Schodzę z dyżurów w pogotowiu (48 godzin) nieobecności w domu, a przede mną dwa tygodnie urlopu. Nie przychodzi zmiennik, nawet zadzwoniłem do żony. W nocy po powrocie z wyjazdu oglądałem koncert " Graj piękny Cyganie". Cygan to symbol wolności, braku przywiązania do miejsca, przemieszczanie się.
Nakarmiłem sukę z małymi, a druga szczenna utknęła w kratce okienka (przeszłą jej głowa). Poprosiłem sanitariusza o uwolnienie jej. Poczułem, że jest to początek intencji modlitewnej...aż kręciłem głową.
Na ten czas z „Prawdziwego życia w Bogu” popłyną słowa Pana Jezusa: "Pozwól mi posługiwać się tobą w sposób dowolny aż do momentu, kiedy przyjdę cię uwolnić”. Pan dodał, że: „Wolność trzeba znajdować we mnie"! Trafiłem na Mszę świętą o 10:15. Padną tam słowa (Jr 23,1-6) o złych pasterzach z ostrzeżeniem o ich odpowiedzialności.
Psalmista wołał (Ps 23,1-6): Pan mym pasterzem, nie brak mi niczego. Pan Jezus w Ewangelii (Mk 6,30-34) zalecił Apostołom odpoczynek: „Pójdźcie wy sami osobno na miejsce pustynne i wypocznijcie nieco. Tak wielu bowiem przychodziło i odchodziło, że nawet na posiłek nie mieli czasu. Odpłynęli więc łodzią na miejsce pustynne, osobno.” To nic nie dało, bo potrzebujący uzdrowienia czyhali na nich.
Natomiast ja otrzymałem wytchnienie ze spacerem w polach, wśród kwiatów i śpiewu ptaków. W takich warunkach popłynie moja modlitwa przebłagalna w inencji tego dnia z okrzykiem: "Jezu! Nie chcę tu być! Pragnę uwolnienia!”…
APeeL