Czas na Mszę św. poranną, a ja w mojej słabości pomyślałem, o kuszeniu - podsuwanym w takich momentach zaspanym i zmęczonym - odpoczynkiem oraz byciem na Mszy św. wieczornej! Smutno, bo wczoraj zbudziłem żonę telefonem do radia „Maryja”, a teraz drodze do kościoła prosiłem Mateczkę, aby wszystkie moje pocieszenia przelewano na żoną, a jej smutki na mnie!
W czytaniach padną słowa…
1. Umiłowani, miłujmy się wzajemnie, ponieważ miłość jest z Boga, a każdy, kto miłuje, narodził się z Boga i zna Boga (1 J 4,7-10). Kto nie miłuje, nie zna Boga, bo Bóg jest miłością (…) nie my umiłowaliśmy Boga, ale On sam nas umiłował i posłał Syna swojego jako ofiarę przebłagalną za nasze grzechy”.
2. Natomiast Pan Jezus nakarmił dzisiaj wielki tłum na miejscu pustynnym (Ewangelia (Mk 6,34-44)...
Ja w tym czasie z płaczem wołałem, powtarzając imię Jezusa, aby objawił dał mi moc w prowadzeniu przez Boga Ojca. Po Eucharystii poprosiłem Boga Ojca, aby strzegł moich kroków i nie postępował nierozważnie! Wielka jest nasza nędza dlatego w nieskończoność wołałem: "Tato! Tatusiu! Tato!"
Wcześniej trafiłem do pracy, a tu niespodzianka...druki na których wypisywałem zwolnienia lekarskie są już nieważne. Zmarnowałem pół godziny na załatwienie sprawy.
Od 15:00 czeka mnie mam dyżur w pogotowiu, ale dobrze, że jest to dzień postu ścisłego w intencji pokoju na świecie, a to sprawia,że nie muszę jechać na obiad. Dobrze, że nie było nawału, przywieziono dwóch pacjentów do których wzywano na wizyty. Dzisiaj jest dzień darów: pielęgniarka podarowała mi pyzy z mięsem, kawę i czekoladę oraz przyniesiono zaległą pensję! Piszę z wykrzyknikiem, ponieważ nie pobrałem w grudniu zeszłego roku. Nie wiem jak to się stało, bo żona w tym czasie upominała się, coś tam "wyjaśniałem".
Od razu o 15:00 pędziliśmy z udarem krwotocznym, a to zawsze są ciężkie stany, ponieważ udar niedokrwienny i zakrzep mają inny przebieg. Moje serce znalazło się przy rodzinie poszkodowanego, napłynął obraz takiego 30-latka na wózku inwalidzkim! Ja w koronce do Miłosierdzia Bożego wołałem za tych, którym: "odebrano radość życia".
Nagle wróciła "duchowość zdarzeń": pojawiły się osoby i obrazy inwalidów na wózkach, porażonych, dzieci nagle chore lub przewlekle z matkami, komorne u biednych i mieszkającą w polach, młoda wdowy, która urodziła po śmierci męża dzieciątko (był bezrobotny). Teraz informacja o świecie: w sowietach zamordowano kierowcę Tira, wojna Liban/ Izrael, sankcje, zastrzelony przez policjanta 9-latek.
Cały czas oprócz wyjazdów przyjmowałem chorych w ambulatorium. Dodatkowo byłem odrywany od przyjęć krzyczącą dyspozytorką! Zauważyłem, że jest to ofiara o którą prosiłem dla żony…dla jej pocieszenia, bo tyle lat ją dręczyłem! Mężczyźni mają wielką przyjemność podczas oglądania wiadomości, a teraz w moim wypadku trzy razy nie mogłem chwilki posiedzieć i zrywano na wyjazdy. Dokładnie w tym czasie...
Jednak w ciągu dnia byłem pocieszany z Królestwa Bożego;
- podczas przejazdu samochodem do domu od wizerunku Pana Jezusa spadł kwiatek i gałązka...na moją głowę!
- nie przyjąłem zapłaty za wizytę, a sanitariusz za to kupił sobie setkę, a dla mnie wziął paprykę w torebce, której nie znoszę!
Padłem na kolana i podziękowałem Bogu Ojcu za ten dzień - w którym było ciężko! Postanowiłem odmówić skończyć „Św. Agonię” i tak się stanie w nocy po zerwaniu do biednego małżeństwa z dzieciątkiem, które zawieźliśmy do szpitala. Podczas modlitwy z radia karetki płynęły słowa piosenki o” "rękach splecionych miłością, na zawsze". Pomyślałem o udręczonych narodach "systemem sprawiedliwości społecznej" (Rosja, Kuba, Czeczenia, Korea).
Popłakałem się, a serce znalazło się blisko umęczonej żony, na tyle lat trwała ze mną i wybłagała moje nawrócenie...i obecne współcierpienie ze Zbawicielem.
APeeL