Jakże Bóg zadziwia każdego dnia. Jak nigdy udało się opracować i edytować 8 dni dziennika. To wielką radość, bo "upływa szybko życie", a wiedz, że mam już dodane 15 lat! Ktoś powie; jak to dodane?...przecież pan żyje i nad czym tu deliberować. 

    Dałem tylko dwa przykłady nadprzyrodzonej pomocy...nawet w opracowywaniu moich przeżyć, ale to jeszcze nie koniec. Idź za mną, a zobaczysz jak odczytuje się Wolę Boga Ojca...w tak małej sprawie jak intencja modlitewna danego dnia. Przenieś to na decyzje życiowe każdego z nas, naszych rodzin, społeczności, państwa i świata.

   Jakby na znak trafiłem do jubilera, gdzie chciałem kupić mały krzyżyk, a Pan dał mi za darmo pasujący do mojej ręki...z drzewa oliwnego rosnącego na Ziemi Świętej (ktoś zostawił "dla mnie" w kościele).

   Niewierzący lub nie daj Boże kolega psychiatra złapie się za głowę, bo to samo słyszy od "nawiedzonych", to oznacza; bzikowatych, durnowatych, głupich jak but z lewej nogi, kopniętych, itd.! Ja z góry stwierdzam, że takim właśnie jestem. A jakiego bzika mają uważający, że wszystko powstało z wielkiego wybuchu i ewolucji z naszym niemiłym przodkiem (małpą)?

   Wielu takich można określić "małpami ludzkimi", co obraża małpy, którym aborcja nawet nie przejdzie przez łby! To odskok w temacie czyli chorobliwa wielowątkowość. Psychiatra trzyma się tylko jednego wątku. Lubię też żarty, w tym głupie...

    Tak się stało, że - podczas przepisywania dziennika z 1992 r. wróciły wspomnienia "starych czasów". Skąd miałem zdrowie do zapisywania wszystkiego? Wiem, że było to prowadzenie przez stronę Bożą, bo ciekawe jest dochodzenie do wiary neopoganina.

   Św. Paweł w swoim liście (Kol 2, 6-15) zalecił, abyśmy trwali w wierze "pełni wdzięczności", a zarazem mieli świadomość zwiedzenia przez filozofię "będącą wierutnym oszustwem". Nic nie oznacza obrzezanie z ludzkiej ręki, ale obrzezanie Boże polegające na całkowitym wyzbyciu się grzesznego ciała! Przetłumaczyłem jego słowa, bo normalny człowiek nie przebrnie tego.

    Dzisiaj wyjątkowo stałem przy drzwiach świątyni, a przez to - na tablicy sióstr zakonnych - wzrok zatrzymało słowo; w d z i ę c z n o ś ć!  W tym samym momencie kapłan poprosił, abyśmy za wszystko dziękowali Bogu. Nawet pomyślałem, że jest to intencja, ale miałem już taką. Właśnie pragnący spowiedzi szukał kapłana i wyszedł rozczarowany. Każdą łaskę Boga zrozumiesz, gdy zabiorą.

   Eucharystia utrzymywała się w ustach jak woalka, a później zwinęła w kwiat i rozpuściła się. Podczas zapisywania tych przeżyć mam łzy w oczach, bo moją łaską jest ewangelizacja. Właśnie pod kościołem poprosiłem małżeństwo, aby ofiarowali Matce Bożej swoje cierpienie z prośbą o dalsze prowadzenie. Nazywamy to uświęceniem cierpienia.

    Pocieszyłem chorego na wózku, że po śmierci będzie miał większą radość od innych, bo nasze dusze są całe, a różni je tylko różny poziom świętości (promieniujące) i grzeszności (ciemne aż do czarnych - potępionych). Dodatkowo dałem przykład urodzonego bez rąk i nóg, który z żoną przyjął swój los...

    Wskazuję na tzw. "duchowość zdarzeń", a dodatkowo zważ, że w dzisiejszej Ew (Łk 6,12-19) Pan Jezus wybrał spośród uczniów...dwunastu, których nazwał apostołami. Zobacz jak dojdę do intencji ostatecznej, bo mimo odmówionej modlitwy dziękczynnej nie znałem prawdziwej.

    W poszukiwaniu słowa wdzięczność trafiłem na stronę www.mojepowołanie.pl Serce zalała radość, bo mogłem ofiarować Bogu Ojcu moją modlitwę pełną wdzięczności, a trwało to w zjednaniu z Panem Jezusem ok. godziny. Na w/w stronie wskazałem na moją łaskę i dałem komentarz;

    "Państwa skupiliście się na odczytywaniu powołania, a "robisz krok przyjdź najpierw do Mnie"...mówi Pan Jezus. Oddając naszą wolę Bogu jesteśmy prowadzeni...tak ja teraz. Odczytywanie Woli Boga Ojca, a nie tylko powołania to droga do świętości...to dziecko trzymające się tatusia i mówiące zawsze "tak, tato".

                                                                                                                         APeeL

 

Aktualnie przepisane...

 

27.06.1992(s) Za wynagradzających bluźnierstwa przeciwko Matce Pana Jezusa...

    W środku nocy na stole w kuchni leżała książeczka żony "Tajemnica Szczęścia", gdzie na stronie tytułowej jest obraz Pana Jezusa rozciągniętego na krzyżu. Tam trafiłem na słowa: "Znaku jedności, rozdarty i umęczony"...to szczyt ludzkiego poniżenia! Wielkie współcierpienie ze Zbawicielem zalało serce, które może ukoić tylko poranna Msza Św.

    Poprosiłem o obudzenie, bo nie mogłem się ukoić. Zarazem zapisałem to świadectwo dla pragnących nawrócenia lub tych, którzy są na początku tej drogi!

    W tym czasie Zły atakował mnie niechęcią do Kościoła Świętego i Matki Bożej, przeszkadzał w modlitwach porannych wprost krzycząc: "Nie! Nie!" Popłynie "Anioł Pański" i "módl się za nami św. Boża Rodzicielko!"...także cz. radosna różańca z litanią do Niepokalanego Serca Maryi i prośbą, abym "zawsze żył blisko Serca Matki i Jej Syna".

    Wierz mi, że wróciła ufność Boża, pewność i radość życia...nawet życie prawdziwego człowieka (chodzi o ten moment). Każdemu życzę takiego szczęścia!

   W drodze na Msze Św. odmawiałem cz. chwalebną różańca i różaniec Pana Jezusa. Wiedz, że wówczas odmawiałem całe zestawy modlitw (w tym poranne i wieczorne). Nie miałem jeszcze mojej wymodlonej modlitwy, która opiera się na Bolesnej Męce Pana Jezusa (witryna).

    W kościele było kilka stałych osób; "Matko bądź dzisiaj ze mną." Podczas żegnania się wzrok padł na stację z Panem Jezusem na krzyżu, a w czytaniach były słowa Zbawiciela; "Oto Matka twoja, oto syn Twój!"

    Jakże trudno jest wyobrazić sobie scenę rozciągania i przybijania do krzyża z Podniesieniem obnażonego Pana Jezusa, Syna Boga Żywego w obecności kobiet i Matki Bożej! Czy może być większe poniżenie człowieka.

    Na ten moment Zły atakuje głupim wierszykiem z przyśpiewek ludowych naszego regionu;

"Ma wianeczek z boróweczek, wstaje rano do króweczek!

Ma wianeczek z prosa, lata zła jak osa!

Ma wianeczek z bobru, co kroczek to - brrru!"

    Przecież tak funkcjonuje nasze ciało i oddawanie gazów nie jest grzeszne! Prawie w złości odpowiadam; "cóż w tym złego?...ty książę zgnilizny najlepiej o tym wiesz i na to mnie nie nabierzesz!" Przy okazji przepłynęły obrazy moich grzechów.

   Eucharystię przyjąłem w intencji wynagradzającej Matce Bożej...za Jej obrażanie i wszelkie bluźnierstwa! Zarazem było to dziękczynienie za Jej Dobre i Miłosierne Serce. Pierwszy do Komunii Św. szedł niewidomy szukający drogi laską!

   Ten obraz dał mi wielką moc i pierwszy raz zrozumiałem, co oznacza zjednanie z Ciałem Duchowym Pana Jezusa. Szatan wie o tym i dlatego tak mało ludzi podchodzi do Komunii Św.! Zły nachalnie przeszkadza, a Kościół jest delikatny, a to wielu gubi...

    Prosiłem Matkę Jezusa o pomoc w dzisiejszej pracy niewolnika XXI wieku, bo pracuje w przychodni, a w tym czasie zastępuję na pełnym etacie ordynatora oddziału wewnętrznego i na dodatek dzisiaj od 15.00 mam dyżur w pogotowiu. 

   Zamęt trwał od 14.00 - 20.00...człowiek spocony, podenerwowany ludzkimi tragediami; umierającym z wodobrzuszem, sinym w duszności, trafiło się poparzone dzieciątko, gnijące rany nogi oraz upadek z dachu.

    Czy wiesz jaką otrzymałem pomoc? Przez 3 godziny była cisza i w tym czasie w oddziale (jeden budynek) przygotowałem trzy wypisy chorych, a to trwa. Szatan wie, że radość trzeba jakoś uczcić...napłynęła pokusa gry w karty z piciem wódki.

   Ja wiem, że właśnie dzisiaj nie wypada, a dodatkowo w garażu mam trzy butelki...przywiezienie ich to żaden problem. Wybawiła mnie poranna prośba do Matki Pana Jezusa, aby dzisiaj była ze mną. Właśnie zgłoszono trzy bardzo dalekie wyjazdy (zeszło do północy).

    W filmie padną słowa do zbrodniarza, że żyje wg praw ziemskich. Ja odebrałem, że Bóg Ojciec przypomina mi, że ja już żyję wg Prawa Bożego. Wielką wartość ma wszystko, co czynię w łączności z Panem Jezusem...trwają jednak długotrwałe nawyki ciała. Pan w Swojej Dobroci nie nakłada na mnie wielkiego jarzma...

                                                                                                                        APeeL

 

28.06.1992(n) Jestem synem Boga Ojca...

   Minęła północ, a my jednak "walimy" w pokera, ale to nie daje już zadowolenia...to kupka brudnych pieniędzy i strity, pary, trójki i fule! Dodatkowo, dzisiaj odczuwam wielką łączność z Bogiem Ojcem. Podczas gry zamykam oczy i wołam; "Ojcze!...Ojcze!...tak chciałbym usiąść teraz i pisać o Tobie"! Chwilkami serce ściskała tęskna miłość, a łzy kręciły się w oczach. Mija czas (drugi dar Boga)...2.00 i 3.00.

   Powinienem poświęcić go na prośby do Ojca za innych, bo wokół jest morze niewiary. Po grze nie można spać z powodu mar, a zrywają do szycia w ambulatorium i rano do dalekiego porodu.

    Płyną modlitwy poranne  "klepanie wciąż tego samego"... wg. św. Jehowy. W serce wpadają słowa o łączności mojej duszy z Bogiem Ojcem;

    "Źródłem czystej radości, a kochając Ciebie poznaję szczęście...wszystko ma sens, gdy pragnę bycia z Tobą, a także, gdy jestem z Tobą i we wszystkim szukam Ciebie. Muszę odpowiadać na Twoje wezwania i iść za Tobą." Po co kręcić się w kółko, szukać czegoś i błądzić, gdy droga jest prosta...trzeba wołać do naszego Taty!

    Teraz płaczemy z żoną przy kazaniu ks. Zawitkowskiego, który powiedział, że; "odrzucanie Pana Jezusa i Ojca...to droga na manowce!" Przed Mszą Św. o 12.00 w psalmie są słowa; "kim jestem dla Ciebie Ojcze mój, że tak mnie obdarzasz i prowadzisz?"

- Synem!

    Przepłynęła ludzkość, bracia i siostry, których obejmuje wszechogarniająca Miłość Pana Jezusa..."nie było miejsca dla Ciebie"! Tak też jest dzisiaj! Kapłan zaznaczył, że wielu jest powołanych, ale niewielu odpowiada.

    Pragnę pokropienia woda święconą i pierwszy raz w sercu odczuwam łaskę uczestniczenia w procesji dla Pana Jezusa...w wyobraźni idę z krzyżykiem trzymanym w górze. Wzrok ogarnął chorągwie; "Jezu ufam Tobie" i Józefa trzymającego Dzieciątko z aureolą wokół głowy. Łzy zalały oczy, ponieważ ujrzałem tam mojego syna, którego oddałem św. Józefowi pod opiekę...

    W czytaniach była mowa o powoływaniu uczniów...Eliasz nakrywa pracującego przy 12-nastu wołach. Te woły to moja codzienna "młócka" w przychodni. 

   Św. Paweł wspomniał o ciele i duszy (nie usłyszysz w KrK) oraz wolności i zniewoleniu. Dodam, że Wolność Prawdziwa to oddanie naszej wolnej woli Bogu ("bądź Wola Twoja"). Po Eucharystii podziękowałem Panu Jezusowi, bo tu i teraz jestem w Niebie na ziemi. Nie pojmie tego człowiek normalny.

     W pokoju zalewającym serce zaprosiłem Zbawiciela do mojego domu! Jeszcze wieczorem trwał miłosny zalew serca i wielki pokój. Zdziwiłem się, że syn rozmawia z córką, bo zawsze się kłócą...

                                                                                                                                    APeeL

 

29.06.1992(p) Zaprosiłem Pana Jezusa do pracy...

    Zerwały mnie koszmary senne, których nie ma sensu opisywać, a wzrok zatrzymały dwa słowa; "Szatan i kuszenia". Padłem na kolana i zawołałem; "Ojcze pobłogosław i pomóż w zakończeniu pracy w oddziale i przed urlopem...przyjmuję kuszenia w intencji syna"!

    W oddziale nie ma lekarza dyżurnego i można się poślizgnąć trafiając za kratki, które właśnie się śniły! Zbyt późno, aby jechać na Mszę Św. Muszę się spieszyć, a jeszcze nie wiedziałem, że czeka mnie dzień "szatański"!

    Już o 8.00 miałem niespodziankę; ciężko chorzy nie otrzymali antybiotyków, bo nie było! Pielęgniarka nie zadzwoniła do mnie, bo ktoś mówił, że; "u pana telefonu nie odbierają"! To wielka nieodpowiedzialność, a właściwie głupota.

    W żaden sposób nie mogłem pojąć jak czuje się taka pielęgniarka...jak może mieć w sercu pokój, gdy ciężko chorym nie daje leku i nie zawiadamia lekarza! Dzisiaj, gdy to przepisuję (11.09.2019) popłakałem się i zawołałem jak wówczas; "Panie Jezu wybacz im to!" Nagle nadeszła pomoc, bo ciężko chorą zabrano do jej szpitala rejonowego!

   O 11.00 nastał szczyt udręki; krzyki, kłótnie i przepychanki w przychodni. Pochyliłem głowę i zawołałem; "Panie Jezu zapraszam Ciebie do mojej pracy!"

    Mam jeszcze pacjentów, a już z krzykiem wysyłają na dalekie wyjazdy. W karetce skuliłem się w sobie, łzy zalały oczy i nagle zrozumiałem co oznacza, że Pan Jezus jest ze mną w pracy. Takie zaproszenie oznacza, że Szatan z wściekłością atakuje i pragnie wywołać moje rozdrażnienie. Najlepiej gdybym krzyczał na chorych i personel.

    Obecność Pana Jezusa to próba mojej pokory, cichości, dobroci, przyjmowania udręk z uśmiechem i uniżenie. Wolno, wolno te udręki zamieniają się w moc, której szczyt nadszedł o 19.00. Wprost palił się praca, bo w 10 minut załatwiłem 5 pacjentów, bo tyle czasu miałem...do zamknięcia apteki!

    Zbliża się północ, wszystko wykonane, gabinet sprzątnięty, radość w sercu, bo jutro mam wolny dzień! A tu kuszenie; personel piecze kiełbaski przy ognisku i częstuje małym kieliszeczkiem. Wymówiłem się i pod kołdrą z latarką przeczytałem modlitwy wieczorne.

    "Dziękuję Panie Jezu! Dziękuję Ojcze...dziękuję!"

                                                                                                                                APeeL

 

30.06.1992(w) Jak Ci, Boże Ojcze dziękować...

    Na trwającym dyżurze, po odrzuceniu pokusy picia alkoholu...przez całą noc nawet nie "przeleciała mucha"! Teraz zrozumiałem, że wszystko, co wykonałem wczoraj było przepełnione pomocą Ojca i Jego błogosławieństwem.

    Jeszcze teraz Bóg Ojciec pomaga, ponieważ tuż po kąpieli pod prysznicem mam pilny wyjazd do zawału. Nie mogę znaleźć leku moczopędnego, a pacjent wpadał w obrzęk płuc. Zły podpowiada; "napisz, że podałeś...przecież nikt nie sprawdzi, nie możesz nie podać!"

    Ja to wszystko wiem, ale nie mogę tego uczynić. Zawołałem o pomoc do Matki...jeszcze raz otwieram torbę i znajduję ten lek razem z nasercowym. Pacjenta przekazałem karetce "R".

    Moje serce zalała miłość do Boga Ojca i Pana Jezusa. Jadę samochodem do domu i wołam w dziękczynieniu: "jak Ci, Panie Jezu za to wszystko dziękować...jak?" Mam pragnienie zjednania ze Zbawicielem w Eucharystii, a później padnięcie na kolana z wołaniem do Królestwa Bożego!

    Właśnie w domu nie było nikogo i moglem krzyczeć w sercu; "Jezu mój, Panie, który specjalnie dla mnie zstąpiłeś z Nieba...bądź błogosławiony w każdym miejscu i w każdym czasie! Jezu bądź błogosławiony zawsze!" 

    "Ojcze nasz. Ojcze mój. Twojego Dobra nikt nie obejmie i nie zrozumie, ponieważ większość ludzi nie zna Ciebie. Tylko twoja łaska może dać im Światło. Dlaczego mnie wybrałeś...najgorszego z najgorszych?"

    Wiele razy widziałem tęsknotę poszukujących ojca ziemskiego! Przepłynęły obrazy takich; często nieznanych, poszukiwanych, nigdy nie widzianych przez dziecko...itd! Jej odpowiednikiem jest tęsknota za Bogiem Ojcem, która sprawiła, że z mojego serca popłynęła litania;

"Ojcze Dobry i Miłosierny

Ojcze Łaskawy i Cierpliwy

Ojcze prawdziwie kochający

Ojcze mój! .

Ojcze, którego nikt nie widział

Ojcze, którego większość nie che

Ojcze, którego nie znamy

Ojcze, który nas pragniesz..."

    Na szczycie tej tęsknej udręki przeczytałem słowa św. Pawła (1 Kor 2,7-9); "jak wielkie rzeczy przygotował Bóg tym, którzy Go miłują" oraz Pana Jezusa! "Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi"...

    Pojawiła się modlitwa za żywych i umarłych; "Wszechmogący, wieczny Boże, który nad żywymi i umarłymi panujesz, a miłosierdzie okazujesz wszystkim /../ przez łaskawość Dobroci Twojej, dostąpią odpuszczenia wszystkich grzechów /../."

    W domu rozdrażnienie egzaminem syna; nie możemy mu pomoc, a on sam robi ile może czyli mało...nawet złości się na nas. W tym rozdrażnieniu nie mam chęci iść do kościoła, a dzisiaj jest zakończenie nabożeństw do Najświętszego Serca Pana Jezusa.

    Z książeczki "Naśladowanie Jezusa" popłynie rada dla mnie, abym czynił małe rzeczy, gdy nie mam siły na wielkie (duchowo). "Pan Jezus jest dobry i pełen miłosierdzia. Pan nie chce, abyśmy w złości wybierali Kościół!" Dzisiaj mam dzień odpoczynku, ale to był ciężki czas, a rano mam jechać z synem na egzamin...

                                                                                                            APeeL

 

 

 

 

"Nie tylko ochrzczony może być zbawiony"...

    Rano padłem na kolana z prośbą do Boga w Trójcy Jedynego, aby był w tym tygodniu ze mną. Poprosiłem też Ducha Św. o pomoc w zapisach dziennika...

    Dzisiaj jest 80-ta rocznica wkroczenia Niemców hitlerowskich (1939 r.) do naszego miasteczka z bombardowaniem mostu i późniejszym wymordowaniem 6 tys. mieszkańców narodowości żydowskiej.

   Z tego powodu ks. proboszcz zorganizował pełną Mszę Św. o g. 9.00. W mieście mamy ogrodzone miejsce jako symbol cmentarza żydowskiego (ala kirkut), ale tam na pobyt obowiązują ich przepisy religijne.

   Na uroczystość przybyła młodzież ze sztandarami...popłakałem się, bo do serca napłynęli starsi bracia w wierze. To przecież był Joachim i Anna rodzice Miriam (Matki Pana Jezusa), a właśnie stałem pod wielkim obrazem Piotra i Pawła (mojego profesora teologii nawróconego przez oślepienie).

   Ogarnij wszystkich pierwszych chrześcijan...to byli Żydzi. Sam Pan Jezus ma długi rodowód pochodzenia żydowskiego. Nawet teraz, gdy to zapisuję (po dwóch dniach) płaczę z powodu potwornej eksterminacji tego narodu.

   Wrogowie naszego wspólnego Boga Ojca i wiary wciąż pytają; "gdzie był, gdy to się działo?...gdyby był to nie pozwoliłby do wywołania takiej wojny".  A co dzieje się teraz, gdy Apokalipsa już trwa? Kto na ten temat krzyczy w mass-mediach? Nawet mówi się o "śmierci Boga" i zaczyna królować "banalność zła"...z paradami "spółkujących inaczej" propagujących dewiacje seksualne.

   Nic nie mówi się o Księciu Kłamstwa, a przecież to czynią jego wyznawcy ("róbta co chceta" zamiast "bądź Wola Twoja"). Nadal garstka ma świadomość, że istnieje Opatrzność Boża...kiedy sam prosiłeś o to? Ile lat ślimaczyła się budowa Świątyni Opatrzności Bożej, która powinna stać w miejscu PKiN!

  Każdy z nas ma wolną wolę, także społeczności i całe narody, a ilu idzie za Wolą Boga Ojca? Czy w RP odprawiają się regularne Msze Św. za ojczyznę z obecnością polityków?

   Pięknie grał organista, a wszystko zaczęła pieśń; "Nie rzucim Chryste świątyń Twych, nie damy pogrześć wiary". Nie znałem jeszcze intencji modlitewnej tego dnia, ale siedziałem także przed feretronem z Panem Jezusem Miłosiernym, który wciąż zatrzymywał wzrok.

   Nawet dzisiaj nie wspomniano o duszach Żydów cierpiących w Czyśćcu, ale złożono kwiaty przed pomnikiem - kamieniem, a im są potrzebne modlitwy, ofiarowanie Ciała Pana Jezusa oraz różne wyrzeczenia.

   Oprócz Żydów chrześcijan napłynęły miliony normalnych, którzy żyli tak ja my i cierpieli jak wszyscy. Wyobraź sobie krzyki i poniżanie podczas wyganiania ich z siedzib oraz transportowanie oraz gehennę reszty...pełną obaw o swoje dzieci.

   Właśnie przepisuję dziennik z 1992 r. gdzie jest wzmianka o Żydzie, który odnalazł grób swego zamordowanego ojca. Płakał, ponieważ zwłoki rozpoznano po butelce...z którą zawsze chodził. Do tej butelki podkradał mleko (doił od krów), które zanosił do ziemianki dla ukrywających się z nim dzieci. Płakaliśmy obaj, ponieważ ja odnalazłem też Ojca, ale Prawdziwego.

    W intencji tego dnia ofiarowałem Mszę Św. z Eucharystią i wróciłem na wieczorną (o 18.00). Dopiero teraz dotarły słowa św. Pawła (Kol 1, 24 - 2.3), który jako sługa Pana Jezusa przekazał, że ofiarowuje swoje cierpienia za pierwszych chrześcijan. Wskazuje, że właśnie została odkryta - skrywana od wieków i pokoleń - tajemnica, którą jest Chrystus!

   Przez godzinę krążyłem - współcierpiąc z Panem Jezusem - podczas odmawiania mojej modlitwy w dzisiejszej intencji. Stałem się niezdolny do niczego, ale zostałem pocieszony, bo wreszcie zrobiłem kopię zawartości komputera na jednej płycie (8.5 GB). Podziękowałem za pomoc św. Józefowi...

                                                                                                                                     APeeL

 

Aktualnie przepisane...

23.06.1992(w) ZA ZAKOCHANYCH W PANU JEZUSIE

   O 3.30 wróciłem od pacjenta z ambulatorium i włączyłem radio, gdzie Maryla Rodowicz śpiewała "Serduszko pukanie w rytmie cha cha, Miłości szuka"...

Księżyc nie pomógł wcale (właśnie świeci na niebie)

Słowik tak samo nie (zaczynają śpiewać pierwsze ptaszki)...

   Po chwili Bogdan Łazuka zanucił; "dzisiaj, jutro, zawsze będę Cię kochać", a moje myśli uciekły do Pana Jezusa.

    Po chwilce zrozumiałem, że odpowiednikiem ludzkiej tęsknej miłości jest moja miłości do Pana Jezusa...ostatnia i wieczna. Mój stan można określić; zakochany w Panu Jezusie. Aż krzyknąłem z powodu tego odkrycia..."Jezu mój! Jezu!" Wrócił tytuł art. w czytanym Słowie Powszechnym; "Jezus - Pan i Brat."

   Teraz wchodzę do oddziału (zastępuję ordynatora), gdzie za parawanem już w ciszy leżała  staruszka, która miała niezwykle bolesne przerzuty szpiczaka mnogiego niszczące kości. Pan Jezus zmiłował się nad nią...czy sprawiła to moja modlitwa?

- "Dzisiaj cię wykończę"!...szepcze w duszy Szatan, a ja w złości odpowiadam, że "możesz mi skoczyć!"...pasowałby dodatkowo gest Kozakiewicza, ale natychmiast złapałem się na tym, że Bestii bo właśnie chodzi o nasze rozdrażnienie! Zły wobec mnie nie stosuje kamuflażu, bo wiem, że on jest. Dzisiaj, gdy to przepisuję (09.09.2019) dodam, że znał mój los i misję.

    Pomogło odmówienie "Pod Twoją obronę", ale teraz dał natchnienie wielu, aby "wstąpili do mnie"! Zabiera czas nudna koleżanka z oś. zdrowia, pojawiła się pisząca pracę magisterską ("tylko dwie minutki"), napływali "chorzy"...nawet trafili się św. Jehowy.

   Traciłem czas na gadanie, ale zbawienie nawet jednej duszy nie ma ceny! Wierząca z naszego kościoła poszła za ciałem i pragnie wyleczenia ze starości! To dzisiejsza babci Magda Gessler. "Przecież nikt nie kupiłby pani na targu niewolnikami. Jak żyją niewierzący, gdy Pani idzie na to! Przecież kamienie wołać będą, bo pani powinna pocieszać podobnych sobie".

   Rzucającemu wielokrotnie palenie wskazuję, aby przyjął to wyrzeczenie (jak post) z ofiarowaniem i prośbą o prowadzenie przez Matkę Bożą!

    Na koniec mordęgi pojawiła się "pani przepraszam" (właśnie tak mówi)...staruszka udręczona przez wnuczki z ich pijącymi rodzicami. Dodatkowo została uderzona młotkiem przez sąsiadkę (przyszła po obdukcję). Zaleciłem jej przebaczenie z obdarowaniem (miód, ciastka, czekolada i kawa), ale zawahałem się przy podarowaniu jej pieniędzy.

   Smutek zalał serce, bo wiedziałem, że przysłał ją Pan Jezus. Miałem tylko jedno pragnienie; paść na kolana i odmawiać koronkę do Miłosierdzia Bożego za biednych, a właśnie zauważyłem, że dzisiaj w różańcu Pana Jezusa wypada oddanie Pana Jezusa biednym.

   Nie zrozumiesz tego bez Światła wiary, bez poznania Boga Ojca, który pragnie, aby każdy otrzymał to o czym marzy! Teraz kusi zapach świeżego chleba...mam wielkie pragnienie jego spróbowania, ale to dzisiaj nie dla mnie (wyrzeczenie)!

    Pojechaliśmy złożyć życzenia imieninowe matce ziemskiej. Jak wielkim darem Boga jest Kościół Pana Jezusa...trwała tam święta cisza, migało światełko przy Ołtarzu!  Później okazało się, że tutaj na nabożeństwie czerwcowym nie podają Eucharystii!

   Uciekłem od rodziny, bo wszystko jest tam ważniejsze od wiary! Nawet żona zauważyła, że tacy jak my uważani są za wariatów. Nie dałem pieniędzy biednym, a teraz kupiłem sobie piwo..."Magnat." Jakże wielka jest nasza słabość, ale szczególnie przykre jest to, że jestem wśród takich.

   Pan Jezus pochyla się nad każdym pijącym, oprócz mnie - Jego Apostoła! Ja Go ranię i nie mogę spojrzeć Mu w oczy! Nagle zerwała się wielka burza z trzaskającymi piorunami. W moim ręku znalazł się art. "Pierwszy generał AK III Rzeczypospolitej"...Bolesław Nieczuja - Ostrowski", który opowiada o zdarzeniu, gdy znaleziony medalion MB Częstochowskiej wypadł mu przy kontrolującym go żołnierzu. "O! Matka Boska Częstochowska...ja też być katholik...ty jechać precz, żołnierzu, do widzenia". Łzy zalały moje oczy, ponieważ właśnie Matka Boża patrzy na mnie!

                                                                                                                               APeeL

 

24.06.1992(ś) Za moich cierpiących pacjentów...

    "Matko bądź dzisiaj ze mną, proszę...Zdrowaś Maryjo". Napada chęć picia piwa. Nie idą modlitwy, nie odczuwam obecności Pana Jezusa i Ojca. W książeczce do nabożeństwa wypadają słowa; "Serce Jezusa pełne cierpliwości i miłosierdzia". Powtarzam te słowa, a personel w nocy i teraz walczy z ciężko chorym, prawie umierającym niewidomym!

- Nie wolno krzyczeć na chorego! Nie wolno! Kto krzyczy na chorego musi się zwolnić z pracy! Zamknąłem oczy i wczułem się w jego sytuację. Proszę krzyczącą pielęgniarkę, aby znalazła się na jego miejscu i miała potrzebę wyjścia do WC! Dalej powtarzam w myślach; "Serce Jezusa pełne cierpliwości i miłosierdzia", ponieważ nie mam cierpliwości dla tych dobrych, ale naprawdę ślepych kobiet.

    W złości zabrano mu dół piżamy. Napłynął obraz Pana Jezusa pochylonego nad tym pacjentem, a ja broniąc go staję się zły. Przecież Zbawicielowi przed ukrzyżowaniem zabrano tunikę. To najwyższe poniżenie godności ludzkiej. Nagle napływa rozpoznanie; ten pacjent ma nowotwór jelita grubego, a ponadto cierpi z powodu niedoczynności tarczycy oraz zaćmy. Przekazałem go do zdiagnozowania w szpitalu wojewódzkim...dodając inną ciężko chorą (u nas była to "izba chorych").

    Bóg Ojciec błogosławi mojej pracy, bo modlącej się babci wchłonął się całkowicie płyn z jamy opłucnej, co pokazało omyłkowo wykonane zdjęcie...nie musi jechać do oddziału płucnego, a bardzo szkodzi jej jazda samochodem.

    Przez serce przepłynęła strzała miłości do Boga, a łzy zalały oczy! Popłynie koronka do Miłosierdzia Bożego; "za moich cierpiących pacjentów" z prośbą, aby Pan Jezus pochylił się nad nimi i ich objął ich.

   Teraz Pan dał odpocznienie, bo przespałem się na działce z głową na pachnącym sianie. Posłuchałem polecenia, aby uciekać...faktycznie zerwie się burza. Pan daje nas tutaj, sprawia różne kłopoty i ostrzega. Jeżeli posłuchasz Jego Woli to będzie ci pomagał w drobnych sprawach, a ty Jemu w powrocie braci i sióstr do Nieba.

    Żona w kościele trzymała szarfę przy Jezusie Miłosiernym! Normalny powie, że to są głupoty fanatyków religijnych! Życzę ci, abyś doznał tego fanatyzmu czyli bezgranicznej miłości do Pana Jezusa!

   "Och, Ojcze mój Prawdziwy i Ostateczny - ile lat ja Ciebie nie znałem i uważałem, że każde świństwo kryje ciemność! Ile lat byłem fałszywy aż do dna! Jakże Ojcze mój cierpiałeś?"

    Otworzyłem rozważania z Medziugorie, a tam Matka przekazuje, że ludzie nie mówią o Bogu! To wielka prawda, którą znam z gabinetu, a nikt nigdy nie wspomni o tym w naszym Kościele...jako instytucji, gdzie królują fałszywe dane. Przecież za Panem Jezusem szła, idzie i będzie szła tylko garstka.

   Teraz kuszą truskawki, ale jutro niespodziewane ma nastąpić spotkanie trzech prezydentów w Jugosławii! Wyrzeczenia w intencji pokoju procentują...

                                                                                                                            APeeL

 

26.06.1992(pt) Nie ma lepszych dni niż z Panem Jezusem...

    Tuż po północy moje serce zalała miłosna tęsknota..."och! tak! to dzień kultu Najświętszego Serca Pana Jezusa!" Zacząłem św. Osamotnienie Pana Jezusa z mojej modlitwy...wyobraź sobie 40 dni Zbawiciela w samotności (przed Bolesną Męką) w kuszeniu przez Bestię. 

    Po modlitwie przy zamkniętych oczach pojawił się niezwykle pięknie i świecący punkt wokół którego wokół którego utworzyła się korona MB Częstochowskiej. W drodze do porodu znalazłem się ze Zbawicielem w ciemnicy! Teraz płynie różaniec Pana Jezusa, gdzie jest rozważanie o śmierci Pana Jezusa.

    Po zabraniu rodzącej płynie "Anioł Pański" i cz. radosna różańca...w intencji tego dzieciątka. Jak pięknie Pan Bóg to urządził!  Z otwartego tygodnika padają słowa; "to działo się pomiędzy godz. 5.00-7.00" (czy wówczas urodził się Pan Jezus?).

    Odmawiam modlitwy poranne, radość rozpiera serce, a z radia płynie piosenka; "nie ma lepszych dni od dobrych razem z Tobą!" To prawda, bo nie ma nic lepszego niż dobry dzień w łączności z Panem Jezusem!

   Robimy obchód w oddziale wewnętrznym, gdzie zastępuję ordynatora, a jedna z chorych mówi, że mamy chorą św. Jehowy, która wciąga w dyskusję! Dzisiaj, gdy to przepisuję (10.09.2019) sam to czynię, ale z potrzeby serca, a nie z opłacanego obowiązku "ewangelizacji"...

- Wojny nie będzie, ponieważ Bóg Ojciec usunie Szatana!

- Dzisiaj może pani przyłączyć się do postu w intencji pokoju. Widzę, że pani nie przyłączy się, ale chce skasować Szatana!

   Jakże Ojciec wszystko pokazuje, obok leży babcia, która w schorowanych palcach przesuwa paciorki różańca. Oni są przeciwnikami różańca i pada napastliwe pytanie; co daje ta modlitwa (dodam, że nie uznają boskości Matki Bożej). Przekazałem jej jakie modlitwy odmówiłem w nocy na dyżurze w pogotowiu i ostrzegłem.

    Jak przystało na niewolnika zastępstwo nie zwolniło mnie z "młócki" w przychodni, gdzie trwa nawał, ludzie znoszą dary, a ja mam tylko jedno pragnienie; dalsze odmawianie mojej modlitwy, która zacząłem od św. Osamotnienie.

    W tym bałaganie do 15.00 udało się odmówić św. Poniżenie oraz św. Rany i św. Krew Pana Jezusa. cz. Bolesną. Dalej smutek zalewał serce...w końcu zostałem obdarowany i straciłem czystość. "Panie Jezu, Ty znasz moje serce...pragnę tylko Ciebie w Eucharystii!"

   Modlitwa trwała dalej na kolanach...w działkowej budce z wylęgarni drobiu. W drodze do kościoła popłynie Droga Krzyżowa i św. Agonia aż do sceny podnoszeniem krzyża z Panem Jezusem. Ukoiła cisza w pustym kościele. Natomiast podczas Mszy Św. z umęczenia napadła mnie śmiertelna senność.

    Co chwilę opadała mi głowa, po sekundowych snach budziły mnie drgnięcie ciała. Jak długie nabożeństwa wytrzymuje Jan Paweł II? Jak musi czuwać, bo cały świat obleciałoby zdjęcie ze śpiącym papieżem!

   Zaczyna się bój o Eucharystię...Szatan wykorzystuje moją wielką słabość fizyczną oraz przyjmowanie nienależnych gratyfikacji. Zawsze mówi w pierwszej osobie sugerując, że myśli są nasze. Tak się ukrywa i nigdy nie usłyszysz o takim boju od żadnego kapłana (w sensie jego doznań). Na wątpliwość napływa pomoc ze strony Bożej! Sam zobacz;

- Czy mogę podejść do Eucharystii, gdy tyle razy zasypiałem?

- Czy zasypiałeś po kartach? To prawda, bo miałem b. ciężki dzień pracy (od czwartku rano - do tej chwilki)...mało nie padłem!

- Tyle darów, właśnie dzisiaj...

- Przyjąłeś to dasz, trzeba umieć przyjąć i trzeba umieć dać! Jeżeli chcesz się oczyścić to w konfesjonale jest obcy kapłan...

    "Panie Jezu Ty znasz moje serce i wiesz, ze niczego nie pragnę od ludzi, sam lubię obdarowywać inny, a oni chcą się odwdzięczyć, dają to z serca"...

- W czystości nie będziesz mógł grać w karty, a masz parę groszy i będą zawodnicy!

- Nie musisz grać, przecież masz wolną wolę i wiesz, że jest to grzech!

- Nadal napływa wielkie zwątpienie, a dodatkowo drażni fałszowanie kapłana odprawiającego Mszę Św.!

- Nagle za mną pojawiła się przepięknie śpiewająca kobieta...

   Podczas przekazywania sobie znaku pokoju chwyciłem za dłonie trzy moje pacjentki i podałem rękę śpiewającej, a serce zalał wielki pokój!

- Wyjdź z kolejki do Św. Hostii, tak nie wolno, bo gubisz inne dusze (znają moje postępowanie)...

- Podszedłem, zjednałem się z Panem Jezusem...zwycięstwo!

    Moje serca zalała miłość, moc, pokój i radość Boża. Wszyscy wstali i śpiewaliśmy; "Abba Ojcze /../ Ty wyzwoliłeś nas Panie."

   Zły wiedział, że dzisiejszy dzień jest dla mnie bardzo ważny, ponieważ wołałem do Serca Pana Jezusa w intencji innych i rodziny. Teraz chciałbym objąć cały świat...sam zobacz co oznacza Eucharystia, dar Boga naszego ze słowami Pana Jezusa, że "nie spożywając Mojego Ciała nie będziecie mieli Mocy"! To Ciało jest duchowe, a wierni kojarzą z chleb i "jedzą" gryząc!

   Na koniec popłynie śpiew pielgrzymów z towarzyszeniem gitar; "Ty Panie kochasz mnie takim jakim jestem!"

                                                                                                                             APeeL

 

                                                                             

   W nocy poprawiłem zapis komentarza (wczorajsza intencja; za hołotę duchową), który nie dotyczy niewierzących, ale atakujących wiarę w Boga Objawionego przy całkowitej ignorancji duchowej (wejdź; Loose Blues Jan Hartman zapiski nieodpowiedzialne; "Czym jest krzyż? Władzom Zakopanego delegowane").

    Profesor odpowiedź wykorzystał do ponownego, bezpardonowego ataku na wiarę katolicką i krzyż Pana Jezusa! Mojego komentarza nie dali...wysłałem go do burmistrza Zakopanego, bo pisali do profesora "normalnie".

   Pasują tutaj słowa św. Pawła z wczorajszej Mszy Św. (Kol 1, 21-23); "Was, którzy byliście niegdyś obcymi wobec Boga i Jego wrogami przez sposób myślenia i wasze złe czyny /../". Dopowiada to czytanie z Księgi Mądrości (Mdr 9, 13-18); "/../ śmiertelne ciało przygniata duszę /../ z trudem znajdujemy, co mamy pod ręku - a któż wyśledzi to, co jest na niebie? /../."

   Tuż po wstaniu - w przerzucaniu pr. telewizyjnych - trafiłem na TV Trwam i film "Czterdzieści nocy" z 2016 (USA reż. Jesse Low), gdzie Pan Jezus przygotowuje się do bestialskiego zamordowania w celu naszego zbawienia i jest kuszony przez Szatana wcielanego w różne postacie. Całość można obejrzeć pod adresem https://tv-trwam.pl/epg/audycja/prg.22978 Płakałem podczas cierpienia Pana Jezusa i Jego odpowiedzi na kuszące słowa Bestii. 

    To okazało się nieprzypadkowe, bo języka Szatana używają wrogowie Boga opętani intelektualnie. Wymienię tylko; masonerie, satanistów, "czerwoną i tęczową zarazę", pięknoduchów typu ojca Roberta Biedronia, salonowców preferowanych przez TVN, opcję "biskupa" Niemca z durszakowcami, lisów i dworaków oraz rabiejów pod skrzydełkami Międzynarodówki, wyznawców wiecznie żywego Lenina i Stalina, klan Kimów z chęcią zagłady świata, Państwo Szatańskie, gdzie mają po kilka żona od 9 r. ż. podobno tego samego Boga - wg papieża - co Jahwe ("Ja Jestem"). Szatan małpuje wszystko...także naszego Deus Abba, Omnipotens Pater.

    Po odczycie tej intencji wyszedłem na "Orlik", gdzie było spotkanie niedzielnych amatorów "haratania gały" wg Donalda Tuska i tam współcierpiąc z Panem Jezusem wołałem do Boga Ojca w intencji; opętanych wrogów naszej wiary.

   Serce ściskał ból, płakałem i słabłem w ciele fizycznym. Wiele cierpień Pana Jezusa powtarzałem dziesięciokrotnie (modlitwa jest na stronie głównej)...trwało to 1.5 godziny. Najwyższą moc ma taka właśnie modlitwa, a moja jest wymodlona...jest to rozważanie w sercu cierpienia Pana Jezusa podczas całej Bolesnej Męki ze Słowami na krzyżu.

   W intencji tego dnia poświęciłem wieczorną Mszę Św. z Eucharystią, której brzegi wygięły się w przeciwnych kierunkach (jako laurka, a jest to zawsze podziękowanie Pana za współcierpienie). Nie mogłem wyjść z kościoła, chciałbym tam zostać i dalej wołać z innymi do Boga.

   Później byłem niezdolny do niczego...

                                                                                                                                             APeeL

 

 

   Oto przykład mojego boju duchowego na blogu Jacka Kowalczyka (Tanaka): "Listy Ateistów" (Portal Polityka) "Brytania w słoiku". Sam zobacz jaka jest tolerancja naszej wiary z głupimi Paradami Równości. 

1.  Refleksja "Ateisty" po lekturze mojego komentarza („Teisty”) z 7 września o godz. 18:04.

   <<Każdy kto wierzy w to, że świat ma sześć tysięcy lat, w wymyślonego boga, w kreacjonizm, w „niepokalane poczęcie”, w Jezusa, w „zmartwychwstanie”, w jakieś „niebo” i „piekło”, w gadającego węża, łażenie po powierzchni wody oraz w faceta, będącego nie tylko synem swojej matki (Maryi), ale także swoim ojcem – bogiem występującym w trzech osobach, który sam siebie zesłał na Ziemię jako Jezusa, sam siebie skazał na ukrzyżowanie, żeby samego siebie „przebłagać”, sam siebie zabrał do „nieba” oraz każdy, kto praktykuje zjadanie ciała swojego urojonego boga i picie jego krwi…powinien niezwłocznie skorzystać z porady ateistycznego psychiatry.

   Wszystkie religie zostały wymyślone przez cwaniaków do manipulowania i kontroli prymitywnymi ludźmi. Religie to obraza rozumu i mentalne oraz fizyczne zniewolenie, a „biblia” to kiepski, ociekający krwią oraz pełen okrucieństwa i przemocy horror.

   W 21 wieku wierzyć w urojonego boga i religijne bajki i jeszcze szczycić się tym publicznie to straszny obciach. Proszę pamiętać, że wszystkie religie i ich kościoły to szkodliwe społecznie przestępcze organizacje, które są cywilizacjami zła i śmierci oraz wielkim zagrożeniem dla świata>>.

     Oto moja odpowiedź; Refleksje Teisty po lekturze tekstu Ateisty z 7 września o godz. 18:04

    Serdecznie dziękuję Ci za próbę dyskusji, ponieważ robicie to tylko między sobą. Musisz zrozumieć moje pragnienie rozgłaszania Prawdy. Nie pojmiesz tego rozumem...sam byłem kołtunem duchowym, pijakiem i karciarzem; jeszcze po nawróceniu. 

    Masz rację, że "Kto wierzy /../ powinien niezwłocznie skorzystać z porady ateistycznego psychiatry. Tak własnie stało się ze mną. Nie ma w RP psychiatry katolickiego. Wyobraź sobie, że tacy koledzy leczą opętanych. Ty zaraz powiesz, że nie ma opętania, są tylko choroby. Wejdź; "Moja żona była opętana". Przez dwa lata leczyli ją psychiatrzy.

    Konsultant krajowy w dziedzinie psychiatrii prof. Marek Jarema nie ma natchnień (tak wyszło podczas "przesłuchiwania mnie"), bo tylko myśli! To było bardzo "sprytne" zapytanie, bo jeżeli nie ma natchnień to nie ma Boga i Szatana (nie ma wówczas opętanych!). Ciekawe czy masz natchnienia, bo to jest choroba...

   W środku są zarzuty wobec jedynie prawdziwej wiary katolickiej. Negujesz wszystko, ale nie masz racji co do "zjadanie ciała swojego urojonego boga i picie jego krwi".

   Ja Ciebie rozumiem, ponieważ do Cudu Ostatniego (moją łaską jest mistyka eucharystyczna) podchodzisz rozumowo. Kilka lat po nawróceniu (1986-1989) poprosiłem o wyjaśnienie; co oznacza Ciało Pana Jezusa.

   Wyobraź sobie, że trafiłem na Mszę Św. gdzie kapłan odpowiedział mi od Boga, że "my bierzemy wszystko po ludzku", a Ciało Pana Jezusa jest Duchowe. Widzisz opłatek wigilijny lub kawałek chleba, który po Konsekracji zamienia się w Ciało Duchowe, które łączy się z moją duszą. Pokazują to przez codziennie jedzenie chleba, który nigdy się nie znudzi. Takim Chlebem dla duszy jest Eucharystia. Jeden ze świętych żył tylko tym Cudem Ostatnim...

   Zaraz zacznie się dyskusja, bo racjonaliści wyśmiewają posiadanie duszy, bo Tam Nic Nie Ma. Szkoda czasu. Zrozum, że ja byłem gorszy w tych sprawach od Ciebie, a dzisiaj jestem wiedzący...tak jak Ty w swoich sprawach.

   Koleżanki specjalistki - ateistki są dobre w stwierdzaniu sowieckiej psychuszki. Moje przeżycia po Eucharystii określają; "brakiem krytycyzmu w stosunku do własnych przeżyć". Jeżeli kochasz kogoś to uważaj, bo może jest to "brak krytycyzmu"...

    Negujesz wszystkie religie (słusznie), bo tylko jedna jest Objawiona przez naszego Deus Abba (Tatę). Ja wierzę w bajki i szczycę się tym. A Ty w co wierzysz? Twoja i moja mądrość i wszystkim nam podobnym na świecie to wielkie głupstwo dla Boga Ojca, dla Jego Mądrości.

    Obaj wierzymy w bajki, ale prawdy dowiesz się tuż po śmierci..."och! to tak jest! nie mam ciała, a jestem!" Kłania się R. Dawkins "Bóg urojony", a to Twoja "biblia">>.

 

2.   Drugie ścięcie dotyczy wpisu; Tanaka 8 września o godz. 9.07 "Brytania w słoiku"

  <<Otóż wyobrażenia religijne i wiara w to lub tamto należą do najsilniejszych czynników kształtujących działanie umysłu i ludzkie zachowania. Aż po kres, ponieważ powtarzane w milionach i milionach przypadków zachowania są takie, że ludzie giną i zabijają innych za swoją wiarę, swoją religię i swoje wartości definiowane religijnie.

   Wiara typu religijnego niezwykle silnie formatuje umysł, do takiego stanu, że czyni go niezdolnym do widzenia faktów rzeczywistości i prowadzenia swobodnego procesu rozumowania. Oślepia, w każdym, włącznie z dosłownym, fizykalnym, znaczeniu.

   Tysiące świadków „widziało na własne oczy” Maryję fruwającą nad placem boju w 1920-tym, a nieco wcześniej jakieś 70 tysięcy „naocznych świadków” widziało w Fatimie Słońce fruwające na niebie i robiące na nim różne esy-floresy, fikołki, nagłe rzuty i salta-mortale.

   Co do tego, że „tak było” miał absolutną pewność nasz przyjaciel Święty Ojciec Święty, który całe swoje życie oparł na Maryi fatimskiej i wdrukował w głowy milionom wyznawców nad Wisłą to samo, a kolejnym tłumom milionów – na świecie.

   Sądzenie, że jest jakaś odrębność, sztywna granica w umysłach wyznawców, pomiędzy ich wyznawaniem fantazmatu a sprawami życia, jest naiwnym błędem, biorącym się z braku pojęcia, jak na umysł i kulturę zbiorowych sądów i zachowań działa religia.

   Zachowania rzekomo nieskażone rojeniami o bytach ponadludzkich i sprawczych, jak choćby wybory osobiste, rodzinne, czy polityczne, są w nie bardzo silnie, acz mało widocznie dla umysłów naiwnych, zamotane.

    .>>

 

To mój komentarz (Teisty)

   <<Zgadzam się z tym, że blog jest ateistyczny (czyli wiara w nihilizm). Ja interesuję się polityką, a tu nagle wynurzenia obrażające moją wiarę. Ja nie obrażam ateistów, sam takim byłem przez 40 lat; "żyłem, piłem i czerwony sztandar nosiłem", ale nie jestem tak ograniczony, aby dyskutować z podobnym do siebie ("młócić słomę"). Nie widzi Pan tego? 

   Patriotyzm to wg Pana rojenia, bo katolik jest w tym ćwiczony prawie od dziecka (tak było u boDziwne, bo ma Pan szeroki horyzont..lszewików i jest w Państwie Islamskim), bo "bez katolika w głowie to Polak nie ma tożsamości"...z dalszym bełkotem (drwieniem z wiary i zniewagami). Co mają do Prawdy naszej wiary fałszywi wyznawcy?

    Wymienia Pan sługi Kłamcy, który dysponuje posiadaniem, seksem i władzą (w tym nad światem), a nad tym krąży mądrość ludzka reprezentowana m. in. przez Pana, a wszystko zwala się na Kościół Katolicki i wskazuje na takich jak ja...jego niewolników.

   Miesza Pan dwie rzeczywistości; królestwo ziemskie, które reprezentuje Pan jako Goebbels propagandy nihilizmu...z Królestwem Bożym. Tego murku nie przeskoczy Pan jak prezio Boleksław.

   Proponuje Pan od Szatana "zdrowe życie" czyli szczęście na ziemi, ale Pan w swoim ograniczeniu duchowym nie potrafi tego ujrzeć. Zapozna się Pan już niedługo ze swoim szefem. Ja kocham to życie, a Pan tylko to życie wierząc w rozkład swojego zwierzęcego ciała i w koniec.

  Żyje Pan w świecie urojonym, ale w Pana wypadku nie wymaga to badania przez psychiatrę...egzorcysta też nie pomoże. Jest Pan w sytuacji beznadziejnej. Jako nauczycielowi pozostała tylko garstka wyznawców. Taki jest cel Pana życia?

   Proszę się nie obrazić, bo jest Pan w tym specjalistą...od Księcia Kłamstwa. Od kogo płyną Pana bluźniercze tyrady za które powinien Pan trafić przed sąd. Nie powinien Pan prowadzić tego blogu, bo to nie są "Listy ateistów", ale "Bezbożnik i Bluźnierca", a właściwie "Refleksje sługi Bestii".

   Dzisiaj wołałem za Pana i podobnych do Boga; "Za opętanych wrogów naszej wiary". Jeżeli dalej będzie Pan tak bezkarny jak mason Jasio Hartman i mason Jerzy Urban to zapoznamy się w Sądzie, bo jest Pan reprezentantem "róbta, co chceta" w napadaniu na jedynie prawdziwą wiarę katolicką. 

                                                                                                                      Życzę opamiętania...

 

   Prof. Jan Hartman, członek loży masońskiej wykorzystał odpowiedź na list otwarty władz Zakopanego i jako opętany intelektualnie dał długi wywód na swoim blogu portalu Polityki. Wpisz; "Czym jest krzyż? Władzom Zakopanego delegowane"...

    Nie dali tam mojego komentarza;  BÓJ O KRZYŻ WSZEDŁ NA SZCZYT

"Raz sierpem, raz młotem duchową hołotę"...

    Panie Janie ma Pan tak piękne imię z hebr. Johohanan ("Bóg jest łaskawy"), a już na początku pisze, że "krzyż nie jest własnością katolików ani też chrześcijan w ogólności". Ja za obronę krzyża jako lekarz straciłem prawo wykonywania zawodu, bo hrabia Konstanty Radziwiłł uznał, że jego obrona to choroba psychiczna (postawiłem taki, gdy leżał powalony przez czas na trasie E7).

   Zdjęcie wielkiej figury Pana Jezusa pasowałoby tutaj, bo pękła na pół. To symbol naszego podziału. Nie może być żadnej jedności mojej osoby (mistyk świecki) z Jerzym Urbanem czcicielem Bestii, której znakiem jest Pentagram. Ja "bezprawnie anektuję" najświętszy znak naszej wiary wiążąc z nim "legendy i idee teologiczne". Z powodu tych bajek całuję z płaczem Pana mojego życia i wieczności.

   Mnie stworzyli rodzice (ciało fizyczne), a Bóg wcielił w nie duszę (Swoją cząstkę). Pan Jerzy Urban powstał z wielkiego wybuchu, a później - w ramach ewolucji - od małpy. Ewolucja jest prawdziwa, ale chodzi o przejście od człowieka cielesnego do duchowego...

   Pan jest tak mądry, ale nie widzi cudu stworzenia wszystkiego. Tak jest, gdy człowiek opiera się wyłącznie na ludzkim intelekcie...wówczas żmija ma w nim schronienie!

    Proponuje Pan zawłaszczenie znaku naszego zbawienia jako noszenie broszki (vide Lech Wałęsa). Przecież czynią to już sataniści. "Zaadoptujmy krzyż! I niech zapanuje między nami zgoda". Taką zgodę przerabialiśmy z bolszewikami, trwa teraz w Korei Północnej, gdzie bożkami jest klan Kimów.

    Sam Pan tego nie wymyślił...pisze Pan to pod dyktando Szatana jako opętany intelektualnie, a jest to trudne do rozpoznania i nie poddaje się egzorcyzmom. Zaleca Pan też równe traktowanie "wszystkich wyznań i światopoglądów".

   Niech Pan to przekaże islamistom, a skrócą Pana o głowę. Ja tylko wskażę, że wiara katolicka jest Objawiona, a Pan zgłasza wymyślone (w tym durszlakowców z bp. Niemcem). Nie spodziewałem się po Panu Profesorze takiej bredni. 

   Pan pragnie jedności diabelskiej...odwróćmy to; Pentagram ma być znakiem wszystkich religii. Ateista będzie nosił krzyżyk, a teraz zabraniają. Dalej wskazuje Pan znowu jako filozof, że ja wywyższam się ze swoją wiarą (łaską).

   Zapewniam Pana Profesora, że tacy jak Pan są kochani przez Boga Ojca, bo ostatni będą pierwszymi. "Żyjemy w wolnym kraju, który gwarantuje wszystkim poszanowanie ich równych praw". Wierni Bogu Objawionemu przeszkadzają w zgodzie, a Pan głosi równość i braterstwo, ale "samych swoich". 

     Ponownie wraca Pan do szatańskiego pomysłu; adaptowania przez wszystkich krzyża i bluźni w okrutny sposób przeciwko Zmartwychwstaniu Pana Jezus (dodam, że z ciałem), bo my jesteśmy tuż po śmierci po odrzucenie "prochu z prochu". 

   Jakże piękny jest pełen miłości język Szatana, a znam się na tym; krzyż ma być "uniwersalnym znakiem kulturowym"...mieliśmy już to na kościółku Amber Gold!

   Nic Pan Profesor nie wie o wierze w Boga Objawionego, a stwierdza, że jest to "religia władzy" i "dominacja katolicyzmu" z prawem do krzyża. "Raz postawionego krzyża usunąć nie sposób! W każdym przypadku będzie to zamach na Boga, a jeśli nie na Boga, to na wolność religijną." 

    Dalej w rozważaniach bredzi Pan Profesor i miesza to, co jest Boskie z tym, co cesarskie. Świadczy to o wielkiej ignorancji duchowej Pana Profesora. Moje przeżycia po Eucharystii to wg koleżanek specjalistek od psychuszki; "brak krytycyzmu w stosunku do własnych przeżyć".

   Ciekawe, co napisałby po zbadaniu Pana Profesora, a też nie znają się na duchowości i leczą opętanych. Apeluje Pan, aby z usuwaniem krzyży poczekać, bo "Kościół będzie znaczył w Polsce tyle co w innych cywilizowanych krajach, a tłumy rzucające na tacę każdej niedzieli będą jedynie bladym wspomnieniem starców." Powiela Pan pogląd prof. Joanny Senyszyn, że Kościół Święty: to taca i kasa!

    Nikt nikogo nie zmusza do wiary, która jest łaską Boga. Sam żyłem jak poganin przez 40 lat i rozumiem myślenie Pana Profesora, ale budzi strach wykorzystywanie intelektu do bezpardonowej walki z jedynie prawdziwą wiarą katolicką (wejdź; Antykrzyżowcy).

   Na zakończenie udowadnia Pan Profesor, że krzyż był już znany w jaskiniach, ale zapomina o tym, że oddał na nim Swoje Życie Syn Boga...także za Pana Profesora. Jestem wiedzący i ostrzegam, bo gubi Pan Profesor siebie i swoich wyznawców. Zabija słabych i wątpiących słowem. Większość zbrodni jest decyzją gości w białych rękawiczkach.

    Wciąż wypomina Pan "dzieje Kościoła", a to nie jest budynek, taca i hierarchia. To Dom Boga Objawionego, gdzie podczas Mszy Św. jest konsekrowany chleb, a ja otrzymuję Eucharystię czyli Duchowe Ciało Pana Jezusa (Cud Ostatni).

    Nic Pan Profesor nie wie o tym, a zabiera głos...pędząc wprost do Czeluści Piekielnych! Co Pana obchodzą grzechy innych? Gdy wypowiedzą Pańskie to "dopiero będzie się działo"...

    W końcu szydzi Pan Profesor, ale prawdziwe jest zawołanie; "Nawróćcie się! Pan was kocha, a wy śmiecie się jeszcze wahać? Piekło wam niestraszne?"

    Krzyż z rozpiętymi zwłokami przeraża? A ja odpowiem;

"Panie, Ty widzisz, krzyża się nie lękam 

Panie, Ty widzisz, krzyża się nie wstydzę;

Krzyż Twój całuję, pod krzyżem uklękam,

Bo na tym krzyżu Boga mego widzę."

   Dalej nie da się czytać zapisu Pana Profesora w demonicznym amoku...

    W intencji tego dnia przekazałem poranną Mszę Św. z Eucharystią i wołaniem w litanii loretańskiej, a wieczorem przez godzinę odmawiałem moją modlitwę, bo wprost przeraża zachowanie ludzi wykształconych...

                                                                                                                             APeeL

 

 

   Po wczorajszym potwornym wieczorze (zbyt późno i niepotrzebnie zjadłem obiad), a jak się okaże było to w ramach intencji; za gubionych przez ciało. Z tego powodu - podczas Mszy Św. wieczornej - siedziałem drętwy na placu kościelnym...po wcześniejszym błogosławieństwie Monstrancją.

   Nie docierały czytania, a Eucharystia ułożyła się w łódź (pomoc, ochrona). Po powrocie łapczywie piłem zimne mleko, a później męczyłem się przez całą noc. To właśnie zapowiedziało zatrzymanie wzroku na krzyżu w garażu...przed wyjazdem do kościoła.

   Rano popłakałem się z wdzięczności...za przeżycie, bo wcale nie jest trudno głupio umrzeć. Jak nigdy ze łzami w oczach odmawiałem ulubioną modlitwę "Anioł Pański" z późniejszym wołaniem "Pod Twoją obronę"...zawsze dodaję słowa z pieśni "Pod Twą obronę" do Boga Ojca.

    To całkiem inny dzień, w garażu wzrok zatrzymał maleńki krzyżyk i spotkałem 3 gołąbki (bardzo lubię ten znak)...kiedyś po Mszy Św. leciały przed samochodem (prowadziły mnie) na głównej ulicy mojego miasteczka. W kościele na moje miejsce wpadł strumień światła słonecznego.

   W spotkaniu z Panem Jezusem (pierwszy piątek m-ca) uczestniczą wciąż ci sami wierni oraz rodziny zamawiające nabożeństwo. Można powiedzieć, że ludzie żyją jakby nie posiadali duszy.

    W tym czasie św. Paweł (Kol 1,15-20) wskazał, że; "Chrystus jest obrazem Boga niewidzialnego /../ On jest przede wszystkim i wszystko w Nim ma istnienie." Wybrałem tylko te dwa zdania, bo cały wywód jest zbyt trudny nawet dla mnie. Krótko mówiąc Bóg Ojciec, Stwórca Wszechrzeczy w Swojej Mądrości ukazał Siebie w Synu.

   Każdy zna słowa Pana Jezusa po prośbie ciekawskich Apostołów, aby pokazał im Ojca. Przecież widzicie Mnie! Później spotkam podobnego do b. burmistrza, który przyznał, że często go mylą w różnych miejscach. Jego znajoma stwierdziła, że są z tej samej wsi, a wszyscy tam są podobni.

    W tym czasie psalmista wołał; "Wstańcie z radością przed obliczem Pana. /../  wiedzcie, że Pan jest Bogiem /../ chwalcie i błogosławcie Jego imię." Natomiast faryzeusze i uczeni w piśmie pytali podchwytliwe Pana Jezusa dlaczego Jego uczniowie nie poszczą i nie modlą się. Pan odpowiedział im, że będą pokutować po jego odejściu.

    Eucharystia przewijała się do przodu...tak jak lubię, sprawiła pokój w sercu i duszy oraz słodycz w ustach. Padłem na kolana, a podczas czytania litanii do Serca Pana Jezusa i późniejszej pieśni z prośbą: "uczyń serce moje według Serca Twego"...przypomniała się nasza wcześniejsza zamiana serc. Wszystko zakończyło błogosławieństwo Monstrancją!

   W TVN 24 trafiłem na wstrząsające sceny uratowanych z oceanu (200 osób) na Bahamach, gdzie przeszła nawałnica. Płakałem razem z nimi, gdy witali się z krzykiem "Boże, mój Boże" w podzięce za ocalenie. Uratowano też operatora dźwigu budującego w Warszawie wieżowiec.

   Nie wiedziałem, że ten dobry dzień zakończy się nagłym pragnieniem uczestnictwa w wieczornym nabożeństwie w kaplicy Miłosierdzia Bożego...dodatkowo za wczorajszy dzień; za gubionych przez ciało, bo jest to ocean dusz ginących bezpowrotnie. Ponownie otrzymałem Ciało Pana Jezusa, odmówiliśmy koronkę do Miłosierdzia Bożego i zostałem pobłogosławiony Monstrancją...

                                                                                                                                 APeeL

 

 

Aktualnie przepisane...

18.04.2007(ś) ZA CZUWAJĄCYCH NADE MNĄ

    Pan Jezus powiedział: "Jeżeli Mnie prześladowali, to i was będą prześladować" (J I5, 20). A św. Paweł pisze: "Wszystkich, którzy chcą pobożnie żyć w Chrystusie Jezusie, spotkają prześladowania" (2 Tm 3,12).

Tutaj są dwa momenty;

1. pochwała cierpiętnictwa, a nawet wezwanie do masochizmu.

2. nieuchronność prześladowań może być wykorzystywana przez sekciarzy, którym udowadnia się odstępstwo od Prawdy (Kościoła Katolickiego), a oni wskażą na na słowa z Ewangelii; "Błogosławieni jesteście, gdy wam urągają i prześladować was będą" (Mt 5,11). Przecież bandyci są też prześladowani, a nawet skazywani na śmierć.

    Pan Jezus miał sfingowany proces z wyrokiem haniebnej śmierci, który niczym nie różni się od metod stosowanych obecnie! Dzisiaj nie ma jawnych procesów, bo jesteś oskarżany przez panów w białych rękawiczkach, śledzony i mordowany po rusku; samobójstwa w celi, wypadki komunikacyjne, napaść bez świadków z wywiezieniem do lasu i spaleniem, wrzucenie do nieczynnej studzienki kanalizacyjnej lub do pustego grobu...

   Ks. Jerzego Popiełuszkę porwano, maltretowano i wrzucono do Wisły w worku obciążonym kamieniami. Miałbyś taki pomysł? Natomiast biskup Jan Chrapek odpowiadający za media w Europie środkowo-wschodniej (CCEE) miał wypadek na trasie E7 (1948 - 18 października 2001). Szybko otrzymał pomnik, byłem na jego poświęceniu razem z oficerem politycznym z mojej jednostki wojskowej.

   Mnie załatwiła "banda dwojga";  obecny senator hrabia Konstanty Radziwiłł i św. pamięci Andrzej Włodarczyk (śmierć cywilno- zawodowa)...sprawa trwa już 10 lat i czekają na moją śmierć. Moja wiara i obrona krzyża Pana Jezusa to choroba psychiczna! Bolszewik nie przyzna się do błędu, nie przeprosi i nie da rekompensaty za celowe nękanie (karalne).

   Demon ujawnił mi ich strukturę. To kilku wtajemniczonych, na drugim końcu są tacy ja, a cała reszta nie ma pojęcia w czym uczestniczy i oni są karani (patrz sprawa syna Olewnika). Muszą siedzieć cicho, bo w więzieniu "popełnią samobójstwo".

    Teraz śmierć jest naturalna, sekcje wykonuje kolega z mafii (Smoleńsk), a towarzyszą mu "ramię w ramię" nasi lekarze (Ewa Kopacz). Dam przykłady napadu na mnie;

1. Wracałem z wizyty domowej i w ala wąwozie, który jest przy wjeździe do naszego miasta stały dwa samochody...w każdym było czterech udających Polaków, którzy blokowali przejazd! Pan wybawił mnie, bo nadjechał inny pojazd i musieli się rozstąpić.

2. Zreperowano mi pompę paliwową ("przez sklejenie"), samochód groził wybuchem

3. W drodze na Mszę Św. - z warsztatu samochodowego mającego długi plac - na pełnej szybkości wyjechał na mnie samochód sportowy. Nie nie słyszałem, bo obok komendy policji stała suka z zapalonym silnikiem...brakowało milimetrów do śmiertelnego uderzenia.

4. W suszarni "zamieszkał bezdomny", który wykręcił żarówkę, a dwa druty pod prądem połączył z rozciągniętym sznurem do wieszania mokrej bielizny (próba porażenia żony), bo tylko my nie mamy pralki automatycznej...

   Dzisiaj, gdy to przepisuję nie myliłem się, bo system trwa dalej, co pokazano w programie Polsatu "Państwo w Państwie". Mnie nie przeszkadza Pegasus, ale zarazem dziwi, że cyberprzestępca z Domu Chałtury ("Kultury") zgrywa mi zawartość komputera i psuje stronę internetową. Natomiast w oficjalnym zakładzie, gdzie chciałem nauczyć się robienia kopii...zrobiono to drogą samolotową na swój sprzęt i wygoniono mnie...nawet chciano wzywać policję! 

   Komusze służby nie mogą wyzbyć się traktowania normalnych Polaków jako wrogów. Wszyscy mają donosić jeden na drugiego, a resztę mordujemy w różny sposób (w tym "zabijanie przez nękanie"). Władza zmieniła się, a moja sytuacja nie uległa zmianie.

   Ten dzień przekazuję za wszystkich; czuwających nade mną. Zrozum, że jest to bardzo przykre, gdy widzisz tych ludzi wierzących w moje szpiegostwo...chętnych do służenia (czytaj "gubienia duszy").

    Dzisiaj, gdy edytuję tę intencję (07.09.2019) spotkałem takiego znajomego, którego wciąż zapraszam do kościoła...nawet oferuje podwiezienie, bo jest w wieku odlotowym. Nie będzie mógł powiedzieć, że nie wiedział! Mówiłem mu o duszy, która nie ginie nawet w Piekle. Sprawiedliwość Boża jest otchłanią miłosierdzia, a po śmierci okrutna, bo raz wydany  wyrok nie ulega zmianie. 

    Zważ, że jest to intencja za tych ludzi, którzy powinni przybywać całymi autobusami do domu Pana i na kolanach prosić o przebaczenie, a oni wciąż tkwią w wierności systemowi "sprawiedliwości społecznej".

                                                                                                                        APeeL