W środku nocy - po wczorajszym ataku demona - poszedłem do mojego oratorium (miejsca na modlitwę) czyli do kuchni, gdzie przez godzinę wołałem do Boga. Rano moje serce zalała wielka moc, a właśnie trafię na straszny nawał chorych i potrzebujących różnych porad, a także ludzkiego pocieszania.

    Na ten czas przybyła pulchniutka pacjentka, która rozebrała się przede mną. Delikatnie poprosiłem o zasłonięcie się lub wejście za parawan. Coraz częściej w kobietach widzę piękno osoby ludzkiej, która pragnie miłości, delikatności i ochrony, bardziej niż mężczyzna. Nie jest to regułą, bo są opętane wiedźmy, a nawet morderczynie (w tym własnych dzieci), które nie dają poznać tego po sobie.

    Niektórzy ludzie mają bardzo piękne twarze...czy one odzwierciedlają stan naszej duszy? To zna tylko sam Bóg. Teraz współcierpię z opuszczoną przez męża, cierpiącą niedostatek...ona jedna potwierdza, że istnieje szatan. Natomiast ja po kilku zdaniach wiem, że jest to osoba wierząca (takie są atakowane przez Przeciwnika Boga).

    Koniec pracy, a to oznacza, że jadę jeszcze na dwie wizyty domowe do ciężko chorych. Wprost czuję, że Pan Jezus jest ze mną, a to jest zapowiedź jakiegoś cierpienia, ponieważ od 15.00 mam dyżur w pogotowiu.

   Tak też będzie, bo przez dwie godziny będzie trwała udręka: „pacjent” w ambulatorium na kółkach, telefon, żona czekająca z obiadem, pani doktór ze sprawą, chora dziewczynka i niepotrzebny wyjazd karetką

   Po chwilce ciszy trafiam do chaty za wsią i to w środku pól. Kobieta płacze, bo zabieramy męża...zostanie na tym pustkowiu sama. Po podwórku dziwnie skakał przywiązany kogut...tak jak jego kompani. Kury zdychały od ich „męczenia...jeden schodził, drugi wchodził”. Jakże wszelkie stworzenie cierpi.

    Na późnym wyjeździe kilka razy mogłem odmówić „Ojcze nasz”. Trafiłem do rodziny, która przekazała mi, że ich piękną kapliczkę poświecono po wybudowaniu 01 września 1939 r.

                                                                                                                           APeeL