W dzisiejszym „Super expressie„ pokazano Kubę Wojewódzkiego w obecności bodyguarda (osobistego ochroniarza), któremu trzeba płacić dwa tys. zł za godzinę, a swoim klakierom w studio płaci 15 zł za godzinę.

    Ponadto swoje bezpieczeństwo upatruje w ekskluzywnym Maybachu odpornym nawet na wybuch granatu z pancernymi szybami oraz z lodówką na reklamowaną oranżadę „Helenę”.

    Piszę to, aby uwidocznić kontrast, bo ja mam ochronę bezpłatną (Anioła Stróża i Św. Michała Archanioła) oraz Opatrzność Bożą.  Zdziwię się słowami dzisiejszego Ps 16(15) w którym jest wyrażona prośba psalmisty o ochronę przez Boga Ojca, który zabezpiecza nasz los. „On jest po mojej prawicy, nic mną nie zachwieje”. Duszy mej nie zostawi i nie dopuści, bym pozostał w grobie. Czeka nas wieczne szczęście po Jego prawicy…

    Na dzisiejszej Mszy Św. padną słowa Pana do apostoła Pawła uwięzionego przez trybuna rzymskiego w Jerozolimie; <<Odwagi! Trzeba bowiem, żebyś i w Rzymie zaświadczył o Mnie, tak jak dawałeś o Mnie świadectwo w Jeruzalem>>. To okaże się dzisiejszą intencją modlitewną...

    Dziwne, bo właśnie odbiorę pismo z Prokuratury Rejonowej, gdzie pani prokurator - nie bacząc na złamanie wszystkich moich praw - jako psychiatra amator zaleciła mi leczenie (przysłała odpowiedź od moich prześladowców z Okręgowej i Naczelnej Izby Lekarskiej w W-wie).

    Panią prokurator nie obchodził fakt, że na komisji lekarskiej nie było przewodniczącego, który zbadał mnie na odległość (będąc na wczasach zagranicznych)...nawet podpisał to jako funkcjonariusz publiczny. Ogarnij cały świat cierpiących z powodu fałszywych prokuratur i sądów, mordowanych dosłownie, a w moim wypadku jest to śmierci cywilno-zawodowa.

   Natomiast Pan Jezus podczas Ostatniej Wieczerzy (J17, 20-26) prosił Boga Ojca za tych, „którzy dzięki ich słowu będą wierzyć we Mnie: aby wszyscy stanowili jedno /../”.

   Po Eucharystii doznałem wstrząsu duchowego, serce promieniowało, a słodycz zalewała nawet usta, chciałbym zostać w Domu Boga...na wieki wieków. Ekstazę trudno jest opisać, bo te doznania nie mają odpowiednika. Szatan małpuje Boga Ojca i podsuwa marne namiastki...tylko dla ciała (alkohol, narkotyki, „miłość” z różnymi figurami i dewiacjami, itd.).

    Już wiem, co oznacza ułożenie się Św. Hostii w postaci odwróconej łodzi...to kłopoty bez wyjścia. Tak się stanie, ponieważ pani prokurator z jednostki nadrzędnej też nie chciała mi pomóc...jako obrońcy krzyża Pana Jezusa i naszej wiary. Podkreśliłem, że na pewno uczyniłaby to w stosunku do skrzywdzonego homoseksualisty, bo narobiłby krzyku...

   Metodą działania bolszewików jest uchwalanie bardzo skomplikowanego prawa (wpisz; „45 zasad zniewolenia narodu”), co pozwala na jego nieskończoną interpretację. Dowodem jest obecna sytuacja mojej umiłowanej ojczyzny w której spadkobiercy okupanta niby ośmieszają się, a nawet głupieją...rzucając hasło; marszałek Senatu RP na prezydenta! Dlaczego nikt tego nie widzi?

   Każdy, który miał do czynienia z sądami niezależnymi od sprawiedliwości wie, że zasadą okupantów jest jawne łamanie prawa, przeciąganie sprawy w nieskończoność, przerzucanie jej między jednostkami i kłamanie w oczy. Jest to wynik prawa, specjalnie ułożonego, aby można było mataczyć.

   Nie czynią tego „samym swoim” (mają jakiś tajny szyfr dający im fory) z podeptaniem wskazanego do szkodzenia. Przecież wszyscy widzieli, co wyprawiał pion sprawiedliwości w obronie prezes SN Małgorzaty Gersdorf?

   Zobacz jej mająteczek; wielka forsa w różnej walucie, złoto inwestycyjne, fundusze i obligacje, ma 2/3 domu oraz mieszkanie, a także działkę letniskową z domkiem, wielką łąkę oraz jest współwłaścicielką pięciu innych działek. Bezbożnicy głupieją w zabezpieczaniu swojej starości, a nie wiedzą czy obudzą się tej nocy.

    W moim smutku wzrok zatrzymał wycinek z pisma „Solidarność (z 18 października 2002) ze zdjęciem ks. Jerzego Popiełuszki i tytułem; „Źródła radości są w nas”. Wróciła też męczeńska śmierć św. Pawła, Apostoła Narodów...został ścięty w Rzymie. Przed śmiercią powiedział; W dobrych zawodach wystąpiłem, bieg ukończyłem, wiary ustrzegłem.

    Dobrze, że pojechałem na nabożeństwo majowe, bo znalazłem się pod obrazem Trójcy Świętej, „patrzyła” na mnie s. Faustyna, a w tym czasie płynęła pieśń o Matce Bożej „ocierającej nasze łzy”. Pozostałem na ponownej Mszy Św. z pragnieniem przyjęcia Eucharystii, aby skasować niepokój w sercu. Tak się stanie i w radości odmówię moją modlitwę w intencji tego dnia...

                                                                                                                                     APeeL

 

 

    Mimo, że siedziałem od 4.00 - podczas słuchania piosenki „Liberta” - serce zalała tęsknota za Panem Jezusem, a pod kościołem śpiewałem; „Pod Twą obronę Ojcze na niebie”...zdziwiłem się, bo siostra zaczęła Mszę Św. od tej pieśni!

   Jest mi przykro, ponieważ w mieście mieszka dużo emerytów, a w codziennych nabożeństwach uczestniczy garstka wiernych. Tutaj mamy elementy raju na ziemi; woda głębinowa, lasy, za darmo świeci słońce i cały dzień śpiewają słowiki, a po chrupiący chleb są dwa kroki.

    Ludzkość lekceważy życie nadprzyrodzone, bo nie wie lub nie wierzy, że posiadamy dusze. Zacząłem wołać do Boga Ojca z dziękczynieniem za wszystkie łaski. Mojego obecnego życia nie zamieniłbym na żadne inne. Popłakałem się podczas zapisywania tych przeżyć przy ponownie płynącej piosence „Liberta”.

     W tym stanie żal budzą walczący o stołek prezydenta RP;

  •  Pan Rafał Trzaskowski skierowany do ubliżania i straszenia...w swojej demonicznej przewrotności może nawet zmienić naszą flagę na tęczową uzasadniając to znakiem pojednania ziemi z niebem.
  •   Szymonowi Hołowni złość wykrzywiła usta...stał się szałmenem.
  •   Pastor Robert Biedroń mówi coraz piękniej i z miłością aż chciałbym go ucałować. On naprawdę chce szczęścia nie tylko Polaków, ale całej ludzkości. Szkoda, że nie został kapłanem, bo zmarnował talent.
  •   Kolega Władysław Kosiniak - Kamysz dzięki mocnej żonie...uwierzył, że będzie szefem sił zbrojnych, a ma tak piękny zawód (laryngolog).
  •    Zarazem dziwię się, że prezydent Andrzej Duda nie prosi w Świątyni Opatrzności Bożej o prowadzenie, bo mamy do czynienia z nawałnicą bolszewicką. Prezydent Bronisław Komorowski „od walenia dechą i latania na wrotach od stodoły” specjalnie jeździł przez całą W-wę na Mszę Św.

     W Słowie (Dz 20, 28-38) apostoł Paweł ostrzegał starszych kościoła, aby uważali na siebie i na całe stado, bo znajdą się wśród nich drapieżne wilki. Później padł na kolana i modlił się razem ze wszystkimi, którzy wybuchnęli płaczem...całując go przed rozstaniem na zawsze. Psalmista w tym czasie wołał „Śpiewajcie Bogu, wszystkie ludy ziemi”…

   Natomiast Pan Jezus podczas Ostatniej Wieczerzy prosił Boga Ojca (J17, 11b-19), aby uświęcił w Prawdzie, tych za których poświęcił Samego Siebie. Cóż przeżyłbym w tym czasie leżąc w łóżeczku? Czy usłyszałbym, to co wiem, że Zbawiciel oddał Swoje życie także za mnie i uświęcił mnie! 

    Eucharystia przewijała się w ustach i zamieniła w „mannę z nieba”. Ciało doznało wstrząsu, musiałem głęboko oddychać, a ekstaza uniemożliwiała wyjście z kościoła. Podczas powolnej jazdy napłynęła tęsknota z wołaniem; „Ojcze mój! Ojcze mój!", a łzy zalewały oczy. To łzy bezmiaru otrzymywanych  łask z poczuciem bliskości Boga, który Jest!

    Wróciła sprawa marszałka Senatu RP, który kombinuje jak stać się ojcem całego narodu. Nie wie, że na to stanowisko dostał się dzięki mnie. Zdziwisz się moją megalomanią, ale tak było naprawdę. Przed ostatnimi wyborami prosiłem wszystkich katolików z rejonu hrabiego Konstantego Radziwiłła, aby nie głosowali na niego, bo będą mieli grzech (miałem dużo wejść).

   „Paroma” głosami przeszedł Michał Kamiński, a to sprawiło utratę przewagi PiS w Senacie RP. Zabrakło jednego głosu i Stanisław Karczewski nie został marszałkiem tylko Tomasz Grodzki.

    Przez 1.5 godziny odmawiałem moją modlitwę w intencji tego dnia…

                                                                                                                              APeeL

 

Aktualnie przepisane...

26.08.1991(p) Nie podobam się sobie...

   Tuż po wstaniu znalazłem się z Panem Jezusem w Getsemani z moimi zawołaniami w litanii uwielbienia; Jezu cichy, pokorny, cierpliwy, delikatny, przebaczający, współczujący, pocieszający...to nie miało końca jak w wołaniach do Matki Bożej.

    „Panie Jezu, proszę Cię spraw, abym stał się dzisiaj takim, jakim pragnę być i jakim Ty chcesz, abym był!” W tej prośbie chodziło o to, abym nie gadał...nie nawracał tam, gdzie nie trzeba i porzucił wylewność nawet przed żoną!

    W natchnieniu napłynęła porada, abym unikał miejsc, gdzie toczą się prowokacyjne rozmowy, nie nawra­cał już ludzi w mojej pracy, bo moja  cichość i uniżenie będą najlepszym dowodem...przecież znają mnie jakim byłem!”.

     Nie obchodzi mnie już walący się świat, bo moje serce wypełnia teraz; Pan Jezus, Matka i Bóg Ojciec, Wszechmogący. Nawet praca straciła dawny sens. Idę i wolno odmawiam różaniec Pana Jezusa i pragnę być inny, cichy, małomówny...tak mi jest dobrze, a zarazem smutno. Nie wiedziałem, że Szatan już szykuje pułapki, bo pierwszych 3-4 pierwszych pacjentów stanowiło dla mnie próbę!

    Trafiły się trzy panie z nerwicą i zaćmieniem po­łączonym z pogańskim strachem. Doszlusował do nich niezwykle marudny facet. Na do­datek na korytarzu były kłótnia...mimo, że pracę zacząłem 30 minut wcześniej! Zły wpuszczał w duszę złość, zniechęcenie i rozdrażnienie; „Jezu mój jak ciężko jest leczyć pogan!

    Zrozum teraz Pana Jezusa, którego nie przyjmowali kapłani w synagodze...znali wszystko i czekali na Zbawiciela, ale nie pasował im syn cieśli! Napłynęło pocieszenie, bo przybyła ciężko chora, a chwilkami napływało wspomożenie...Miłość Jezusa. Wówczas nabierasz chęci do pracy, pomagania, pojawia się radość serca i chęć modlitwy. Tę radość powiększyły rady jakie dawałem dzisiaj....

  • Proszę przekazać Panu Jezusowi smutek rozstania z synem w więzieniu

  • Pana zmarła córka jest...trzeba zorganizować pomoc modlitewną, może pan dla niej rzucić palenie (cierpienie zastępcze).

    Wstąpiłem do domu, po kolację (przed dyżurem), a żona przytuliła się w smutku, ponieważ dowiedziała się, że nie otrzyma pracy w swoim zawodzie (mgr. geografii). Komuniści wiedzieli, że jej ojciec walczył z bolszewikami, zatrudnili żonę sekretarza, która trzy razy zaczynała studia.

    Ona przyjęła to jako wolę Matki Bożej. W tym umęczeniu i smutku próbuję modlitw, ale żadna nie idzie; „Matko proszę Cię...jeżeli jest to Twoja Wola, to niech będzie, a jeżeli to machlojki pomóż Matko żonie!” Umęczony przysnąłem na ławce...napłynął obraz pojemnika pełnego lilii oraz przepięknych gerber...wszystko pięknie ułożone.

    Nagle znalazłem się w wiejskiej chatce z obrazem Matki Bożej Pocieszenia. „Matko wiem, że teraz pocieszasz i wiem, że wszystko będzie dobrze...to próba naszej wytrzymałości i ufności!”

   W środku nocy trafiłem do staruszka wijącego się z bólu z powodu uwięźniętej przepuklin...pod krzywo wiszącym obrazem Wniebowzięcia Matki Bożej. Podczas transportu w modlitwie różańcowej o 2.30 doszedłem do tej tajemnicy!

    Do pracy w przychodni obudziła mnie piosenka „Błękitny mały kwiat”...

                                                                                                                         APeeL

 

27.08.1991(w) Więcej szczęścia jest w dawaniu...

   Podczas przyjęć chorych całą radość z niesienia pomocy i pomagania psują dary. Okropne męki przechodzę podczas szarpania się z obdarowującymi, a szczególnie z pacjentami „prywatnymi”...siedzi taki, nie zarejestruje się i rzuca pieniądze na stół!

    Z powodu nawału chorych o 13.30 prawie padałem. Zdenerwowany wyszedłem, zakręciłem kółko po terenie przychodni, a łzy zalewały oczy. Myśl uciekła do dręczonego Pana Jezusa...nigdzie nie dawali Mu spokoju! Tam, gdzie miał przechodzić czekały tłumy…

    Jest mi szczególnie przykro, ponieważ dzisiaj w różańcu wypadają słowa; „Jezus wszystko darował biednym!” Wstydzę się spojrzeć w kierunku Glinianego Oblicza Pana (wykonanego przez ciężko chorą); „Jezu, Ty wszystko wiesz i przenikasz”.

   Pacjentka po trzykrotnej szarpaninie rzuciła pieniądze i uciekła, a ja dzisiejszą pracę przekazałem Panu Jezusowi...wówczas On nam odpłaca (za bezinteresowność). Tak właśnie jest odbierana cała radość z poświęcenia dnia Zbawicielowi!

- Panie Jezu to miało być dla Ciebie...cóż mam uczynić?

- Pamiętaj, że wszystko masz oddać! Przyjmij jeszcze biedną!

    Właśnie trafiła się taka staruszka dręczona przez życie i niedostatki...wcisnąłem jej garść nie przeliczonych pieniędzy, kawę i grzybki. Natomiast na paczkę zmielonej kawy trafiło się biedne małżeństwo...wyrzucane z mieszkania!

    Natomiast na wizycie domowej będę u pacjentki, której złe duchy przeszkadzają w modlitwie, bo ma dar widzenia zmarłych. Doznałem dodatkowego pocieszenia, bo chora była podobna do św. Antoniego z obrazu wiszącego nad nią. 

   Przekazała, że w dzień zaduszny widziała całe rzesze błąkających się ludzi...zesłanych do kontaktu z nią. Często szatani przeszkadzają jej, straszą...kiedyś zatrzymała ich pokazaniem różańca i wezwanym św. Michała Archanioła”. Znam to wszystko, dziwne dla ludzi normalnych...

    Na działce Szatan zalał mnie niechęcią do spraw Bożych, a ponadto byłem smutny i miałem ból głowy. W domu zastałem szalejącą córkę.  Wyszedłem, a serce zalało wielkie pragnienie modlitwy! To jest tajemnica cierpienia. Sam zobacz ciąg; demoniczne zniechęcenie - niemożność modlitwy - atak prześladowcy - ucieczka do Jezusa i modlitwy - żarliwość pojednania - wzrost duchowy!

                                                                                                           APeeL

 

 

Dzień matki ziemskiej

   Powiem Ci, że nadawałbym się na polityka. Potwierdziła to żona, której obiecałem pójście na nabożeństwo majowe pod pachę lub trzymając ją za rękę. Dodała, że wyjdzie wcześniej, bo i tak się wykręcę.

    To fakt, bo jeszcze niedawno miałem duszę Rafałka Trzaskowskiego, który nie spełnił wszystkich obietnic, ponieważ „były rozłożone na lata”. Ja na jego miejscu obiecałbym wszystkim szczęście pod warunkiem, że będę wybrany na dłużej...jak w Korei Północnej. Czy tam ktoś narzeka?

    Pełni Obłudy obnażają się coraz bardziej, nawet „Stokrotka” nie wytrzymuje nerwowo i chciała pobić „przesłuchującego”. To tyle ironezji podrzemkowej...

    Przypomniały się poranne słowa mojego prof. teologii św. Pawła (Dz 20,17-27), gdzie mówił ode mnie; „Wy wiecie /../ Jak służyłem Panu z całą pokorą i wśród łez i doświadczeń, które mnie spotykały z powodu zasadzek Żydów”.

    Dla mnie takimi „żydami” (w senie fałszu ludzkiego) są koledzy, utytułowani lekarze z Izby Lekarskiej, którzy stoją na straży prawa. Ostatnio prezes NIL-u spotkał się z zasłużonym Tomaszem Grodzkim, marszałkiem Senatu RP, którego tatuś pracował w UB.

   Słuszne zarzuty o łapownictwo; to posądzenie wymagające kierowania spraw do sądu, a jest to kardynalna zasada czerwonych. Głupia, bo się demaskują...

   Jako lekarz widziałem jego „empatię” w stosunku do b. marszałka Stanisława Karczewskiego, który zrezygnował z tej funkcji i wracał do pracy w szpitalu. Świecił oczkami, przytulił biedaka i prawie chciał go pocałować..

   W mojej pracy był podobnie „miły” kolega, „ordynator” z pierwszym stopniem specjalizacji. Podczas pracy jeździł do domu i przyjmował chorych „prywatnie”, a mnie wzywano do jego umierających. Nie mogłem odmówić, bo miał moc obecnego marszałka.

       Wróćmy do św. Pawła, który kontynuował wywód płynący z mojego serca; „Ja nie uchylałem się tchórzliwie od niczego /../”. Tak było, bo kolega powalił krzyż (wg prokuratora „drzewo”), krzyża broni tylko głupi...taką otrzymałem zapłatę.

   Padły też najważniejsze słowa św. Pawła; „ja zgoła nie cenię sobie życia, bylebym tylko dokończył biegu i posługiwania, które otrzymałem od Pana Jezusa: bylebym dał świadectwo o Ewangelii łaski Bożej”.

    Dreszcz prawdy przepłynął przez serce, a to świadczyło o intencji modlitewnej tego dnia. To posługiwanie nie ma nic wspólnego z naszym sługusostwem lisom i dworakom...w czynieniu zła. Pastor Robert Biedroń pragnie rozdziału pragnących Prawdy od zaprzedanych poganom.

    W czasie Ostatniej Wieczerzy Pan Jezus wskazał w Ew. (J17, 1-11a) na pragnienie, aby każdy z nas cieszył się życiem wiecznym. Wołał też do Boga Ojca za powierzonych Mu, a dzisiaj czuję się takim. To trudny język, mistyka mistyków niezrozumiały dla normalnie wierzących.

    Eucharystia przewijała się w ustach, pływała jak woalka, a bardzo to lubię. To była zapowiedź dobrego dnia z Bogiem Ojcem. Teraz jest czas jechać na nabożeństwo majowe z ponowną Mszą Św. w intencji duszy zmarłej matki po której odmówiłem moją modlitwę...w intencji tego dnia.

                                                                                                                             APeeL

 

 

Aktualnie przepisane...

25.08.1991(n) Za zawołanych przez Boga, którym nie będzie już dobrze na ziemi...

    Na dyżurze lekarskim w pogotowiu...tuż po północy trwałem na modlitwie przed ogniskiem, które rozpalił personel (placówka była w środku lasu). Zaczął kropić deszcz, a wówczas nie ma wezwań. Podczas rannego powrotu do domu w samochodzie słuchałem nagranych słów s. Faustyny o Imieniu Jezusa („Tego, który zbawia”).

   To Imię wywołało skurcz ser­ca i łzy, a podczas otwierania drzwi garażu ujrzałem zaślepienie świata! Nie ma nic ważniejszego od boju duchowego o dusze ludzkie. Przecież tak było z uratowaniem mojej...

    W domu padłem na kolana i odmówiłem „św. Osamotnienie Pana Jezusa” z wołaniem do Boga, aby miał miłosierdzie nad potrzebującymi przebudzenia duchowego. Jak ciężkie brzemię (krzyż) otrzymałem, bo nie mam miejsca na modlitwę, a na dodatek czekał zastawiony stół!

   Wierz mi, że żyjesz sobie, cieszysz się i jest ci dobrze, bo nic nie wiesz o świecie nadprzyrodzonym! Nigdy nie będzie ci już dobrze na ziemi, gdy zostaniesz zawołany przez Boga Ojca...

   Po Mszy św. radiowej z kazaniem o kłosach  w płaczu pochylonych ku ziemi...zapragnąłem modlitwy. Na kolanach popłyną wołania podczas biczowania Pana Jezusa; „Boże litości i miłosierdzia, dziękuję, bo to było także za moje zbawienie".

    To są momenty intymne i nie chciałem, aby żona widziała łzy w moich oczach; „Jezu mój, Jezu mój!”. Powalony w ciele zapadłem się w fotel. Można to przyrównać do kogoś zmiażdżonego nieszczęściem (w  zrozumieniu ludzkim).

   Szatan przeszkadzał w wyjeździe do sanktuarium MB Pocieszycielki Stropionych, gdzie ostatecznie wróciłem do Boga. W samochodzie słuchałem słów Pana Jezusa do s. Faustyny, że przenika serce, Jego oblubienicy. Ja odebrałem, że płynie to także do mnie...

   Na ten czas zalał mnie rozdrażnieniem i złością z powodu towarzyszy od „towarzyszenia”, ale przypomniałem sobie, że dzień ofiarowałem Panu Jezusowi. Pomogło odmówienie „św. Poniżenia Pana Jezusa”. Natomiast w sanktuarium podsuwał sceny erotyczne. Zobacz możliwości Belzebuba.

   Przeważył piękny śpiew kapłana i chrzest dzieciątka oraz moje zawołanie; „Matko pomóż!” W tym czasie padł na mnie błysk światła z lampy aparatu fotograficznego; „mam stać się jak to dzieciątko”. Jakże to wszystko jest proste i piękne.

   Po przyjęciu Eucharystii w ser­cu zapanowała miłość i pokój w poczuciu niegodność tej łaski! Jaki sens miałby świat i życie bez tej okruszynki Chleba Życia?

    Po powrocie do domu zapragnąłem modlitwy, ale nie miałem do tego warunków, córka kłóciła się, a po ucieczce do suszarni w piwnicy bloku...pod jej okienkiem zaczął jeździć obcy chłopiec. Nawet na działce nie nie zaznałem spokoju i w rozpaczy zasnąłem w samochodzie. Lekceważy się moc Szatana, a nikt nie woła; „Matko pomóż! Jezu bądź ze mną!”

    W telewizji pokazano tych z którymi jest Pan Jezus; ks. Eugeniusza Nowaka z narkomanami chorymi na AIDS oraz dzieciątka z porażeniem mózgowym, a są to odpowiedniki chorób naszych dusz. Padłem na kolana z pragnieniem zbawiania dusz, a na ten moment do pokoju wpadła córka.

    Wieczór, wreszcie nastał spokój, ale właśnie rozlała dzban z wodą. Uciekłem na zewnątrz i wpadłem na pijanego ateistę...”Jezu mój! Jezu!” Podczas szukania ukojenia trafiłem pod figurkę Matki Bożej, gdzie przeczytałem niedawno założony napis; „Módl się za nami grzesznymi, którzy się do Siebie uciekamy”.

    Popłakałem się współcierpiąc z opuszczonym Panem Jezusem; „Kto Cię Jezu zrozumie. Ty, który zostałeś odrzucony przez własny naród, własną świątynię, osaczony, śledzony...z morzem pogan wokół!” Łzy same leciały na ziemię. Jasno zaświecił księżyc, wróciłem do domu, gdzie była już cisza i ciemność.

    Z natchnienia otworzyłem „Apel Miłości”, gdzie Pan Jezus powiedział do mnie; „z miłości do dusz jestem więźniem w Eucharystii /../ aby ludzie mogli przyjść do Mnie /../ Przy­jaciela, który ich nigdy nie opuszcza. /../ Przyjdźcie więc do tego, który waszej duszy może wrócić siły i zdrowie. /../ Nie oddalajcie się więc od Niego, On jest waszym życiem”...

    W tym zjednaniu z Panem, pełen smutku poszedłem spać.

                                                                                                                       APeeL

 

 

 

 

 

         

      Zapisuję ten dzień (25 maja), a właśnie wypada 72. rocznica śmierci rtm. Witolda Pileckiego. To nie jest przypadkowe, bo ten wielki rodak swoje postępowanie opierał na książeczce „O naśladowaniu Chrystusa” Tomasza A Kempis. Na koniec został bestialsko zamordowany przez wyznawców Czerwonej Bestii. 

    Jeżeli ktoś narzeka na swój los niech zapozna się z tym naśladowcą Pana Jezusa. Nam wydaje się, że spotkała nas niesprawiedliwość, a do tego zdziwienie, że nikt nie stanął w naszej obronie!

    A kto stanął w obronie naszego Zbawiciela? Głowa przyszłego Kościoła Bożego...apostoł Piotr jeszcze przed zapianiem koguta trzy razy zaparł się Syna Bożego, a był świadkiem wszystkiego i nawet powiedział do Pana, że uważa Go za Syna Bożego.

    Właśnie dzisiaj Pan Jezus powie do uczniów w Ew. (J16, 29-33): <<Teraz wierzycie? Oto nadchodzi godzina, a nawet nadeszła, że się rozproszycie - każdy w swoją stronę, a Mnie zostawicie samego /../>>.

    Okupant zakręcił w głowach rodakom, którzy w większości (bolszewizm) pomagali utrwalać władzę ludową. Spodobały im się stanowiska i apanaże z urządzeniem swoich do trzeciego pokolenia. Przy tym czuli się „patriotami”, a zarazem udawali wiernych Bogu katolików. Dla kamuflażu przystępowali też do Eucharystii, a po cichu donosili jeden na drugiego.

   To zostało w nich dotychczas, bo nie było lustracji; siedzą dalej na stanowiskach; w sądach, samorządach i wszelkiej maści urzędach. Wciskają się też do obecnie rządzących, aby w potrzebie na rozkaz zrobić każde świństwo. Dlaczego nikt o tym nie mówi?

   Po złapaniu ich na jakimś przestępstwie demaskują się sami; głośno krzyczą, że zostali pomówieni i biegną do swoich sądów. Nigdy się nie przyznają i nie przeproszą. Ci, którzy są w czerwonej mafii dodatkowo rozgłaszają swoją „krzywdę” w mass-mediach u wszelkiej maści lisów i dworaków.

   Każdy zna przykład Jerzego Urbana, arcykapłana propagandy PRL- u, który został „trafiony i zatopiony” określeniem Goebbelsa przez prof. Ryszarda Bendera. Zamiast podziękować za tę pochwałę poleciał do czerwonego sądu z żądaniem przeprosin (10 lat gnębił profesora).

   Jak Bóg Ojciec ma później takich sądzić, bo ubliżał prawym ludziom (wiedział na kogo może bezkarnie pluć), a tu „panienka z okienka”...bierze emeryturę, „bo jest duża” i otrzymał trzynastkę!

   Teraz podobnie było z arcybiskupem Markiem Jędraszewskim, który celnie określił niedotykalnych („spółkujących inaczej”)...tęczową zarazą. Nawet "kapłani" (dużo jest agentów) wyrażali swoje "zdziwienie".

    To odskok, bo ci ludzie „nie wiedzą, co czynią”, ale im się wydaje, że dobrze wiedzą, co czynią. Żaden nie zdradzi, bo wybiją mu rodzinę...nie strzałem w potylicę, ale "naturalną śmiercią" lub "zwykłym wypadkiem". Czas płynie, fikają jak muchy; „Zbyszek odszedł, Franek odszedł” i zostają po nich wieńce, które trzeba utylizować.

    Z trudem wstałem na Msze Św. poranną i siedziałem w bocznej nawie całkowicie pusty. Nie docierały czytania, a dzisiaj apostoł Paweł (Dz 19, 1-8) nałożył ręce na dwudziestu mężczyzn po „chrzcie Janowym”, a oni po zstąpieniu Ducha Świętego mówili językami i prorokowali...

    Podczas psalmu /68/67) dotarły tylko słowa, że; „Bóg wstaje i rozpraszają się Jego wrogowie, pierzchają przed Jego obliczem ci, którzy Go nienawidzą”. Słusznie Szatan zalewał mnie pustką i rozproszeniami, bo chyba znał później odczytaną intencję modlitewną, a nie znosi Miłosierdzia Bożego, które nadal nie dociera do narodu wybranego.

    Wszystko odmieniła Eucharystia po której dreszcz przepłynął przez całe ciało, musiałem głęboko i wolno oddychać, a duszę i serce zalała niewypowiedziana słodycz i pokój. W okamgnieniu nastąpiła moja przemiana; z człowieka cielesnego z małą duszą w całkowicie duchowego. Nie mogłem wyjść z kościoła, ale nie chciałem zostać sam, bo zaraz staję się obiektem zainteresowania obsługi...

    W tym stanie jechałem wolno, nieobecny dla świata pod „mój” krzyż, aby pierwszy raz zapalić lampkę Bogu Ojcu, którego zaprosiłem, aby przybywał do mnie kiedy zechce. Tata jest przy każdym z nas, ale chodzi o otwarcie serca i drzwi mieszkania, stanie tam z zapaloną świecą (piszę symbolicznie), bo świat żyje tylko tym, co można dotknąć.

   W tym czasie ktoś wystawił pod śmietnikami piękny wazon porcelanowy (nawet nie chodzi o ceną ok. 50-100 zł), ale o dar od Boga, bo o takim myślałem, gdy będzie trzeba postawić kwiaty pod krzyżem. Sam zobacz dlaczego miałem rano „wypocząć, pospać”, a większość idzie na to, bo zdrowie ciała jest najważniejsze.

   Wieczorem wyszedłem i przez 1.5 godz. odmawiałem moją modlitwę w w/w intencji powtarzając dziesięciokrotnie stacje drogi krzyżowej oraz zawołania w  św. Agonii Pana Jezusa; „Ojcze Przedwieczny miej miłosierdzie nad moimi prześladowcami i duszami takich”…

                                                                                                                             APeeL

 

 

 

Wniebowstąpienie Pańskie

    Wczoraj natknąłem się na znajomą skołowaną duchowo. W długiej rozmowie o celu naszego życia błędnie wskazywała na pragnienie zostawienia czegoś po sobie (chyba napisanej książki). Znam to z własnego życia, bo Szatan koncentruje swoją uwagę na słabeuszach i atakuje ich z całą mocą...

    To bardzo trudny problem dla osób inteligentnych, którzy niewiele wiedzą o życiu nadprzyrodzonym, a bliżej o wierze katolickiej...jedynie prawdziwej i o walce duchowej toczącej się nad nami! Każdy mający moją łaskę wie o co chodzi.

   Wskazałem jej na posiadanie duszy, istnienie życia po śmierci z trzema możliwościami; trafieniem do Piekła, Czyśćca lub do Królestwa Bożego. Okaże się, że boi się naszego Deus Abba, a zarazem wskazywała na pomoc otrzymywaną od świętych. Tak jest, gdy negujesz istnienie świata nadprzyrodzonego...w tym aniołów i demonów. Przecież o. Pio był bity przez takich...

    Agentura w hierarchii kościelnej sprawia, że „nie wolno” mówić o posiadaniu duszy oraz co jest z nami tuż po śmierci, a w żadnym wypadku o Szatanie i Piekle. Wg salonowców ja chodzę do kościoła ze strachu przed trafieniem tam.

    Na palcach lewej ręki można policzyć tych, którzy znają swój cel życia; powrót do Królestwa Bożego (zbawienie). Nie wystarcza być dobrym, bo jest to droga do Czyśćca, gdzie poznaje się Prawdę, ale trzeba czekać na modlitwy „resztki Pana”.

    Informacja o potrzebie dążenia do świętości budziła typowe zdziwienie, a inaczej nie trafisz bezpośrednio w ramiona czekającego na nas Boga Ojca. To zarazem wymaga wykonywania Jego Woli („bądź Wola Twoja”). 

   Moje wołania i podobnych w różnych intencjach z Mszą Św. i Eucharystią oraz „uświęceniem” cierpień płyną dla potrzebujących, ale oczekujących są miliardy, a modli się za nich „resztka Pana”.

    Właśnie przybyły do mnie dusze kolegów lekarzy; bogacza z niewierzącą rodziną oraz podobnego (umierającego), który na moje zaproszenie do pojednania z Bogiem świadomie powiedział; „nie”! Ja poczułem się natrętem...

   Na zakończenie poprosiłem, aby zawołała do Ducha Świętego, wskazała na naszą rozmowę i poprosiła o wyjaśnienie jej demonicznego strachu przed Bogiem Ojcem. Poczucie Jego obecności oznacza przytulenie, które zna każde małe dziecko mające tatusia ziemskiego.

   Wskazałem też, że nasze spotkanie nie jest przypadkowe; „wiedzą o pani w Niebie i widzą zagubienie w szukaniu i poznawaniu Prawdy”. Ponieważ ma czas (drugi dar Boga) zaprosiłem ją na codzienną Mszę Św.

    Miała opory, co do wiernych w kościele i spowiedzi, ale z mocą dodałem, że nie ma innej możliwości odpuszczenia grzechów przed przyjęciem Eucharystii, która jest duchowym Ciałem Pana Jezusa. To czy przyjmie zaproszenie zależy od jej wolnej woli...

    Ponieważ siedziałem do 4.00 rano trwał bój o Mszę Św. poranną, a dzisiaj jest wielkie święto z relacją apostołów o wzięciu Pana Jezusa do nieba („uniósł się w ich obecności w górę i obłok zabrał Go im sprzed oczu”). Natomiast w Ew (Mt 28, 16-20) Zbawiciel wskazał, że jest Mu dana wszelka władza, a oni mają szerzyć wiarę.

   Kapłan pięknie mówił o celu naszego życia z powrotem do Królestwa Bożego i o tym, że nasze życie nie miałoby żadnego sensu. Eucharystia przewijała się jak lubię i sprawiła moją przemianę duchową.

    Jak odczytałem dzisiejszą intencję? Sam byłem zadziwiony, bo o 9.00 w TVP Kultura trafiłem na transmisję nabożeństwa w języku starocerkiewnym, gdzie właśnie odmawiano modlitwę „Ojcze nasz”. Tam uwagę przykuły słowa; „Ojcze nasz, który Jesteś w niebie”.

   Popłakałem się podczas biegnięcia na „Orlik” na którym był mecz w piłkę nożną...lubię tam odmawiać moją modlitwę, która dzisiaj popłynie w wielkim bólu. Natomiast o 15.00 trafiłem do Łagiewnik (transmisja koronki do Miłosierdzia Bożego), a wzrok zatrzymał wizerunek Boga Ojca z obrazu, który był w domu rodzinnym.

   Przed snem wzrok zatrzymał m-k „Różaniec” (maj 2015), gdzie chora Anna Krawczyk po wstawieniu stawów biodrowych usłyszała; „odrzuć kule”, co uczyniła i zaczęła chodzić do kościoła. Do świadectwa dołączyła swój wiersz, gdzie były słowa;

                                 „Panie, Ty jesteś moim Bogiem /../

                                  O Wszechmogący, Święty Boże /../

                                  Bądź uwielbiony, wysławiony i błogosławiony? /../”.

    Po kojącym śnie wzrok zatrzymała lampka sygnalizacyjna włączonego telewizora, której światło ułożyło się w literę „V”...victoria. Tak, bo cały dzień przebiegał z Bogiem Ojcem…

                                                                                                                                   APeeL

 

Aktualnie przepisane...

24.08.1991(s) ZA OFIARY RAJU NA ZIEMI

   Zmarznięty wszedłem do żony, ale w jasności ujrzałem na czym bazuje Szatan; spełnienie daje rozgoryczenie i zniechęcenie! Jego bronią jest „używanie życia z obiecywaniem szczęścia".  Wie, że w wypadku zdrady można popełnić samobójstwo lub nigdy nie zaznać pokoju w sumieniu. Wówczas znika i winę czujesz sam do siebie, a mała garstka prosi o Opatrzność Bożą.

    Nigdy nie zaznasz rozgoryczenia po wyrzeczeniu, odrzuceniu pokusy, wytrwaniu w dobrym postanowieniu, utrzymaniu czystości i ofiarowaniu cierpienia. Wówczas poznasz, co oznacza pokój serca i radość Boża, a nawet słodycz.

   Dzisiaj, gdy to przepisuję (24.05.2020) proszę Boga o uchronienie od pokusy seksualnej, która mogłaby sprawić zniweczenie wszelkich łask, a nawet odwrócenie się od wiary. Grzesznik może zostać świętym, a wspinający się po drabinie do nieba może wpaść do Czeluści. Czarownik zna wartość takich jak ja i niezmordowanie czyha, bo wyrywam mu dusze skołowanych lub grzeszników. 

   Ludobójca Stalin trwał w podobnej obsesji, ale na tle wilków; dlatego mordował najbliższych...była też czystka wśród lekarzy (zabił swojego).

   Myśl wróciła do mojej łaski wiary z przeogromnymi masami ludzkimi, którym demon podsuwa równość wiary objawionej z wymyślonymi bożkami. Nawet lud Boży jest na to nabierany, a szczególnie uznani za wielkich, którzy wyrządzają szczególne szkody. Oto Czesław Miłosz jest zafa­scynowany Simone Weil, która odrzuciła Kościół katolicki z sakramentami (Chrzest Św. i Eucharystie) i skręciła w lewo.

    Ponieważ dzisiaj mam dyżur w pogotowiu na kolanach zawołałem; „Panie Jezu, bądź dzisiaj ze mną!” Przez moje ciało przeleciała strzała miłości, a dusza zapragnęła modlitwy. Okaże się, że zostanie spełnione moje pragnienie spokoju z możliwością odmawiania modlitw, bo trafię na na trzy dalekie wyjazdy, a to sprawi, że ominie mnie przyjęcie około 20 pacjentów w ambulatorium!

   Życie w ciele ma swoje prawa i to jest kolizja, która będzie trwała do mojej śmierci (potwierdzam to dzisiaj 25.05.2020 r.). Większość pragnie raju na ziemi, a elementy nieba są tylko ukazywane; kawa, ciepło, słoneczko, ławeczka, pokój...nawet spod ziemi wylazł mój przyjaciel „misiek” i chciał lizać ręce z trzymanym w nich różańcem. Po moich prośbach dał się głaskać po łbie i pod pyskiem, a ukojony zasnął obok na trawie.

   Na początku dyżuru z włączonej telewizji popłyną obrazy z Synagogi, gdzie wszystko zatrzymało się na Starym Testamencie; świątynia, cześć dla Tory (z kupą prze­pisów ćwiczących oporny naród). Z wielką jasności ujrzałem „ślepy zaułek judaizmu”. Nic dla nich nie znaczy Męka Pana Jezusa i przerwanie zasłony w momencie Jego śmierci. Pozostało im prawo i rytuał!

    U nas jest to m i ł o ś ć...do Boga i ludzi! Nie ujrzysz tego bez działania Ducha Św. Moje uniesienie duchowe było tak wielkie, że zawołałem; „Jezu! Jezu!” Zaczęła się praca...

1. Właśnie znalazłem się u inwalidy bez nóg, który rzeźbi piękne figurki. Nad jego łóżkiem wisiał obraz Pana Jezusa z Sercem wznoszącego ramiona jak kapłan podczas konsekracji. Ten obraz ma 70 lat i „odnowił” się przed 40-laty. Naprawdę jest bardzo piękny, a jego obwód nadal jest stary (jakby na dowód). Już na początku dyżuru zostałem pocieszony…

2. Pacjentowi, który chwali się, że „oszuka każdego kapłana” wskazuję, że nie oszuka diabła!

3. Innemu radziłem, aby „nie brał świata takim jaki jest, bo diabeł go oszu­ka!” Nawet zdziwiłem się, bo ta rada tylko przepłynęła przeze mnie.

4. Następnemu zaleciłem odmówienie picia na chrzcinach, które powinny być bez alkoholu; „to nic, że większość robi to z alkoholem...ile skały trzeba przerzucić, aby uzyskać diament?"

5. Teraz jestem w małym raju na ziemi; las z dwoma domkami. Zapytałem gospodarza; „czy dzisiaj pochwalił Boga”? Podczas zabierania chorej żony potwierdził moje spostrzeżenie, że ten raj to ziemskie kajdany...słabe, typu powróseł słomianych, ale przy urządzaniu tego wszystkiego zapomina się o Stwórcy.

   Tak chciałbym dotknąć tę rodzinę...widzę i czuję normalnych, dobrych ludzi, ale dalekich od Boga, Matki i Jezusa! Jak przekazać im część mojej wiary?

6. Trafił się bogaty młodzieniec, który dał nam na lody i piwo.

7. Ponownie mamy wyjazd do W-wy z chorym ateistą (72 lata)...zdziwionym zagrożeniem życia. Upodobali sobie wioskę blisko nas, ale piękny szpital „dla wybranych” mają w stolicy. Jedziemy tam w wielkim upale, a ja przekazuję Panu Jezusowi to cierpienie („uświęcenie”)...aż zasnąłem.

   Jakże piękna jest stolica nocą, wszystko roz­świetlone, reklamy, pasy startowe lotniska, oświetlona wieża w Raszynie...namiastki raju! Tu liczy się długie i dobre życie...

   Przydały się drobne młodego pacjenta na płyny, krówki i lody dla personelu. Dziwne, bo w czasie powrotu mówiłem do nich, to co będzie w jutrzejszym czytaniu na Mszy św. Po powrocie do bazy trafiliśmy na ognisko, kartofle i kiełbaski!.

   Chwyciłem twarz w dłonie i z wdzięczności dodatkowo odmówiłem koronkę do św. Ran Pana Jezusa za dusze czyśćcowe. Ogień to piekło, ale także symbol zapalonego światełka i ciepła. „Panie Jezu przekazuję Ci rozpoczynającą się niedzielę...z moimi uczynkami i modlitwami”…

                                                                                                                                   APeeL