„Eloj, Eloj, lamma sabachtani!”.

   Wstaję, a w ręku znalazło się pismo „Parafia”, które "otworzyło się" na obrazie Jacka Malczewskiego; „Chrystus przed Piłatem”. Serce przeszył wstrząs, ponieważ powyżej były słowa;

    ”Sytuacja Jezusa jest jednak w tym momencie nie do pozazdroszczenia; jest zdradzony przez jednego z uczniów, a drugi wyparł się wszelkiej z Nim znajomości, nadto fałszywe oskarżenia, prowokacje, szyderstwa i bezsilne w efekcie współczucie Piłata”. Dodatkowo św. Jan od Krzyża wskazuje; „Jeżeli chcecie naprawdę znaleźć Chrystusa, nie szukajcie Go nigdy bez Krzyża”.

   Przypuszczałem, że siedząc w domu będę miał mniej przeżyć duchowych (zawieszone pwzl z powodu "choroby na wiarę"), a nawet brak intencji modlitewnych, ale to błąd. Gdybym był w celi więziennej lub zakonie klauzulowym…byłoby to samo (patrz książka „Za pięć godzin zobaczę Jezusa”). Bóg-Ojciec jest nieskończenie „atrakcyjny”…oprócz Stworzyciela nic więcej nie potrzebuję.

    „Dziękuję Jezu za Twój Krzyż…niech będzie chwała i część i dziękczynienie! Jakże pięknie to urządziłeś Ojcze Święty. Daj pocieszeni żonie, niech jej smutki spłyną na mnie…niech ominą ją moje cierpienia”.

   Kapłan wspomina św. Teresę z Avili i mówi o modlitwie mistycznej, ale to jest niezrozumiale dla większości. Poproś, a Bóg da ci tę łaskę...wówczas zapragniesz tego ukojenia i uczynisz wiele dobra wiecznego. Mistyk nie ma żadnej łączności z innymi wierzącymi (żona), a także kapłanami. Dla otoczenia „dziwak latający do kościoła”. To dla mnie wielka radość…nic nie obchodzi mnie opinia tzw. „większości”.

   Pan Jezus mówi; „Kto trwa we Mnie, a Ja w nim, ten przynosi owoc obfity, ponieważ beze Mnie nic nie możecie uczynić /../ proście, o cokolwiek chcecie, a to wam się spełni. Ojciec mój przez to dozna chwały /../ staniecie się moimi uczniami”.

   Nagle ujrzałem wskazanie dla pragnących świętości. To jest kilka niewykonalnych zadań. Większość mówi; „każdy ma swój krzyż”, a trzeba dodać, że nie przyjmuje go. Zwykle jest to krzyż diabelski spowodowany grzesznymi zachowaniami, a nawet przestępstwami. Na ten czas „patrzy” Jezusek z krzyżem w dłoniach…jakże to piękne. Jakie natchnie miał artysta? Przez serce przepłynął skurcz z jego drżeniem. 

   U mistyków chodzi o ogołocenie siebie, pragnienie cierpień wynagradzających (uświęconych). Naprawdę nic nie mogę bez Boga i Jezusa (w sprawach duchowych)…nawet modlić się. To nie jest ścinanie i rąbanie drzewa, przykręcanie śrub czy robienie hamburgerów…nawet do tego trzeba chęci, ale można zmusić własne ciało.

   Po Eucharystii zawołałem; „Jezu! tak mało mi trzeba…pragnę tylko cierpień wynagradzających dla Ciebie, bo wokół taka pustka duchowa oraz potworna moc Twoich wrogów. Ty, Jezu wciąż przed Piłatem, a ja jestem dr Nikt…do tego trzeba dążyć, aby bycia nikim!”

   Pragniesz;

wielkości - stań się małym

chcesz być mądry - stań się głupim

mocny - słabym

chcesz wszystko widzieć - zobacz to, co niewidzialne

chcesz wszystko słyszeć - usłysz to, co nie słychać!

    Na tym tle spójrz na nadętych polityków, podłość Niesiołowskiego, który prezydenta nazywa „funkcjonariuszem partyjnym” z którym musimy męczyć się jeszcze dwa lata oraz prof. ds. wyznań Joanna Senyszyn, która chce wepchnąć Kościół Zbawiciela do kruchty.

   Podczas powrotu popłynie moja modlitwa, a usta będzie zalewała słodycz z pokojem i ciepłem w sercu. To zjednanie z moim Panem; ”Jezu, Jezu…jak wielkie to cierpienie, bo tyle jest zamętu wokół, tyle pragnień, a tu tylko Ty! Nic więcej...to zarazem wszystko!”

   Napływają; aresztowany red. Wojciech Sumiński, zamordowana Politowska z próbą otrucia (rtęcią) prawniczki prowadzącej sprawę, porwany w Pakistanie, ks. Jerzy Popiełuszko, Chodorkowski…nasi na ulicach Zachodu, ludzie ulicy grzebiący w śmietnikach, żony alkoholików z dziećmi i rodzina Olewników.

   Na trawniku zauważyłem porzuconego psa (dzień targowy), który leżał zmoczony w przerażającym osamotnieniu i rezygnacji. Teraz powtarzam w bólu; „Boże mój, Boże czemuś Mnie opuścił?”.

   Krótki czas z Bogiem i Jezusem miesza się z codziennością, a to wielkie utrapienie, ponieważ w małym mieście nie ma miejsca na modlitwę…kościół zamknięty, każdy zaczepia, trzeba się kłaniać, a w domu brak „przestrzeni duchowej”. To duże cierpienie, które znoszę na przemian z buntem „starego człowieka”.

    Myślałem, że to koniec, ale następnego ranka wzrok padł na książkę „Pasja”, gdzie podtytuł; 53. Opuszczenie Jezusa. Czwarte słowo na krzyżu ”/../ gdy uczuł się tak strasznie od wszystkich opuszczonym /../ mękę i opuszczenie ofiarował za nas.  /../ Jezus opuszczony zupełnie /../ oddał za nas Siebie Samego /../ Swoje opuszczenie /../ Ojcu Niebieskiemu /../ za naszą słabość i ubóstwo duchowe /../ w Swym opuszczeniu był i jest przy boku wszystkich ludzi aż do skończenia świata /../”.

    Nie zmarnuj mojego świadectwa wiary...

                                                                                                                            APeeL