Świętego Rocha
Jadę do pracy ze łzami w oczach prosząc Świętego Rocha o wstawiennictwo w uzdrowieniu córki z nałogu zażywania leków przeczyszczających. Przy przychodni podbiegła do mnie suczka z małymi, ale zapomniałem zabrać resztki pokarmu! Podczas przyjęć chorych jakoś szło, ale skończę dopiero o 15:30.
Maraton chorych zakończyła babcia z zaburzeniami psychicznymi oraz młody z napadem często skurczu, którego skierowałem do szpitala karetką transportową. W ciągu dnia Pan Jezus pocieszył mnie trzy razy, a ja wiem że jest to od Niego! Były to piękne...tęskne melodie w radiowej Jedynce, które wywoływały łzy w oczach!
Wracałem zmęczony odmawiając koronkę za córkę i potrzebujących uzdrowienia. Na dodatek złapała mnie migrena przed wielką burzą na późniejszej Mszy świętej o 18:00. Święta Hostia pękła na pół, a to "My" ze Zbawicielem.
W takim stanie trudno jest opuścić świątynie Boga Ojca na ziemi, ale kościelny zawsze wygania dzwoniąc kluczami. Jakże dobrze jest w namiastce tego Królestwa Bożego. Po zjednaniu ze Zbawicielem mam wielkie pragnienie pozostać z jakąś grupką wiernych i mówić o Stwórcy naszych dusz i wszystkiego wokół. W ekstazie podjechałem pod mój krzyż...
APeeL