Po drodze na Mszę św. przed dyżurem w pogotowiu w oknie zakładu fotograficznego wzrok przykuły zdjęcia dzieci. Pomyślałem, że szukający drogi do życia wiecznego i świętości powinniśmy stać się jak dzieci. Nawet mówił o tym Pan Jezus: „jeżeli nie staniecie się jak dzieci nie wejdziecie do Królestwa Bożego”. Poprosiłem Boga Ojca o opiekę nad moją rodziną.
To były sekundowe błyski i to w porannej słabości, która po zjednaniu z Panem Jezusem w Eucharystii sprawia moc duszy i ciała fizycznego. W tym czasie przepraszałem za moje bezeceństwa…nawet przypomniał się kierownik pogotowia, który stwierdził, że jestem oszustem karcianym. Potwierdziłem to i powiedziałem, że „od tego momentu przechodzimy na ty”. Zarazem spotkanej pani życzyłem, aby "Ojciec Najświętszy pobłogosławił ją”…
Od Ołtarza św. popłynęły czytania...
1. Świętego Jana (1J 2,18-21): Dzieci, jest już ostatnia godzina (…) oto teraz właśnie pojawiło się wielu Antychrystów (…) nie wszyscy są naszego ducha (…) żadna fałszywa nauka z prawdy nie pochodzi”.
2. Natomiast psalmista wołał ode mnie (Ps 96,1-2.11-13), abyśmy śpiewali Bogu na wszelkie możliwe sposoby i grali na różnych instrumentach. Tak jak chwali Go szum morza i krzyk mew, szumiące drzewa w lasach oraz wszystko, co rośnie na polach. Przypomniało się moje wołanie wskazujące na korzonki. To dziwne, bo z czarnej ziemi ii nawozu rośnie nasz chleb codzienny, zarazem cud stworzenia, bo nigdy się nie znudzi oraz piękne róże dla Matki Najświętszej. Popłakałem się, musiałem przerwać ten pean, bo łzy płynęły po twarzy.
Po Eucharystii padłem na kolana wołając ze słodyczą w duszy i ustach: "Tato! Ojcze! Przyjmij to nabożeństwo w intencji tego dnia”. Napłynęła zarazem bliskość Ojca Najświętszego! Nie można opisać tego poczucia, które rozumie matka mająca małe dziecko.
Wezwano wcześniej na dyżur w pogotowiu, a ja trwałem w ekstazie z poczuciem bycia dzieckiem Boga Ojca. Już na początku trafił się daleki wyjazd na którym przejeżdżaliśmy obok mojego krzyża. W tym czasie wróciła dyskusja telewizyjna Jerzego Urbana z Walendziakiem. Jakże ciągnie mnie do takich. Przecież Pan Jezus oddał za takich swoje życie, on potrzebuje naprawy.
Szukamy właściwej drogi do chorego, a kierowca zrobił kółko wokół krzyża we wsi, tak zmyliśmy drogę. Bogaty dom, ciepło, dziadek bliski odejścia - chyba nie rozpoznano u niego guza płuca prawego! Podczas obsłuchiwania...na nim trwała cisza. Zabraliśmy go do szpitala.
Na początku dyżuru demon kusił mnie do zmiany kolejki wyjazdowej...przebieg dyżuru byłby niezgodny z później odczytaną intencją, bo kolega jeździł z porodami...
W czasie wolnym personel pogotowiu żartował z naszego palacza, który skarżył się, że nie przydzielono mu łopaty. W dyrekcji odpowiedzieli mu, niech się cieszy, że ma pracę! W temacie aborcji większość była za zabijaniem. Natomiast ten prosty człowiek wie, że jest to zbrodnia. Nawet zapytał zwolenników zabijania: ile mają dzieci...dwójkę...w tym jedno weselne!
Jak się okaże w ramach dzisiejszej intencji próbowałem zreperować telewizor, szukałem odpowiedniej żarówki oraz pomogłem w pchaniu samochodu, aby go uruchomić…przepłynęły różne awarie, w tym elektryczności. W Krakowie, samochody po wypadku zablokowały tunel, mieli też awarie elektryczności...będę też badał mechanika samochodowego.
Teraz pomagamy w kolce nerkowej z zatrzymaniem moczu, po zastrzyku musi jechać do szpitala, bo nie poradzimy. Natomiast babcia ma niedrożność przewodu pokarmowego („stawianiem się jelit”) z powodu zrostów po usunięciu pęcherzyka żółciowego z kamicą.
Natomiast na wyjeździe przejeżdżaliśmy obok wiejskiego kościoła z figurą Matki Bożej i trwającym właśnie nabożeństwem. Łzy zalały oczy, ponieważ w mojej modlitwie wypadła właśnie „święta Agonia Pana Jezusa" z ponownym poczucie bliskości Ojca Najświętszego! Trafiło się dzieciątko! Później pędziliśmy do potrąconego przez samochód. Młody chłopak nic nie pamiętał, jego czaszka była zdeformowana, uszkodził sobie też udo. Ile nieszczęścia spadnie na jego rodzinę, dochodzenie z powodu wypadku, zagrożenie życia i koszty.
Ukoił sen, a wokół trwał bałagan z powodu zbliżającej się północy. Jakby z nieba, w tym czasie przejeżdżałem obok mojego bloku z figurą Matki Bożej Niepokalanej pod którą zapaliłem lampkę. Wezwano do anginy u niewiasty, ale w bloku ktoś wypalił nazwiska mieszkańców w domofonie.
Uciekłem do łóżka, ponieważ nie lubię oklepanych życzeń, natomiast dziękuję Bogu Ojcem Najświętszemu za ten dzień. Nagle zrozumiałem w życzeniach dobro, a wielu postanawia n a p r a w ę, która upada następnego dnia. Dyspozytorka od jutra nie będzie paliła, dołącz do tego narkomanów, które chwali Kora (Olga Sipowicz).
W głębokim śnie przywitałem Nowy Rok w jakimś towarzystwie, gdzie mówiłem o duszy i życiu prawdziwym. W ramach intencji naprawiałem też samochód.
Przebudzony o 6:00 odmówiłem „Anioł Pański” z pragnieniem rozpoczęcia Nowego Roku z Bogiem Ojcem i Jego błogosławieństwem. Wielu pragnie się naprawić, ale jest to trudne bez pomocy nadprzyrodzonej…
APeeL