Zdziwiłem się tą intencją, bo dzisiaj, gdy ją opracowuję (23 marca 2019) na Mszy św. padną słowa proroka Micheasza (Mi7, 14-15, 18-29);

    „Któryż bóg podobny Tobie, co oddalasz nieprawość, odpuszczasz występek. /../ Ulituje się znowu nad nami, zetrze nasze /../ wrzuci w głębokości morskie wszystkie nasze grzechy”.

    Psalmista dodał (Ps 103/102), że Bóg Ojciec; „Nie zapamiętuje się w sporze, nie płonie gniewem na wieki. /../ Jak odległy jest wschód od zachodu, tak daleko odsuwa od nas nasze winy.”

   Dziwi głoszenie już w Starym Testamencie nieskończonego Miłosierdzia Bożego, którego kult zostanie przekazany s. Faustynie. Nasz Tata był znany jako „groźny starzec”. W Królestwie Bożym nie ma starości, a miłosierdzie trwa do naszego ostatniego uderzenia serca. Jest to pokazane na Dobrym i Złym Łotrze.

   Tak jest naprawdę, ponieważ przy umierającym kręcą się demony...wystarczy krzyk z serca: „Boże przebacz” i dusza ratowana jest przed wpadnięciem w czeluści piekielne. Ból ścisnął moje serce, a w oczach zakręciły się łzy...u mnie jest to znak prawdy!

    Tamtego poranka podczas wchodzenia do kościoła napłynęła bliskość Boga Ojca, a ja podczas śpiewu siostry zawołałem, aby Pan w Swojej łaskawości zmazał moje przewinienia; „Ojcze! we mnie jest dwóch ludzi; dusza Twoja, a ciało moje...połącz te dwie części w jedną, bom Twój”.

   Po Eucharystii nie mogłem wyjść z kościoła. Tak chciałbym wykrzyczeć miłość do Pana Jezusa i wypłakać ból rozłąki z Nim na tym zesłaniu, a ten dzień poświęcić Bogu. .

   Podczas klęczeniu pod obrazem Trójcy Świętej wezwano mnie do zmarłego...ile możliwości ma Szatan, aby przerwać miłosne połączenie z Bogiem. Nie mogę odzwyczaić ludzi od „latania” za mną w kościele. Pojechałem do tych biedaków i wszystko załatwiłem.

   Do tej intencji pasuje resztka zapisu z dnia 22.02.1993, gdzie miałem pokazane cierpienia z powodu wyrzutów sumienia, a nawet zabijanych przez wspomnienia. Ja wiem, że Dobry Ojciec wszystko mi wybaczył, ale podczas wracających grzechów zawsze krzyczę: „Tato! Tato! Przepraszam”…

   Tamtego dnia ze łzami w oczach i wstydem w sercu uciekłem Matki Najświętszej, a napłynął obraz żony-nauczycielki na wycieczce z dziećmi, które daleko od domów - w przerwie spektaklu teatralnego  -tuliły się do niej!

   Z żalem za grzechy łączy się pragnienie poprawy, obietnice, a nawet przyrzeczenia, które później w swojej słabości łamiemy. Właśnie mam takie doznania z 22.02.1992, a był to czas boju z alkoholem, gdy po upadkach zawsze przepraszałem Boga za to, że jestem słaby: „Panie mój! Odrobię to...wybacz! Ojcze! przepraszam Cię za ten dzień. Przepraszam."

    Nie mogłem też pozbyć się gadulstwa...zawsze żałowałem gadania, a nigdy milczenia, które „jest złotem”. To wielka udręka przy mojej łasce...tak samo jak obdarowywanie. Mam niechęć do „brudnych pieniędzy”, bo tracę czystość i nie wiadomo jak postępować. Naprawdę brzydzę się tego, bo często zły podsuwa takie wyrazy wdzięczności, abym tracił czystość.

   Cóż to za modlitwy, gdy ludzie wręczają datki! Ja wiem, że Pan pomaga w naszych pragnieniach...mimo tego boję się, bo badana jest moja wytrwałość i ufność. Wszystko zakończyła śpiewana dzisiaj (23 marca 2019) przez Edytę Geppert: Modlitwa...

                                                              Ile mam grzechów któż to wie
                                                              A do liczenia nie mam głowy
                                                              Wszystkie darujesz mi i tak
                                                              Nie jesteś przecież drobiazgowy

                                                              /../ I tylko mam nadzieje, że
                                                              Że chyba wiesz co robisz Panie

                                                              /../ Lecz czemu mnie do raju bram
                                                              Prowadzisz drogą taką krętą
                                                              I czemu wciąż doświadczasz tak
                                                              Jak gdybyś chciał uczynić święta?

                                                                                                                        APeeL


 

 

    Położyłem się o 4.00...wstałem o 7.00 i wołałem do Boga. Dzisiaj mam przyjąć dodatkowy post w intencji pokoju w b. Jugosławii. Poprosiłem Matkę Zbawiciela o wysłuchanie 1000 wołających stamtąd, bo dzisiaj jest rocznica (22.02.1931) przekazania Dzieła Miłosierdzia...w tym pokazania obrazu „Jezu ufam Tobie”.

    W telewizji donoszą o zbrodniach na świecie. Oglądałem wojnę USA / Japonia oraz eksterminację Indian i bizonów. Strach sprawił, że odczułem potrzebę ochrony Boga na tym świecie. Teraz czytam o boju z kościołem, ale o. Jacek Salij nie wspomniał o szatanie!

    Błyskawicznie przepłynęły obrazy:

1. „Gazeta Polska” z art. „Bezwstyd”, gdzie była informacja o agentce Zofii Reynar, która na rozkaz połączyła się z Pawłem Jasienicą (stała się jego „żoną”)...to postępowanie jest stosowane dotychczas…

2. Sanitariusz czytał fragment z Kafki: „Szacunek dla władzy jest u was czymś wrodzonym, potem przez całe życie w różny sposób ze wszystkich stron go się wdraża, a nawet wy sami pomagacie w tym jak możecie.”

   Płynie informacja o "dyktacie jednej partii", a ja już wiem, że jest to koniec lewicy i Lecha Wałęsy. Płaczą teraz w mass-mediach po obalenie rządu Jana Olszewskiego („nocna zmianie” 4 czerwca 1992), a zespół „Kult” zaśpiewał premierowi Pawlakowi:

                             „Tak panie Waldku, Pan się nie boi

                              dwie trzecie sejmu za Panem stoi.

                              Panie Waldku, Pan się nie boi

                              cały naród murem za Panem stoi”...

   W intencji wiernych tej władzy poświęciłem renowację „mojego” krzyża i modlitwę...w tym „Drogę Krzyżową” oraz „św. Agonię” (na kolanach). Przypomniał się Judasz żałujący na olejek, którym został namaszczony Pan Jezus w Betanii...

 Wróciło też spotkanie z Janem Pawłem II w którym towarzyszył mi sanitariusz...wierny do końca władzy ludowej. W czasie, gdy umierał na nowotwór chciałem przebudzić go duchowo, ale nie drgnął! 

   Napłynęła informacja, że została zamordowana lekarka - inwalidka, która przyjęła dziewczynkę na wychowanie i włożyła serce w leczenie uzależnionych...razem skończyliśmy studia w Gdańsku (1968). Specjalnie pojechałem z transportem chorej, aby modlić się w karetce.

    Jakby na znak - podczas wołania do Ducha Świętego - z zachmurzonego nieba przez trzy wielkie dziury spłyną strumienie światła słonecznego. Umęczony zasnąłem na sekundę i byłem „zdejmowany z krzyża” (odjęte cierpienie)...nagle stałem się rześki i mogłem uczestniczyć w Mszy św. z Eucharystią za tych braci i siostry!

   W drodze do kościoła uwagę zwróciło słowo: „winowajcy", a moje serce w jednej sekundce objęło wszystkich. Sprawiła to wszechogarniająca miłość Pana Jezusa, bo ujrzałem ich wszystkich jako moich braci!

   Bóg Ojciec zapowiedział przez proroka ofiarowanie Syna (Iz 42,1-7): „sprawiłem, że Duch mój na nim spoczął /../ On z mocą ogłosi Prawo, nie zniechęci się ani nie załamie /../”.

   Płynie Ps 27: „Pan obrońcą mego życia, przed kim miałbym czuć trwogę? Gdy mnie osaczają złoczyńcy, którzy chcą mnie pożreć, oni sami, moi wrogowie i nieprzyjaciele../../.”

   Jakże piękne jest moje obecne życie. Dzisiaj jest ostatni dzień karnawału...kilka razy otwierałem barek, ale zawsze trafiałem na krzyżyk, który włożyła tam żona…

                                                                                                                           APeeL

 

 

    Od pierwszej chwilki po przebudzeniu trwał bój o pokój w sercu! Zły wpuszczał rozdrażnienie, przeszkadzał w modlitwie „Anioł Pański”...słusznie, bo tam jest wołanie do znienawidzonej przez niego Matki Prawdziwej („Pod Twoją obronę”). Napłynęła radość i pokój, a także natchnienie, że „ta modlitwa jest darem dla ciebie”.

   W tym czasie miałem narzucono modlitwy, które na siłę chciałem odmówić...nawet w złości!

- Czy ty chciałbyś, aby ktoś zwracał się do ciebie w ten sposób?

- To prawda, po co to czynić? Komu to potrzebne? Nawet można się udławić. Przypomniało się spotkanie z prof. M. Szulc („potęga podświadomości”), która wskazała na swoją sprzątaczkę, która modli się w przerwach w gadaniu...

   Podczas nawału chorych nawet przez chwilkę nie mogłem zwrócić się ku Pana, ale nie wolno kosztem pragnienia modlitewnego źle załatwiać ludzi.

    Nagle Szatan zerwał mnie do fałszywego wezwania...wypadku z palącymi się w samochodach ludźmi! Wprost poczułem obecność Bestii za plecami. Nawet podsuwał szyderstwa, bo panią Zośkę, która nienawidzi św. Jehowy złośliwie określał „Maniuśką”. Ta bogata pani jest nękana przez niego „biedą”, bo „co to będzie?”...od rana do nocy!

   Po jej wyjściu serce zalał pokój...może sprawiły to słowa: „Bóg zapłać”, dla mnie jest to największa zapłata, ale w języku niewierzących oznacza wysiłek nadaremny!

    Bardzo źle się czuję, bo właśnie pojawiła się „rodzina Lipców”: babcia 80 lat, po chwili synowa i syn („rodzina” po nazwisku), a po ich wyjściu do kompletu przybył mój syn ze zleconą szczepionką. Do tego chorzy „na nerwicę”, którym wskazałem Pana Jezusa i słowa przed Eucharystią: „pokój Mój wam daję”. Każdy ma wolną wolę i bez skierowania może iść do psychiatry na tym samym piętrze...

    Przyjęcia zamknęła poganka żartująca z piekła, bo tam jest cieplej i weselej. Wskazałem jej, że jest nieświadoma tego wyboru i sprawia przykrość przodkom w  c z y ś ć c u  (nie modli się za nich).

- Gdzie pani dotrze, gdy w tej chwilce pomrzemy, bo ja kieruję się do Matki Bożej!

   Serce zalał smutek, ponieważ większość dobrych ludzi odrzuca naszą wiarę. W tym stanie skierowałem się pod „mój” krzyż, gdzie zapaliłem znicz i pełen wdzięczności Bogu Ojcu zawołałem:

   „Ojcze nasz, dałeś nam wszystko...nawet niepotrzebne są pieniądze, można wszystkiego używać, a w innych dniach dobrowolnie pościć dla Ciebie i dla Twojej Chwały!”

   W tym czasie Jan Paweł II błogosławił wyspę Gore (Senegal) skąd chrześcijanie wywieźli 180 tys. niewolników. Łzy zalały oczy, ponieważ zobaczyłem tragedię tych ludzi i straszliwe cierpienia chrześcijan przebywających z tego powodu w czyśćcu. Odmówiłem w ich intencji moją modlitwę, która rozrywała serce podczas współcierpienia z Panem Jezusem.

   W pogotowiu zainstalowano urządzenia głośnomówiące, towarzysze i towarzyszki nie mogą mieć już pretensji do mnie, że zamykam się w pokoju lekarskim z Bogiem. Wcześniej miano nade mną pieczę, ponieważ dyżurowaliśmy w jednej piwnicznej izbie...

    Jakże Szatan miesza ludziom w głowach: „szpicel to coś dobrego, a szpieg to coś najgorszego”. Niektórzy tak dorabiają, bo „wrogów ludu” już nie ma...dlatego stwarza się takie fuchy w miejsce nielegalnego handlu wódką. Naprawdę śmieszą mnie dyżurni, którym brakuje tylko czapeczki i chorągiewki w ręku. Wprost prosi się salutowanie!

   Z książeczki „Boskie Serce Jezusa” trafiłem na zdania: „Naucz mnie, słodki Zbawicielu doskonałego zapomnienia o sobie, bo to jedyna droga, która prowadzi do Boskiego Serca Twego”.

   W ramach dzisiejszego diabelstwa jedziemy na fałszywy wyjazd „na wesele syna kierowcy”...bez mojej wiedzy! Zważ na cierpienie, bo ja jestem na drodze krzyżowej ze Zbawicielem, a orkiestra gra „Mijają lata” i słychać weselników.

   Teraz stoimy pod oświetlonym sklepem (ze snu "do przodu"). Po powrocie do bazy uciekłem do pokoju, a z kasety popłyną słowa piosenki: „powiedz ludziom, że kocham ich...że się o nich wciąż troszczę...jeżeli zeszli już z Moich Dróg - to powiedz, że szukam ich!”

     Jakże pięknie mam wszystko ułożone...

                                                                                                                                   APeeL

 

 

 

 Św. Józefa

   Dzisiaj jest jest uroczystość poświęcona św. Józefowi. Przez widzącą s. Faustynę zwanym „dziaduniem”. Nie będę pisał o tym przybranym ojcu ziemskim Jezuska, wzorze czystości mężczyzn, którego wizerunek z białą lilią przywołuję w kuszeniu. To „Opiekun mojej rodziny”...z maleństwem, które sprawiło otwarcie Królestwa Bożego.

    Na ścianie mam dodatkowo Jego wielki i piękny obraz znaleziony przy śmietniku. Specjalnie pokazałem go proboszczowi, który pocałował go i prawie chciał zabrać. To miejsce na ziemi jest mi dane przez Boga...tutaj przyszła Matka Boża (obok mojego bloku postawiono wielką figurę Niepokalanej).

   Ile udręk zniósł św. Józef! Przez chwilkę wyobraź sobie, że nagle musisz uciekać z rodziną do Egiptu. Z przekazu Marii Valtorty wynika, że środki na to pochodziły z zostawionych darów przez trzech magów (królów).

    Właśnie napłynął obraz „porodu” Syna Bożego w Betlejem, w zimnej  pieczarze św. Józef palił ognisko w oczekiwaniu na Jezusa (znał już Jego Imię). Jako lekarz miałem tylko jedną wątpliwość dotycząca naszej wiary. W radiu Maryja wciąż powtarza się w pozdrowieniu: „Dziewica teraz i zawsze”...dziewica może zajść w ciążę (plemniki mogą przejść przez otwór w błonie), ale poród rozrywa ten znak czystości u kobiety.

   Po modlitwie wskazano mi „Poemat Boga Człowieka”, gdzie jest moment Narodzenia Zbawiciela. Matka Boża ukazała się z Dzieciątkiem w jasności i przy śpiewie chórów anielskich. Nasz Zbawiciel powstał z Ducha Świętego (w sensie wcielenia) i narodził się także w sposób cudowny. Nie było ludzkiego „brudnego” porodu z krzykiem rodzącej i przekleństwami położnych...

   Zawsze proszę św. Józefa przed pracami. Ostatnio naprawiono mi marną stronę przy Jego pomocy. Nacisnąłem coś i w wyszukiwarce wyskoczył blog zajmującego się Joomla. Uzyskałem pomoc za parę groszy.

   To Opiekun Kościoła katolickiego, rzemieślników, Dobrej Śmierci, a dla mnie - podkreślę to jeszcze raz - wzór czystości mężczyzn. Jakże cierpią w Królestwie Bożym z powodu wyczynów „spółkujących inaczej”. Nie można iść za diabelskimi chuciami, ale żyć w czystości i pragnąć świętości, co niedawno zaproponowałem panu Robertowi Biedroniowi. Nic nie da UE i spowiedzi u Stokrotki z marzeniem uszczęśliwienia ludzkości przez obrzydliwości.

   Szatan tańczy z takimi...zapoznają się niedługo ze swoim „Patronem”, który nie ma poczucia żartów, ale zwodzi frajerów. Mówię Ci, że Szatan jest i już dzisiaj czuwał nad Tobą...pomyśl o czym myślałeś po przebudzeniu i co planujesz dzisiaj bez Boga?

   Na Mszy św. porannej stałem przed witrażem św. Józefa z Dzieciątkiem i Duchem Świętym, a podczas pieśni - do tego Opiekuna mojej rodziny i mnie samego - popłakałem się  ...

   Wróciłem na Msze św. wieczorną z litanię...jako dar dla św. Józefa. Później miałem łaskę rozmawiania z kapłanem - pod jego piękną figurą z Dzieciątkiem - przed domem parafialnym…

                                                                                                                                        APeeL 

 

 

 

 

 

    Wstałem z radością, że czeka mnie spotkanie z Panem Jezusem (Msza św.). Jest mi przykro, że koledzy lekarze nie mogą wyrwać się z „brudnej roboty”. Nie ma nic za darmo: pragniesz stanowiska  to musisz pomagać trzymających władzę...często okrutnym przestępcom.

   Okupanci wyszli, ale zostawili zniewolonych do końca życia. Jest mi bardzo smutno z ich powodu, bo nie można służyć dwóm panom...masz zabraną wolną wolę, a to wyklucza zerwanie z grzechem!

   Wyczułem obecność Boga i w mojej modlitwie poprosiłem: „Ojcze! ześlij im Światło, aby ujrzeli swoje zakłamanie”. Napłynęło natchnienie, że „każdy dzień ofiarowany z Twojej łaski przybliża mnie do wieczności!”

    Jakże piękne są dzisiaj czytania (Kpł 19,1-2.11-18): „Bądźcie świętymi, bo Ja Jestem święty” z całym ciągiem zaleceń...w tym, że nie będziesz  u c i s k a ł  bliźniego i go wyzyskiwał.

    W tym czasie napłynęły obrazy ludzi uciśnionych czyli upodlonych: biedą, głodem, bezdomnością, brakiem pomocy w chorobach. To wszystko jest skomasowane na ofiarach wojny (obecnie w b. Jugosławii). Na takich dodatkowo napada Szatan i budzi w nich zwątpienie, a nawet odwraca od Boga, bo „gdyby był to nie pozwoliłby na takie cierpienia”.

    W nagłej jasności mam w ich intencji poświęcić dzisiejszy dzień mojego życia, aby nie zwątpili i przybliżyli się do Pana Jezusa, W bólu rozrywającym serce wołałem:

   „Jezu! jak wielka to łaska...być z Tobą i współuczestniczyć w Twojej męce. Jakże cierpisz Jezu, gdy widzisz to wszystko. Pokazałeś mi tylko cząstkę cierpień ludzi i ich upadanie z odwróceniem się od Ciebie."

    Przeprosiłem za Bogusława Lindę w koronie cierniowej...i Oleksego w Częstochowie. Tak nie wolno. Trzeba za tych ludzi wołać i przepraszać.

   Po Eucharystii i wyjściu z kościoła stałem się innym człowiekiem, nie obchodził mnie świat zewnętrzny...nawet nie denerwowali towarzysze. Ja mam modlić się za potrzebujących, wprost poczułem, że tych ludzi mi przydzielono...ja za nich odpowiadam! Przecież za mnie też tak wołano...jak ja teraz za Jerzego Urbana, symbolu ofiar, które wpadły w szpony czarnych aniołów i tkwią w diabelskim ucisku...

   W koronce pokoju prosiłem Boga Ojca o pokój w rodzinie. Jak pięknie Pan Bóg to urządził („módlcie się jedni za drugich”) ze szczytem łask jakim jest Msza Św. z Eucharystią.

    Błyskawicznie płynie praca, a ludzi jakoś pachną...nawet nikt nie przynosi darów! Pragnącym zdrowia za wszelką cenę wskazuję, że najważniejsze jest nasze zbawienie – z powrotem do Boga Ojca”.

    Bojącym się śmierci wskazywałem na kuszenie Szatana...trzeba zostawić sprawy jutra i żyć tą chwilą w łączności z Bogiem Ojcem. Do Niego biec, a nie do lekarza...bez potrzeby. 

   Nagle zrozumiałem, że wszystko jest od Boga Ojca, zapragnij tylko prowadzenia. Właśnie piję zimne mleko, które - jak nigdy zabrałem do pracy - jako przykład prowadzenie...w małym. Tej prostoty działania Boga nie zrozumie bufon i denny ateista.

    Płynie koronka do Miłosierdzia Bożego, a właśnie Pan skierował mnie do biednej i opuszczonej przez męża, który siedzi w więzieniu. Po powrocie padłem na kolana i zacząłem odmawiać moją modlitwę, a wszechogarniająca Miłość Boża zalewała serce.

   Pan szczególnie kocha: cierpiących prześladowania, biednych, chorych, samotnych i uciśnionych („na świecie doznacie ucisku"). W takim współcierpieniu nasze marne serca wyczerpują się powodując słabość i senność.

   Po kojącym śnie chciało się krzyczeć: „Pan Jest Dobry, Pan Jest Dobry”, bo serce zalewał pokój i właśnie płynęła muzyka Vivaldiego, a z telewizora słowa o ojczyźnie i zbrodniarzach serbskich wycofujących się z okolic Sarajewa.

   Teraz zaczęła się seria wyjazdów pogotowiem. Zabrałem z domu nieprzytomną dziewczynę z jej zrozpaczoną matką, a podczas przejazdu do szpitala wypadnie spotkanie Pana Jezusa z Matką...na drodze krzyżowej.

   Pan dał mi łaskę współcierpienia...powtarzałem te zawołanie 10 razy, a w szpitalu wołałem dalej skulony: „Boże mój Boże, czemuś mnie opuścił”...w tym czasie stękali chorzy z biegającym w stresie personelem.

   Podczas koronki do 5-u św. Ran Pana Jezusa wrócił obraz śmierci córeczki z naszym odwróceniem się od Boga. Jeszcze zrywają do drgawek u dzieciątka, nawracającego krwotoku z nosa u starowinki, zranienia siekierą w biednej rodzinie oraz do samobójczego zatrucia lekami…

                                                                                                                                              APeeL