Dzisiaj nie będę na Mszy świętej, ponieważ mam dyżur w pogotowiu. Od 7.00 - 14:00 jakoś poszło, a na dyżurze trafiłem od razu na transport pacjenta do szpitala. Z umęczenia byłem drętwy, a w drodze powrotnej załatwiłem pacjenta i w ambulatorium dziewczynkę.
Ukoił krótki sen, kawa i wcześniej idę spać 22:00 Cały czas próbowałem modlić się, ale to było niemożliwe, ponieważ serce było puste! Przeciętny człowiek uważa, że modlitwa to jego "łaska" robiona Bogu Ojcu! Modlitwa to wielka łaska Boga, to ukojenie dla mojej duszy, której dzisiaj „nie mam”, tylko słabe ciało.
Brzydka pogoda minus 12 stopni, nawet miejscami zaspy ze ślizgawicą. W tym czasie jest brak państwowej kurtki, ponieważ dali ją do prania. Na początku dyżuru był krzyk dyspozytorki. Teraz o 4:00 zrywają „R-kę” , ale to kolega. Chwila snu i już zrywają do porodu...dodatkowo zmiennik spóźnił się 30 minut.
Trzeba jeszcze wrócić do biura pogotowia - źle napisałem rachunek. Czy to dzień za tych, co są daleko od Boga? Tych co w ciemności - rano o 7:00 w korytarzu gabinetu lekarskiego nie było światła! Ciemność, nawet babci tłumaczyłem to wszystko w ciemności.
Przekażę, co czuje zaatakowany przez Szatana, który sprawia pustkę duchową, ciemność z niemożliwością modlitwy! Wówczas pojawia się szatańskie zwątpienie. Ważne jest, abyśmy wymieniali się tymi doznaniami, ponieważ tak jest demaskowana taktyka działania Szatana.
Większość nie ma pojęcia o ataku Bestii. Przede wszystkim daje nam natchnienia w pierwszej osobie: "odpocznę, poleżę, itd". To jest skuteczne, bo osoba uważa, że myśli i decyzje są w jej głowie.
Atak następuje niespodziewanie i to w naszej słabości (tuż po wstaniu lub w jakiejś przykrości). W głębi duszy czujesz wówczas bezsens wszystkiego, a szczególnie tego, co dotyczy wiary (dawania świadectwa, modlitw, uczestniczenia w nabożeństwach). To potworna broń szatana.
Zdziwiony przeczytałem rozważania Krzysztofa Osiejuka, a chodziło o to chrzest jako Sakrament Święty, a nie jest umową rodziców z Kościołem. Jest to akt Boży, którego nie można wymazać. Wróciło poczucie sensu tego, co czynię.
Jutro na Mszy św. mój ulubiony prorok Izajasz będzie wołał (Iz 60,1-6)...
„Powstań! Świeć, bo przyszło twe światło i chwała Pańska rozbłyska nad tobą. Bo oto ciemność okrywa ziemię i gęsty mrok spowija ludy, a ponad tobą jaśnieje Pan, i Jego chwała jawi się nad tobą. I pójdą narody do twojego światła, królowie do blasku twojego wschodu Podnieś oczy wokoło i popatrz: Ci wszyscy zebrani zdążają do ciebie.
Twoi synowie przychodzą z daleka, na rękach niesione twe córki. Wtedy zobaczysz i promienieć będziesz, a serce twe zadrży i rozszerzy się, bo do ciebie napłyną bogactwa zamorskie, zasoby narodów przyjdą ku tobie.
Zaleje cię mnogość wielbłądów - dromadery z Madianu i z Efy. Wszyscy oni przybędą ze Saby, zaofiarują złoto i kadzidło, nucąc radośnie hymny na cześć Pana".
APeeL