Przed zakończeniem dyżuru sprzątnąłem wszystko w pogotowiu, ponieważ do 19 lipca mam urlop. Na „pożegnanie” zerwano do dziadka, którego „czyściło” (miał biegunkę). Mnie się spieszy, a kierowca i sanitariusz złorzeczą, bo czeka ich daleki transport.
Wczoraj bałem się o taki wyjazd, bo Szatan nienawidzi mnie, a tu okazja - przeszkodzenia w spożyciu śniadania po 34 ścisłego postu - w intencji pokoju na świecie (1 kawa i woda na 34 godziny)! O mały włos nie zjadłbym śniadania, a czekał na mnie dyżur w przychodni (8:00-12:00).
Dodatkowo nie spodziewałem się dalszego ataku, a w przychodni czekała na mnie druga „niespodzianka”, ponieważ na dyżurze w przychodni nie będzie pediatry. Wówczas muszę dodatkowo przyjmować za niego.
Zaczął się napór chorych z kłótniami i zestawem pacjentów od Bestii, nawet proszono na prywatne wizyty domowe, a ja nie mam takiego gabinetu... dodatkowo nękano telefonami.
„Trwała karuzela” z piosenki „Konik na biegunach”: policjant z pobitymi, a to sprawa pogotowia na dole budynku, to samo z metalem w oku, powtórki leków, a tu dyżur, przybył stary nudziarz z żoną do sanatorium i to właśnie dzisiaj.
Kilka razy wołałem: "Panie Jezus zmiłuj się nade mną", ale zapomniałem, że wczoraj prosiłem o cierpienie! Nawet otrzymałem odpowiedź - po pocałowaniu Twarzy Zbawiciela - z VI tomu „Prawdziwego życia w Bogu” o „kwiatach, które opadną (…) pozostaną tylko kolce (…) będziesz odczuwać ich ukłucia (…) trudno będzie znieść boleść".
W tym czasie sprzątaczka czekała na moje wyjście z gabinetu. W samochodzie wzrok zatrzymała wykałaczka do zębów, na klatce schodowej sprzątano po malarzach, a z telewizji popłyną obrazy oczyszczania domów po powodzi. Później na działce spotkam usuwających chwasty.
W ramach tej intencji poszedłem pod „mój” krzyż (w pobliży działek): wyczyściłem wszystko wokół, zmieniłem ziemię w pojemniku na kwiaty i postawiłem różyczki dla Zbawiciela. Zarazem podziękowałem za otrzymanie urlopu podczas wakacji. Tak poznałem intencję i z płaczem zacząłem odmawiać moją modlitwę przebłagalną...od „Świętego osamotnienia Pana Jezusa w Getsemani (Ogrójcu)”. W tym wypadku chodziło o ludzi potrzebujących oczyszczenia duchowego...
Przypomniała się książka o ojcu Pio, która otworzyła się na scenie spowiedzi jego wroga, którego oczyścił. Podczas mojej modlitwy napływała nieopisana słodycz. Przesuwały się obrazy oczyszczenia różnych rzeczy i spaw (lustracja)! W kościele zostałem zatrzymany przy stacji drogi krzyżowej z Weroniką ocierająca Twarz Zbawiciela! Po chwili znalazłem się przed obrazem "Jezu ufam tobie" i wizerunkiem Trójcy Świętej..
Z powodu zmęczenia nie docierały słowa długich czytań. Ożywiła mnie Eucharystia. W sercu pojawiała się pewność, że miłosierdzia Boga Ojca jest nieskończone. Wystarczy, aby żałować za swoje grzechy, bo jest to wstęp do przebaczenia, a po Sakramencie Pojednania (spowiedzi) wszystko jest zapomniane, ale pojawia się w naszym sumieniu czyli osobistym o sądzie!
To jest bardzo przykre na drodze do świętości, bo napływają coraz mniej ważne grzechy z zapytaniem samego siebie: jak mogłem tak czynić? Jednak to wszystko jest już przebaczone! Inaczej jest u ludzi, którzy do końca życia widzą drzazgi w oczach innych, a nie widza belki w swoim. Musisz przyjąć, że miłosierdzie Boga Ojca jest tysiąc razy większe jak najlepszego ojca ziemskiego. Chciało się krzyknąć: Ten, kto jest prawy otrzyma zbawienie!"
Przypomniał się poranek, gdy z telewizji napłynął wizerunek Jezusa w koronie cierniowej z kościoła Trójcy Świętej w Niemczech.
APeeL