Jakże piękny jest każdy dzień mojego życia. Po wczorajszej pustce duchowej z zesłabnięciem ciała...dzisiaj poczułem się nowo narodzonym. To zarazem przekłada się na chęć do pracy na Poletku Pana Boga.

    Musisz zrozumieć i uwierzyć, bo nawet mój proboszcz wahał się i nadal nie może potwierdzić mojej łaski, ale zaczyna mówić o mistyce. Cóż dziwić się kolegom z Izby Lekarskiej, a szczególnie psychiatrom-ateistom dla których nadprzyrodzoność to czarna magia.

    Jeżeli piszę, że jestem wiedzący to wrogowie wiary zarzucają manię wielkości. W takim razie „Dzienniczek” s. Faustyny to urojenie i wielkie mniemanie o sobie ze wskazywaniem na bezpośrednie kontakty z Panem Jezusem.

    To samo Żydzi zarzucali Panu Jezusowi i dalej tkwią w tym, że z Nazaretu nie może  pochodzić nic dobrego...to syn cieśli, 30 lat nie ma, a był wcześniej niż Mojżesz. Nawet Piotra i innych Apostołów uważano za tych, którym pomieszało się w głowie, bo chodzą za Panem Jezusem zamiast łowić ryby i robić to, do czego zostali stworzeni.

    Ty, który to czytasz musisz zrozumieć, że nie trafiłeś na ważniaka, bo wybranie przez Boga oznacza krzyż...krzyż ujrzenia zguby większości lub wielkich kłopotów. Nawet z mojego bloku bezskutecznie zapraszam do Domu Boga: od gasnącego w oczach poprzez starego komunistę do żony policjanta.

   Do wielu nie miałbym odwagi zagadać. Tak jest też z Bogiem Ojcem...tego zaprasza, tego wzywa, a garstkę wybiera. Wielu nie może pojąć, że wykształcony lekarz zaczyna chodzić do kościoła i „wciąż mówić o tym samym” (wg trzech moich cudzołożących sióstr, a dwie z nich nie mają przeszkód w otrzymaniu sakramentu małżeństwa).

    Na tym tle z blogu Jacka Kowalczyka (listy-ateisty) zacytuje tylko kilka zdań dyskutantów: ja jestem wierzącym harcownikiem i powtarzam mantry, bo istnienia Boga nie można udowodni eksperymentalnie. Dziwne, że oszukani nie piszą o Szatanie...nawet nie wiedzą, że są opętani intelektualnie i nie wspominają o innych religiach tylko o prawdziwej.

   Ważniejszy ode mnie jest prof. Kołakowski stwierdził, że Bóg zmyl się w nim 60 lat wstecz i nigdy nie doświadczył w sobie obecności Boga Ojca. „Nigdy nie objawił mi się Bóg, który, jako wszechobecny, jest niby wszędzie /../ Gadam, rzecz jasna, o religii, /../ ale teraz to tylko zwykły temat poznawczy i prywatne śledztwo w sprawie oszustwa”. Bóg Jahwe i udający Jego Syna Pan Jezus to wymyślony spektakl. Profesor Joanna Senyszyn wyraża to w dwóch słowach: „taca i kasa”.

   Z tego wynika, że moje codzienne Msze św. od 30 lat to wynik oszusta. Spróbuj iść do kościoła codziennie przez 7-10 dni i to na 6.30, gdy pragniesz snu. Pan Bóg słusznie wybrał pokerzystę, a wiesz jak to jest z podobnymi.

    W dalszym bełkocie opętany na tym blogu Pomocek wymiotuje od Szatana porównując Deus Abba do wymyślonych bożków, których ludzkość nigdy nie doświadczyła...podobnie jak baby-jagi, krasnoludki, wilkołaki, trolle.

    Dlaczego tak zacząłem tę intencję? Na tym tle chce pokazać ciemnogród, który nie wstydzi się krzyża (opiekuję się „moim” od 30 lat), a teraz w oczekiwaniu na nabożeństwo majowe uwagę zwróciła młoda i piękna pani, która pocałowała k r z y ż przed kościołem.

   Pomyślałem o intencji modlitewnej, bo: „krzyż mój całuję, krzyża się nie wstydzę”. Może to będzie intencja: za tych, którzy nie wstydzą się Boga i wiary. W tym czasie zły kusił, aby zebrać wszystkie cechy jasnogrodzian (wiara w wielki wybuch, ewolucja, itd.), okradzeniem mnie przez rodzinkę, oraz krzywdę zawodową...

    Na nabożeństwie majowym klęczałem i tak było mi dobrze. Wszystkie zawołania do Matki Bożej wpadały w moje serce, ale zwróciło uwagę "Wspomożycielko wiernych". Po błogosławieństwie Monstrancją patrzył z oddali Pan Jezus Miłosierny, figura Zbawiciela z Sercem oraz krzyżyk na piersi s. Faustynki. Szkoda mi, bo zgubiłem taki sam, a wiele lat towarzyszył mi w modlitwach...

    Eucharystia sprawiała przewagę duszy, rozmawiałem ze znajomą, aby spełnić moje pragnienie, a Pan dał mi wielkie książek, które ktoś zostawił w tym O. Pio i Glorię Polo „Trafiona przez piorun”.

    Wyszedłem na modlitwę. Nie znałem dokładnej intencji. Po drodze zagadałem sąsiada w oknie, ponieważ gaśnie, a ja chcę zawieźć go do kościoła. Odpowiedział, ze: „ja nie wstydzę się Boga”. Prawie chciałem krzyknąć, bo sprecyzował i potwierdził intencję modlitewną tego dnia, która umożliwiła mi odmówienie całej mojej modlitwy i to w wielkiej żarliwości…

                                                                                                                                        APeeL

 

 

 

 

    Wczoraj wypadło 50-lecie poświęcenia naszego kościoła p.w. Trójcy Świętej. Ksiądz proboszcz z dużym wysiłkiem zorganizował obchody. Zmrok, śpiew ludu oraz ptaków (wiele budek wokół kościoła), zapach kadzidła oraz wymodlona pogoda.

    Emerytki związane z radiem Maryja z trudem zebrały po 100 złotych (bogaci mają ciężką rękę) i zrealizowały zamówienie; kupiły piękny krzyż z Ciałem naszego Zbawiciela, Jezusa Chrystusa, który poświęcono.  Pocałowałem Serce Najwyższego, a Pan w błysku ukazał mi, że to wszystko Prawda. Zobacz  w i e c z n y  plon zasianego - przez ojca Rydzyka - ziarna.

    Droga Krzyżowa, każda grupa ma jedną stację, świece, śpiew…chciałbym, aby to trwało do końca świata. Na uroczystości było dużo ludzi, niektórzy płakali, śpiewali, a ja nie mogłem wstać z kolan. Para młodych ludzi dziękowała za umocnienie w ich rozterkach duchowych. Tylko mi nie mów, że to obrzędowość religijna i zwyczaje ludowe, bo to dzień lokalnej chwały Syna Boga!    

    Tuż po wstaniu przed Mszą św. zapytałem żonę; jak pisze się: „cały Twój”, ale źle mi tłumaczyła. Idę do garażu i śpiewam; „nie opuszczaj nas, nie opuszczaj nas, Matko Najświętsza nie opuszczaj nas”. To okaże się nieprzypadkowe.

   Na końcu nabożeństwa (za wczorajszą intencję) klęczałem przed Matką Bożą z Fatimy, a „spojrzał” gołąbek u Jej Stop…to znak, że dyżur lekarski będzie spokojny. Później się okaże, że poprzednicy jeździli całą noc. Każda sobota to dzień „maryjny”...

    Daleki wyjazd do starowinki wymagającej oceny ortopedy (osteoporoza starcza, szczupła, możliwość uszkodzenia biodra). W karetce mam pismo-podarowane przez proboszcza, gdzie są słowa „Tuus Totus „ cały Twój Maryjo z art.  o o. Honoracie Koźmińskim.

    Ze starej kasety popłynie piosenka buchaltera-poety; „Jest jedna Jedyna, którą kocham najwięcej dla Niej wszystko poświęcę, wszystkie noce i dni...o całym świecie zapominam /../, bo tą Jedyna, jesteś Ty”.

    Serce zalał ból, spojrzały wizerunki Matki z „Rycerza”, a z włączonej kasety będzie śpiewana litania do NMP, a  Matka Najświętsza pokazuje mi ludzi cierpiących;

  •  Komunia Święta, a w rodzinie zachorowała córka (szpital)
  •  dializowany, uszkodzony człowiek (53 lata)…bieda
  •  alkoholizm i zwykłe zapalenie spastyczne oskrzeli…zleciłem kurację za kilka złotych, bo    palaczom pomaga Doxycyklina 
  •  tej młodej zniszczonej przez alkohol zabrano dzieci, wegetuje i pije, gdy dadzą…właśnie wezwała karetkę do siebie i udawała ciężko chorą (leżała na ziemi), aby otrzymać „jakiś zastrzyk”.

    Jakże widzę cierpienia tych ludzi. Teraz stoimy karetką przy wielkiej kapliczce…zabieramy pijanego szaleńca (biegał po ulicy z pierzyną, w domu „maluje”…wszystko powywracał). Namówiłem go na szpital; „Palikot przebadał się za 2800 zł. a panu zrobią to za darmo"...udało się.

   Jeszcze poród w środku nocy, a rano trafił się mój pacjent umierający powodu przewlekłej niewydolności oddechowej...pędziliśmy, a lekarz w szpitalu pyta „co się dzieje?”.

    Procesja kościelna. Obok mnie ojciec pcha niepełnosprawnego synka, który pyta dokąd idę. W telewizji trafię na program o 150 latach niewolnictwa (Anglia, Jamajka)…pokazują metalowe kajdany, usztywniacze kolan, blokady języków. Pracowali przez 3 lata i ginęli…w tym dzieci.

   Jeszcze ofiary trzęsienia ziemi w Chinach z krzykami rozpaczy, a w tym czasie z kasety płynie śpiew ludu; „Matko Najświętsza przyczyń się za nam”...

                                                                                                                                        APeeL

 

 

 

    Po upadku stałem w samotności przy krzyżu Pana Jezusa i dotykałem gwoździa w świętych stopach. Taki właśnie gwóźdź "wyjął się" z fartucha w przychodni. Kiedyś zabrałem go z krzyża na cmentarzu. To ewidentny znak cierpienia mojego i Pana Jezusa.

   Po Komunii św. dziękowałem ze łzami w oczach za pomoc i wszystko. „Patrzył” wizerunek Pana Jezusa wykonany dla dzieci 1-komunijnych. Oczy Pana wyraźnie uśmiechnięte...

    Z serca zawołałem: ”Panie Jezu! Panie Jezu! dziękuję za wszystko / Niech łaska Twoja zawsze mi sprzyja”...także dzisiaj. To wypłynęło z głębi serca, a Pan Jezus sprawi, że wytrwam 12 godzin pracy z uśmiechem. 

     Pod przychodnią otworzyłem „Biblię” św. Jehowy, gdzie pod palcem była: „Skrucha Daniela” ze słowami: „Jahwe pozwala twemu grzechowi odejść”. A dzisiaj, gdy to przepisuję (17.05.2019) wzrok zatrzymał kwartalnik „Z Niepokalaną” i tytułem na okładce: „Ja odpuszczam tobie grzechy”. Tak, bo ja jestem dzieciątkiem, które przewróciło się i teraz płacze. Zapamiętaj: w upadku proś o przebaczenie, bo nędza nasza wielka, a miłosierdzie Boga nieogarnione...

    Od  7.00-19.00 trwała praca w przychodni nawet na chwilkę nie mogłem wyjść z gabinetu. Moc Pana sprawiła pracę z radością, napływała także pomoc w rozpoznaniach...chorzy widzieli i doceniali ten trud, a nawet pocieszali mnie i chwalili.

    Zrobiło mi się przykro, że nie podarowałem 20 zł. biednej rolniczce...żałowałem dać jej ten papierek (kiedyś tak uczyniłem). Może liczyła na pomoc? 3 x tyle nie żałowałem na wódkę „dla chłopców”...aż chce się płakać! 

    Jakże Bóg - na każdym miejscu - pokazuje moją nędzę! Nie straciłem pracy w pogotowiu, otrzymałem ochronę, nawet kierownik zmiękł, a przezywają go „Bin Laden”...nie potrącono za godziny moich wybryków. Jak wielkim glinianym garnkiem jesteśmy. Piszę to wszystko jednym tchem.

   W pracy towarzyszył mi wizerunek Pana Jezusa słynącego łaskami (Paradyż). Ten obrazek otrzymałem kiedyś z ręki kapłana.

   Na spacerze odczytałem intencję i odmówiłem moje modlitwy. Rano popłakałem się ponownie z powodu otrzymanej pomocy, a w ręku ponownie znalazł się Pan Jezus z Paradyżu. Na ten moment popłynie piosenka Seweryna Krajewskiego:

    „Nie spoczniemy, nim dojdziemy”, a wzrok zatrzyma usunięty cierń z korony Pana Jezusa...

                                                                                                                             APeeL

  

 

 

    Dzisiaj myślałem o Mszy św. wieczornej, ale zerwałem się i zdążyłem na poranną. Płyną czytania o rozszerzaniu się Słowa Bożego (Dz 12,24-13) oraz Ew (J12,44-50), gdzie Pan Jezus mówi o Słowie od Ojca.

    Piszę to o 20.00, a rano nie zwróciłem na to uwagi, a po Eucharystii nie mogłem opuścić  kościoła. Powiem Ci, że Szatan działa z mocą w świątyni Pana, ale ucieka po zjednaniu ze Zbawicielem... 

    W przychodni był nawał pacjentów (7.00-15.00), ponieważ kolega miał wolny dzień. Pojękiwałem tylko: „Ojcze! Och Ojcze! Tato!”. Po wyjściu z przychodni napłynęła radość z posiadania samochodu, bo mamy zawieść kwiaty pod krzyż Pana Jezusa, które żona kupiła na targu.

    Ja z wdzięczności dałem jej radio do kuchni, które dobrze odbiera modlitwy z radia Maryja. Moje serce zalało pragnienie modlitwy i wołania do Boga. Przepłynął cały świat spragnionych Słowa, tam gdzie ludzie są pozbawieni takiej możliwości. Poszedłem na nabożeństwo majowe i ponownie przyjąłem Eucharystię. 

    O 21.00 Pan Jezus powiedział do mnie z X tomu "Prawdziwego życia w Bogu" str. 95: "Ja jestem Słowem, a Słowo Boga jest czymś żyjącym i aktywnym (...) Ja jestem Słowem Boga i z Moich Ust wychodzi ostry miecz (...)”.

   Wielu czytających zarzuca mi korzystanie z objawień Vassuli Ryden, ale ona w tym momencie jest tylko narzędziem, bo Pan Jezus mówi to do mnie, a Ty masz dowód na Prawdę! Przecież otwierając na "chybił / trafił" nie planowałem, że moja intencja otrzyma potwierdzenie. To zarazem jest dowód pośredni na prawdziwość objawienia tej żyjącej sługi Pana.

   Szatan nie lubi takich świadectw na żywo. Nie wierzy się w „przekazy” bezpośrednie, a moje natchnienia i prowadzeni Boże także traktuje się jako chorobę. Dzisiaj, gdy to przepisuję (17.05.2019) spotkałem św. Jehowy, którzy "trzymają się" słowa (uczą ich prawie na pamięć). Mówią o Szatanie, ale nie widzą, że właśnie ich oszukał!

   Wokół jest pełno „znawców”, mądrusiów od przecinków, którzy nie potrafią przeskoczyć płotka z napisem: nadprzyrodzoność. Ciała i mózgi tych ludzików są ociężałe od ludzkiego myślenia. Dziwi ich nawet udokumentowany już przekaz myśli.

   Ja natomiast na Słowa Pana Jezusa kręcę głowa z zadziwienia, a jestem bardzo zmęczony, słaby i senny. Stoję wobec Tajemnicy, bo my Słowo traktujemy dosłownie...w mowie i piśmie! Taka jest nasza nędza!

                                                                                                                           APeeL

 

 

 

 

    W środku nocy - z wielką jasnością - zrozumiałem śmiertelny bój duchowy, który toczy się nad nami. Zły działa przy pomocy nienawiści (anty-miłości): z ukrycia, aby nie został ujawniony. Przypomina to działanie złych sił ziemskich, bo łajza i zbrodniarz nie odważy się wejść przez główne drzwi i oświetlone miejsce. Może wejść, ale zasłoni twarz.

   Tak też postępuje Szatan, a dodatkowo jego nie ma, bo zło czynią tylko ludzie. Belzebub jest tylko w głowach zacofanych ciemnogrodzian, bo żaden człowiek mający rozum nie wierzy w bajki straszące dzieci i głupich! Nawet w Kościele Pana Jezusa nie mówią o nim!

    Pan Bóg i Zbawiciel działają jawnie, a Matka nawołuje, aby mówić, że Jest i ujawnia się w objawieniach: „Dzieci Ja Jestem”. Moc energii miłości Matka wykazała w Objawieniach Fatimskich: z Jej dłoni wypłynęła jasność, która w sercach dzieci spowodowała nasilenie Bożej Miłości.  Na szczycie wszystkich miłości jest  c a r i t a s  czyli Boża miłość miłosierna.

   Podczas zasypiania „ukazał” się facet z przepięknymi zębami, ale uśmiech miał satanistyczny i tylko jedną połowę wąsów! Szkoda, że nie zapamiętałem wizji pięknych krzyży, bo to zapowiadało czekający mnie bój duchowy.

   Podczas przebudzenia wzrok padł na krzyżyk, a przez firankę tańczyły cienie liści rzucanych na białe drzwi. Ile różnych pociech jest na ziemi: słońce, wiatr, ptaszki, ale zarazem ujrzałem cierpienia spowodowane brakiem normalnej ludzkiej miłości.

   Napłynęły obrazy samotnych lub porzuconych kobiet. Co dzieje się w takich smutnych duszach? Jakże cierpi z nią Matka Prawdziwa! Ile radości daje miłość u ludzi. Zły wie o tym i przeszkadza. 16-letnia dziewczyna napisała w swoim dzienniku w 1938 r.; „nie pójdę na żaden film, jeżeli nie będę pewna, że nie zaszkodzi mojej duszy”...

    Żona nie widzi tego boju - i w złości na dzieci - kieruje ku mojej osobie. Nie winię jej, ale to wielkie cierpienia. W tej sekundce chce się krzyknąć: Matko Miłości! Włączyłem radio i słuchałem rozważań o Bogu Ojcu, który „mówił przez wszystko", a ja dodam, że "nadal mówi do każdego z nas", a wynika to z zapisów mojego dziennika. 

   Z natchnienia trafiłem do pobliskiego kościoła, gdzie dzieci śpiewały z organistą przed wielkim obrazem Pana Jezusa z Gorejącym Sercem: „Pan Jezus jest tu, zabierzemy Go z sobą do domu, z Nim będziemy lepsi”. Eucharystię przyjąłem w intencji ludzi żyjących bez miłości, a także rodzin żyjących bez miłości.

    Po powrocie do domu okazało się, że żona naszykowała dwie wielkie paczki odzieży dla biednych u których byłem przed trzema dniami. Później, w TV Trwam trafię na program o adopcji duchowej.

    Teraz ważna uwaga. Zły wszystko o d w r a c a. Teraz jestem rozdrażniony, a senno­ść prawie mnie przewala...demon natychmiast podsuwa „natchnienie”, aby jechać na działkę i tam dokonać zapisków (jestem do niczego)! Zawołałem: „Pod Twoją obronę", ale wystarczy zwykły okrzyk „Matko ratuj". Jego atak bardzo łatwo rozpoznasz: narasta rozdrażnienie i naprawdę nie wiesz co robić.

   Zostałem w domu, wyspałem się i wrócił humor, chęć do życia, pisania, modlitwy i wiem, że mam jechać pod krzyż Pana Jezusa. W sercu powstała koronka miłości z zawołaniem „Ojcze Przedwieczny przyjmij przez Niepokalane Serce Matki wszy­stkie cierpienia Pana Jezusa jako przebłaganie za grzechy ludzi żyjących bez miłości”.

   Daję to jako przykład, bo mamy tworzyć własne zawołania do Boga. Na działce wszystko przepisałem, wymieniłem kwiaty na krzyżu i wróciłem do domu "jako syn Boży ". Dzisiaj wreszcie będę mógł spokojnie spędzić ziemski wieczór. Zapomniałem o śmiertelnym boju nad nami.

  Żona poszła pod figurkę Matki Bożej, a ja mimo ostrzeżenia „nie!” wypiłem dwa kieliszki wódki, które wystarczyły do „dyskutowania z córką", bo widzę wszechobecny f a ł s z. Oto redaktorzy i redaktorki, ale żadnego normalnego! Szczekają na religię, a wtóruje im moja córka.

   To śmiertelny bój z Matką i Panem Jezusem. Nikt ich nie pokona, bo to "Egipcjanie" (kochający okupację). Właśnie Wałęsa jest w Egipcie...duże „sukcesy” na zewnątrz, a marność w kraju. Do dyskusji włączyła się żona i atakowała córkę o egzaminy.

   Uciekłem do kuchni i w ciemności wołałem: „Jezu! przecież to moja wina, bo muszę być ponad to wszystko, przecież jestem bardziej obdarowany i więcej wymaga się ode mnie. Wiem o tym, Panie Jezu! Trzeba być w stałej gotowości! Przepraszam Panie Jezu, przepraszam”.

   Trwałem tak z twarzą w dłoniach, a żona wskazała, że teraz (w maju) także zauważyła nasilenie działalności złego, ale nie poddaje się...

                                                                                                                      APeeL