Na Mszy świętej porannej, jak nigdy trwał wielki smutek! Przypomniały się słowa Pana Jezusa do Boga Ojca, kończące wczorajsze świadectwo wiary…
- Ojcze, droga po której stąpam, jest trudna. Tyle na niej smutku (…)…
- Jezusie, Synu Mój, tylko przez smutek osiągniesz radość, żądania zostaną spełnione, a grzech pokonany (…).
Ten smutek to także smutek Pana Jezusa w Getsemani. Zbawiciel przez cały czas nie miał chwilki wytchnienia. Ten smutek nie jest ludzki, ale duchowy...zesłańca do „tej łez krainy”, gdzie panoszy się k s i ą ż ę tego świata.
1. Ja nie mam takich przeżyć i zdziwiłem się, ze w czytaniach Słowa Bożego będzie relacja (2 Krl 11,1-4.9-18.20) o „wytępienia całego potomstwa królewskiego” przez Atalię po śmierci swojego syna. Uratowano tylko Joasza, którego ukryto w sypialni z mamką. Za czasów Pana Jezusa była to „rzeź niewiniątek”. Pomyślałem o zaginionych bez wieści, a tak stało się z naszym synem! Później trafiłem na program: “Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie“.
2. Psalmista zawołał od Boga Ojca (Ps 132,11-14.17-18): Wzbudzę tam moc dla Dawida, przygotuję światło dla mego pomazańca. Odzieję wstydem jego nieprzyjaciół, a nad nim zajaśnieje jego korona”.
3. Natomiast Pan Jezus wskazał w Ewangelii (Mt 6,19-23): „Nie gromadźcie sobie skarbów na ziemi (…) Gromadźcie sobie skarby w niebie (…) Bo gdzie jest twój skarb, tam będzie i serce twoje (…)”.
Śmiertelny smutek dotyczy niewinnych ofiar różnych wojen...na rozkazy, szczególnie chorych na władzę! Nawet opłakują takich matki w KRLD, którzy giną na Ukrainie! Tam też wybrał się biedny i wielodzietny Hindus. Zwabiło go ogłoszenie Federacji Rosyjskiej, że nie będzie na pierwszej linii frontu. Ślad o nim zaginął, a dzieci pytają teraz matkę: „gdzie jest tata”?
„Trzeba najpierw zwracać się do Boga Ojca, który wprost mówi: „robisz krok przyjdź do Mnie”. Tak właśnie uczyniłem następnego ranka o 4.30 i do Mszy św. o 7.30 miałem gotowe świadectwo, które czytasz. Wymieniłem tylko kilka cierpień, a jest ich ocean.
Mój smutek tego dnia był zarazem wynikiem zaburzenia rytmu serca, które potrzebuje impulsów elektrycznych do prawidłowej pracy. Jako lekarz nie wiedziałem jaka jest przyczyna. Chodziło o to, czym mam dobry węzeł zatokowo-przedsionkowy (rozrusznik serca), który jest w ścianie prawego przedsionka.
Poprosiłem Boga Ojca, aby dotknął mojego serca, a natchnie sprawiło, aby dokładnie przeczytać objawy uboczne pobieranego leku. Okazuje się, że u jednego na dziecięciu chorych pojawia się wolna czynność serca (bradykardia). Pomyślałem o stopniowym wycofywaniem się z jego pobierania, bo chyba go nie toleruję.
Ogarnij całe zło i to oczami Boga Ojca, a zrozumiesz cierpienie Jego Serca i niewyobrażalny smutek z powodu zguby większości dusz. Nie ma tu czasu i miejsce na nasze wesołości. Nadchodzi niechybna zagłada, a wszyscy bawią się jak dzieci na rynku.
Popatrz na wszystkie programy telewizyjne, to prawie codzienny festiwal. Nigdy nie spotkasz tam zaproszonego katolika. W głowach decydentów nie ma duchowości. Nawet nie pomyśli taki o duszy i co jest z nami po śmierci...żyje dla życia i tak umiera! Zdziwiony później, że nie ma ciała fizycznego.
Każdego z nas Szatan mami: z jednej strony chwałą własną (wielkością), przyjemnościami, a u innych budzi zwątpienie, straszy czym się da, wyolbrzymia problemy, abyśmy nie ujrzeli obdarowania przez Boga Ojca. Zrozum teraz kogoś bezradnego, czekającego na operację nowotworu, który ma śmierć w oczach. Nawet odwróci takiego od Boga Ojca z powodu spotkanego go nieszczęścia ze śmiertelnym smutkiem. Ile mamy pięknych instytucji proponujących pomoc, a to fasady! W potrzebie, nikt ci nie pomoże: licz tylko na Boga Ojca!
Eucharystia nie zmieniła mojego smutku, a na wieczornym nabożeństwie do Najświętszego Serca Pana Jezusa znalazłem się pod obrazem Trójcy Świętej podświetlonej przez kolory witraża. Wołałem do Boga Ojca o zmiłowanie dla objętych i za dusze takich.
Pan dał do ręki karteczkę ze słowami jakiegoś Krzysztofa (nie mogłem odczytać nazwiska). „Boże Ojcze! Może usłyszysz mój szept. Ja jeszcze chcę żyć, bo tyle przede mną!”
Tak samo było ze świętym Pawłem. Wiedział, że lepiej jest odejść, ale każdy z nas ma jakąś misję. Podobnie jest ze mną, nie chcę być na tym zesłaniu, ale mam jeszcze do opracowania ogrom świadectw wiary…
APeeL
Oto skrót aktualnie przepisanego świadectwa
25.02.1995(s) ZA GINĄCYCH W CIERPIENIACH...
Wróciły obrazy z wczorajszego dnia jako „duchowość zdarzeń” pomocne w odczycie ww. intencji modlitewnej…
– zgon trzech młodych ludzi
– spalona trzynastolatka za którą była wczorajsza Msza święta
– spotkałem też znajomą, której miał ciężki wypadek.
– trafiłem na pogrzeb z orkiestrą młodej osoby, która zginęła w wypadku...
Podczas przejazdu na Mszę świętą dziękowałem Bogu Ojcu za wszystko, a w tym także za współcierpienie z Panem Jezusem w zbawianiu oraz w cierpieniu Stwórcy z powodu całej ludzkości, która zdąża do swojej zagłady.
Kapłan stwierdził, że Msza święta to dziękczynienie! Ja widzę, że jest to spotkanie mojej duszy z Duchowym Ciałem Pana Jezusa. Tego Misterium nie pojmie normalny człowiek! Popłyną czytania…
1. Prorok Syrach mówił o tym, co wiem, a to było tak dawno (Syr 17,1-15): „Pan stworzył człowieka z ziemi i znów go jej zwróci. Odliczył ludziom dni i wyznaczył czas odpowiedni, oraz dał im władzę nad tym wszystkim, co jest na niej. Przyodział ich w moc podobną do swojej i uczynił ich na swój obraz. Uczynił ich groźnymi dla wszystkiego stworzenia, aby panowali nad zwierzętami i ptactwem. Dał im wolną wolę (…) Napełnił ich wiedzą i rozumem, o złu i dobru ich pouczył. (…) Przymierze wieczne zawarł z nimi i objawił im swoje prawa. (…) I dał każdemu przykazania co do jego bliźniego”.
2. Psalmista wołał (Ps 103,13-18a): „Bóg jest łaskawy dla swoich czcicieli (…) Dni człowieka są jak trawa (…)”...
3. Przytoczono słowa dziękczynienia Zbawiciela Bogu Ojca za objawienie Tajemnic Królestwa prostaczkom, a w Ewangelii (Mk 10) dodał: „Kto nie przyjmie królestwa Bożego jak dziecko, ten nie wejdzie do niego”. Chodzi tutaj o naszą ufność Bogu Ojcu, a nie badanie wiary objawionej i to przez „mądrusiów”!
Dzisiaj zacząłem przyjmować ludzi, których było początkowo mało…
- Tłumaczyłem zdrowej pani, która martwi się o swoje zdrowie, a jest zdrowa! Boga boli już głowę od pani wołania, bo żyjemy nie dla zdrowia, ale dla Boga Ojca do którego mamy wrócić! Większość nie wie po co żyje...tak też było ze mną!
- Innej przekazałem, że od czasu nawrócenia wiem, że jest wszechobecny Bóg Ojciec, a cudem ostatnim jest Eucharystia! Nie wolno mi tego skrywać, bo otrzymałem to darmo!
Kapłan na Mszy św. prosił, aby Pan Jezus przygarnął nieszczęśliwych, a to pomogło w odczycie ww. intencji modlitewnej! Może wielu w tym czasie zawoła do Pana Jezusa, który na nich czeka i może ich przygarnąć! Podczas późniejszego odmawiania mojej modlitwy przesuną się „ginący w cierpieniach”: o. Kolbe w Oświęcimiu (dobrowolne oddania swojego życia), zamordowani w meczecie podczas modlitwy, wojna Irak/Iran, Czeczenia, a nawet koledzy lekarze, którzy zginęli (relanium, alkohol)...ogarnij cały świat.
Zrobił się nawał, nawet nie mogłem odmówić modlitwy „Anioł Pański”, ale z kasety popłynęły słowa piosenki Krawczyka "tylko Ty przy mnie trwasz (…) W trudnych dniach! Tylko Ty, sercem Swym zawsze chcesz bronić mnie". W tym czasie wzrok zatrzymała Twarz Pana Jezusa - gliniana płaskorzeźba wykonana przez pacjentkę z Instytutu Reumatologicznego zdeformowanymi dłońmi - nad drzwiami mojego gabinetu.
Ból zalał serce z pytaniem: dlaczego ludzie nie chcą wrócić do Królestwa Bożego?! To ból rozłąki z Panem Jezusem. Dodatkowo "patrzył” Pan Jezus z książki "Mistrz”. Podczas przejazdu samochodem łzy zalewały oczy. W tym bólu słuchałem świadectwa wiary liderów zespołu rockowego: jednemu zginęła żona, sam był na samym dnie.
Wróciły nieszczęścia tego świata: zgony i nagłe zdarzenia oraz wypadki, nie wspominając o wojnach. Zarazem napłynął obraz Raju, miejsca wiecznej szczęśliwości i pełni bezpieczeństwa. Ja wiem jak trudno jest ludziom bez wiary, gdy spotyka ich "zawaleniem się wszystkiego". W tym czasie wołałem z płaczem: „Jezu! Jezu! Panie mojego życia i wieczności”.
Ile cierpień niesie ten świat: oto młoda kobieta z wielką pokrzywką całego ciała, na wyjeździe karetką trafiłem do babuszki przestraszonej zakażeniem i ubocznym działaniem wielu leków. Zetknąłem się z sąsiadką, której syn zginął potrącony przez samochód, był wówczas pijany. Innej też zginął syn, a dodatkowo nie udała się operacja kolana (zesztywniało).
O 19.00 w pokoju lekarskim zapaliłem lampkę przed modlitwą: „za ginących w cierpieniach”. Z kasety popłyną słowa kapłana o „trudnych czasach” i „ginących jak w bitwie”:: wypadki, pożary, narkotyki, lekomania, popisy dla pieniędzy...napłynął też obraz potrąconego, którego trzeba karmić…
W nocy zerwano do dalekiego porodu. Prószył śnieg, popłynie moja modlitwa z zawołaniem: „Ojcze mojego wygnania”. Po powrocie do bazy w ambulatorium trafiłem na młodego człowieka, który nie żył! Nagle i niespodziewanie dla rodziny, w sytuacji niejasnej, pił alkohol. Ja też tak mogłem skończyć. Jak wielkie to cierpienie dla wszystkich...
- Przyszła dziewczyna w szpilkach ze skręconą stopą. Wcześniej dziwiłem się głupocie kobiet, które ścigały się na ulicy w takim obuwiu!
- Przybył też pacjent z choroba Buergera (zakrzepowo-zarostowe zapalenie naczyń). To przewlekły stan zapalny tętnic i żył, który dotyka głównie palców dłoni i stóp (głównie dotyczy palaczy tytoniu). Poprosiłem go, aby uświęcił swoje cierpienie i prosił o prowadzenie każdego dnia życia.
APeeL