Drukuj
Odsłony: 189

    Na Mszy św. porannej o 7.15  św. Paweł mówił z zaświatów (Hbr 10, 32-39); o nawale cierpień, szyderstw i prześladowań, które spadają na nawróconych. Dalej wspomniał o potrzebie naszej wytrwałości w spełnianiu woli Bożej przynoszącej zbawienie duszy.

    W tym czasie kilka razy „spoglądał” obraz s. Faustyny...to moja obecna opiekunka, która pomaga mi w zapisach. Psalmista wołał w Ps 37, że Pan Bóg jest dla prawych ucieczką w czasie utrapienia, wspomaga nas i „wybawia od występnych”. To okaże się późniejszą intencją.

    W zamyśleniu przeoczyłem Ewangelię, a Eucharystia wirtualnie załamała się na pół. To oznaczało czekające mnie ciepienie...i faktycznie nie mogłem nic napisać, wysłałem tylko gotowy list do pełnomocnik ds. zdrowia lekarzy. Występni z Izby Lekarskiej uparli się, że to co czytasz jest majaczeniem chorego psychicznie.

    Zdrowe psychicznie są wyznawczynie opętanej czarownicy Marty Lempart nawołującej - w „legalnych” zgromadzeniach w czasie pandemii - do wojny domowej. W tym czasie nieświadome niewiasty pragną mordowania własnych dzieci, a każe z nich musi być oczekiwane z miłością!

   Nie mogę pojąć dlaczego prezydent i rząd nie zamawiają codziennej Mszy św. w Świątyni Opatrzności Bożej? Przecież z szatanem nie walczy się przy pomocy szwadronów policji…

    Popłakałem się po powrocie do ciepłego domu, gdzie jest woda głębinowa (dobra z kranu) i wszystko potrzebne do życia. W sercu pojawili się mieszkańcy Sudanu Południowego (państwo istnieje 10 lat), gdzie trwa wielka powódź, pandemia i 6.5 miliona ludzi głoduje.

   Posłuchałem natchnienia, aby pójść pieszo na ponowną Mszę św. o 17.00. To był 5-10 minutowy bój pomiędzy ciałem (pragnienie snu oraz podsuwane przez złego „pisanie”) oraz duszą (znałem już intencję i w drodze mogłem odmówić moją modlitwę).

    Pokonałem ciało i znalazłem się w świątyni, gdzie trafiłem na nieznośne dziecko, które zawsze źle się zachowuje z matką. Nawet powiedziałem jej, aby nie przychodziła na święte spotkania z Panem Jezusem.

    W sercu pojawił się obraz, który otrzymałem od umierającej: Pan Jezus błogosławiący matki z dziećmi. Przypomniały się też słowa Zbawiciela: jeżeli nie staniecie się jak dzieci oraz zalecenie, by nie bronić im przychodzenia.

   Zarazem zrozumiałem, że tak jest też z nami, bo wielu jest dobrych, ale pewna ilość działa w imię Belzebuba. Właśnie dwóch dłużników zamordowała swojego dobroczyńcę (szefa zakładu). Piszę to, a wspominają Saddama Husajna, który niczym nie różnił się od podobnych bożków (Stalina, Hitlera, Kadafiego, itd.).

    Zwróciłem uwagę na Słowa Pana Jezusa w Ew (Mk 4,26-34) w której tłumaczył trudny problem; istnienie Królestwa Bożego. Faktycznie jest ono ujawnione, ale prostaczkom (to określenie jest duchowe, bo takim prostaczkiem może stać się nawet Jerzy Urban, Joanna Senyszyn lub Jan Hartman). Bardzo trudno jest to przekazać (Zbawiciel dawał przykład rosnącego ziarna lub ziarnka gorczycy).

   Powiem Ci tak: mamy duszę, która pragnie powrotu do jej Stwórcy, nic jej tutaj nie zadowoli. Po nawróceniu z codziennym uczestnictwem w Mszy św. zauważysz, że wszystko jest pokazane, a Królestwo Boże jest już tutaj i to w nas. To musisz zaznać sam...tak jak działanie alkoholu lub narkotyków.

   Po wymodlonej dobrej i godnej śmierci odrzucamy ciało i wracamy do naszej Ojczyzny. Uwierz, że tak jest. Nie idź za głupimi, ale za prostaczkami w Oczach Boga...po staniu się jak dziecko.

    Ty, który to czytasz musisz raz na zawsze zrozumieć, że przekazuję to wszystko z serca, późnym wieczorem zjednany z Duchem Św. po błogosławieństwie krzyżem z kaplicy MB Częstochowskiej... 

                                                                                                                        APeeL