Na dyżurze w pogotowie...tuż po północy zerwano do przedwczesnego porodu, a ja natychmiast poznałem intencje modlitewną. Przepłynęły ostatnie zdarzenia...

- szarpanina z chorym psychicznie...wraz z policją

- teraz jestem męczony przez pijanego sanitariusza

- trafiłem do nędznej chaty z agresywnym mężem rodzącej.

     Rano wcześniej trafiłem do mojego gabinetu na górze przychodni, a tam już było dużo chorych, nieczynny telefon, a potrzebna apteka, pielęgniarki wpadały bez powodu, rozproszenia, a nawet dręczenie, bo musiałem przepisywać przetrzymane recepty, nawet wystawioną w klinice, ponieważ mieli starą pieczątkę...

      Tak to trwało aż do 14:20. Niespodziewanie przybyła córka, a ja z tego powodu ponoszę dodatkowe wydatki (dzisiaj obchodzi „wcześniejsze imieniny”), ponadto zajmuje łózko i musimy gnieść się z żoną, a ma już swoje lokum w W-wie. Jak Pan to układa?

      Na Mszy świętej wieczornej o 18:00 stałem drętwy, śpiew i czytania były poza mną, ale dotarły słowa pocieszenia przez Pana Jezusa (Ewangelia: Mt 11,28-30): „Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię. Weźcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych”.

      Moją duszę przebudziło przyjęcie Eucharystii. Zacząłem wołać: "Panie Jezu! Serce ci pęka, gdy najbliżsi zaskakują Cię przykrościami!” Popłakałem się i nie mogłem wyjść z kościoła! Dopiero teraz popłynie moja modlitwa przebłagalna...   

                                                                                                                       APeeL