Boże Narodzenie

       Dalej trwał spokój w pogotowiu po nawale w czasie Wigilii do 16.30. Spokojnie oglądałem Pasterkę z Watykanu z Janem Pawłem II. Zerwano dopiero o 5.00! Już w święto znalazłem się na chórze o 10.15, gdzie było dwóch skrzypków, jednemu trzymałem mikrofon...tak miałem swój udział w graniu Panu!

       Nawet powiedziałem siostrze organistce, że czynię to w jakiejś intencji (znała moją łaskę), co okaże się faktem. Nie miałem większych przeżyć, ponieważ zmęczony po dyżurze...przysypiałem. Później trafię na Polaków z Kazachstanu, którzy byli goszczeniu u nas, mówili, że pragną umrzeć wśród swoich.

      Napłynęły Słowa Pana Jezusa, że przybył nie po to, aby Mu służono. Przepłynęły osoby posługujących: od żony, która przygotowała „święta” poprzez koordynatora służb specjalnych do wszystkich, którzy posługujących innym.

       Podczas Eucharystii w ścisku, kapłan sam podchodził do nas z posługującymi ministrantami. Przekazałem ten dzień Zbawicielowi. Po Mszy św. z przyjęciem Eucharystii wstąpiłem do apteki, gdzie znienacka i nachalnie częstowano mnie wódką! Nie chciałem to dawano mi koniak! Uciekłem w popłochu.

      Szybko płynie czas...już 15.00 z koronką do Miłosierdzia Bożego. Cieszysz się z wolnego dnia, a tu słabość. Udało się odmówić moją modlitwę przebłagalną...i  już jest 21.00!

                                                                                                                          APeeL