poczęcia. Wówczas wierzyłem w błędny determinizm (wszystko jest ustalone w naszym losie, a to wyklucza istnienie wolnej woli). Zważ, że moją łaską będzie odczytywanie Woli Boga Ojca z oddawaniem woli własnej.

3. Od momentu zapłodnienia aż do 2-3 lat prawie nic nie pamiętamy, podobnie dzieje się w późnej starości (zniedołężnienie, otępienie starcze, osłabienie różnych pragnień i spłycenie potrzeb, zmiany charakteru). Jest to pewna łaska, ale wielu jest sprawnych do końca (większa odpowiedzialność w tkwieniu w bezbożności). Tak samo jak długie życie z prawidłowym rozwojem duchowym...

4. Przebieg naszego życia można przedstawić na rycinie; życie ciała (psycho-fizyczne) i duchowe to dwa różne wykresy. Człowiek początkowo rozwija się raczej fizycznie (szczyt rozwoju duchowego wypada później), ale może być odwrotnie, bo ksiądz, syn sąsiadki zginął w wypadku samochodowym w wieku 22 lat.

5. Na naszej - wytyczonej drodze życia - istnieją różne jej warianty. Dzisiaj, gdy to przepisuję uważam ten pogląd za błędny, ponieważ modlitwami można wyprosić zmianę wszystkiego u Boga Ojca.

6. Potrzeba rozwoju duchowego dotyczy każdego, ale przeszkadza w tym Szatan. Wielu idzie za nim nie mając tej świadomości („trzeba żyć krótko i dobrze oraz ładnie wyglądać w trumnie”, „najlepsza jest śmierć nagła, bo się nie męczysz”, itd.).

7. Na tym tle zrozum działanie Bestii znającej Prawdę, że mamy duszę i jesteśmy tuż po śmierci. Zarazem podsuwa wyśmiewanie istnienia Piekła, czczenie Matki Bożej z kultem świętych oraz modlenie się za dusze. Nabrał na to nawet prawosławnych, którzy negują istnienie Czyśćca...mimo ewidentnych świadectw. Wśród nich jest Maria Simma, która wszystko przekazała w książce; „Moje przeżycia z duszami czyśćcowymi”…

8.  Nie szukaj szczęścia na tym zesłaniu, bo wielu ludzi miało życie ciekawe, które w końcu okazało się pustym. Naszej duszy nie zadowoli ten świat, bo pragnie powrotu do Boga…

                                                                                                                                       APeeL