Drukuj
Odsłony: 106

   Do 3.00 w nocy pisałem wczorajszą intencję: za posłanych do nawracania narodów, ale skoncentrowałem się na podobnych do mnie, głoszących chwałę Boga przez internet. Całkowicie zapomniałem o misjonarzach, którzy często są zabijani ale dzisiaj odmówię w tej intencji całą moją modlitwę. Jakby na znak właśnie wspomogłem ich finansowo, aw podziękowaniu przysłano ich pismo: „Misje dzisiaj”.

    Ledwie zwlokłem się na Mszę św. o 7.00, bo dodatkowo nie mogłem spać. Jakby na pocieszenie na linii miałem 2.5 tysiąca czytających dziennik. Mszę św. wysłucham w słońcu i przy śpiewa ptaków...na placu kościelnym. W tym czasie płynęło Słowo...

Piotr zalecał wytrwania w wierze, <<bo przez wiele ucisków trzeba na wejść do królestwa Bożego>>.

Psalmista wołał ode mnie (Ps 145):

„Pan jest łagodny i miłosierny, nieskory do gniewu i bardo łaskawy

Pan jest dobry dla wszystkich, a Jego miłosierdzie nad wszystkim, co stworzył”.

Apostoł Jan przekazał wizję z Apokalipsy (Ap21, 1-5a) o nowej ziemi z Miastem Świętym – Jeruzalem zstępującym z nieba od Boga.

Natomiast Pan Jezus w Ew J13 prosił, abyśmy się wzajemnie miłowali.

   To jednak nie może być zrealizowane w pełni, ponieważ przebywamy na zesłaniu („Obóz Ziemia”), gdzie szefem jest Belzebub. Jego działanie może ujrzeć każdy podczas obecnej napaści Federacji Rosyjskiej na Ukrainę.

   Barbarzyńcy mordują dla mordowania, grabią z równaniem wszystkiego z ziemią z podkładaniem min nawet na polach dających chleb całemu światu! Wszystko poznajemy po owocach.

    Eucharystia ułożyła się w kielich kwiatu...jako podziękowanie za pracę nocną na Poletku Pana Boga. Dzisiaj przez półtorej godziny wołałem do Boga we wczorajszej intencji…

                                                                                                                            APeeL

  

 

Aktualnie przepisane

16.11.1990(pt) Sercem pragnąłem Pana Jezusa...

   Podczas przejścia do pracy w przychodni odmawiałem modlitwę przebłagalną za pracowników rejestracji...na których wczoraj krzyczałem, a teraz prosiłem Pana Jezusa, aby objął ich swoją opieką. Zawołałem także do Ducha Św. o dar dobrej rady, abym niektórym ludziom mógł powiedzieć wszystko w jednym słowie.

- Ciężki wypadek pani dziecka musi zbliżyć rodzinę w miłości, trzeba rzucić palenie w intencji jego zdrowia. Dla Boga nie ma nic niemożliwego...rutynowe zamówienie Mszy św. może nie wystarczyć. Z przychodni zamówiono taką w intencji zmarłego pracownika, ale nikt z pracowników nie pojawił się!

- Pani boi się śmierci, ale pani „już jest umarła”! Trafiłem w kobietą energiczną, „złą", trzymającą się świata materialnego i chodzącą po sądach.    

- Stwórca dał pani wielki dar...przewlekłą chorobę oraz próbę zagrożenia śmiercią. Tę śmierć widziało wielu ludzi i poprzez nią Bóg powiedział: „czy jesteście gotowi do powrotu do Mnie? Czy ty, która dłuższy czas jesteś ciężko chora przygotowałaś się na to spotkanie?...zobacz jak nagle mogę wezwać każdego!” To było do pacjentki, której „uratowałem” życie...

    Ciężki dzień, jeszcze jeden w życiu. W aktówce nosiłem wahadełko, ponieważ chciałem nauczyć się oceniania tolerancji na leki przez chorego. Właśnie trafiła się pacjentka znająca tę sztukę - wszystko trwało 3-4 minuty. Metoda jest prosta i skuteczna. 

   Wszystkich załatwiłem, nikomu nie odmówiłem, od nikogo nic nie przyjąłem - jak wielką radość daje to w sercu. Teraz idę wolno, noga za nogą i odmawiam wyznanie naszej wiary: „w Jedynego Pana Jezusa Chrystusa...współistotnego Ojcu...przez Niego wszystko się stało”. Jak wytłumaczyć moje uniesienie duchowe, prawie oderwanie od ciała? 

   Łzy kręciły się w oczach, coś ścisnęło mnie w sercu. Przypomniało się dzisiejsze nocne oglądanie „Biblii w malarstwie”...popłakałem się przy obrazie biczowania Jezusa, Pana mojego.

    Nagle w szczycie domowego szumu dopadła mnie tęsknota za Jezusem, Matką Prawdziwą, za ciszą przy zapalonej świecy i modlitwą...

    „Panie Jezu! Cóż warte to wszystko, przecież nie może ukoić tęsknoty do Ciebie, mój Jezu. Tylko Ty Sam możesz to uczynić, schodzisz Jezu do mnie w różnym czasie - wówczas wszystko chciałbym rzucić i schować się w Twoim Sercu.

   Ty, Jezu, który wszystko możesz pochylasz się do marności - przecież bez Ciebie nic nie znaczę. Dlaczego ludzie wolą nic od Ciebie, Jezu mój! Wiem, że Twoje Serce nadal krwawi.

   Ty widzisz ich zatracenie. Nie chcą Ciebie, Jezu - może nie podoba im się stajenka, osiołek, ubóstwo, kamienny grób...może nie podoba im się Prosta Droga wiodąca do Życia. Większość nie chce Ciebie Jezu mój! Przychodź zawsze do mnie w smutku i opuszczeniu - będzie nam dobrze we dwoje! Proszę Cię Jezu - przychodź zawsze do mojego serca i bądź w nim”.

    Popłakałem się podczas pisania tych słów...i czułem, że nawet modlitwa nie jest potrzebna. Trwałem tak w ciszy. Posłuchałem natchnienia: "włącz kasetę”, gdzie trafiłem na słowa kapłana: pochyl głowę na błogosławieństwo.

   Przez usta kapłana Jezus mówił do mnie, że sprawi zdrowie mojej duszy i ciała, obdarzy mnie braterską miłością, a ja muszę zawsze być Mu oddany! „Jezu mój, Jezu przecież niczego więcej nie pragnę - zdrowia duszy, miłość do braci i wierności z oddaniem Tobie!”

    Teraz chór męsko - żeński powtarza modlitwę: „Zdrowaś Mario” w coraz szybszym tempie i coraz głośniej krzycząc na zakończenie: „Jezus! Jezus! Tak zostało wyładowane moje napięcie.

   Od tej chwili trwałem w milczeniu wewnętrznym. Nic nie musiałem czynić, aby milczeć i bardzo trudno jest opisać ten stan uniesienia duchowego. We mnie jest pokój, cichość, małość, pragnie odosobnienia i milczenia.

    Trwała święta cisza w myślach, sercu i mowie. Odezwałem się tylko do córki, która czytała pismo o zbrodniach: „cofasz się?” Stan ten jest Jego działaniem, ja sam nie mogę tego wywołać. Normalnie pragniesz mówić - tutaj odwrotnie: milczysz i tak jest ci dobrze, jesteś blisko Pana, a nawet w Nim. 

     Każde słowo w zapiskach s. Faustyny przeszywało serce. Potwierdziła moje spostrzeżenie, że wielu kocha Boga w pomyślności, a mało ludzi wierzy w życie wieczne. Najważniejsze jest życie zgodne z Jego Wolą...umartwienia dla samych umartwień nic nie dają! Dzień kończą słowa Pana Jezusa do świętej: „cokolwiek czynisz bliźniemu - Mnie czynisz!”

                                                                                                              APeeL