W śnie spotkałem duszę ojca ziemskiego z różnymi formami bałaganu. Po przebudzeniu pocałowałem Twarz Pana Jezusa z Całunu, który towarzyszył mi w nocy. Podczas przejazdu do kościoła miałem serce puste, nie docierały czytania i to piękne, gdzie padną słowa…

1. Św. Pawła (Rz 8,26-30): „Bóg z tymi, którzy Go miłują, współdziała we wszystkim dla ich dobra (…) przeznaczył na to, by się stali na wzór obrazu Jego Syna (...) Tych zaś, których przeznaczył, tych też powołał (…)”.

2. Psalmista zawołał (Ps 13,4-6): „Ja zaufałem Twemu miłosierdziu”...

3. Pan Jezus powie w Ewangelii (Łk 13,22-30), że: wielu, będzie chciało wejść do Królestwa Bożego, a nie będą mogli. „Wówczas stojąc na dworze, zaczną kołatać do drzwi i wołać: Panie, otwórz nam! lecz On wam odpowie: Nie wiem, skąd jesteście”.

    Ja jestem świadomy życia wiecznego w Królestwie Bożym, istnieniu Boga Ojca i tego, że naszym ostatecznym miejscem w kosmosie jest Dom Prawdziwy, którego namiastką jest Kościół święty, gdzie na czas naszego zesłania jest rozdawany Chleb Życia. Uwierz mi, bo to prawda dotycząca naszych prawdziwych ciała czyli dusz!

     Mimo tych słów, moje serce było puste, a weź teraz pod uwagę ludzi niewierzących! Wielu wychodzi z Mszy świętej z poczuciem marnowania czasu. To jest działanie Przeciwnika Boga, którego natchnienia nie potrafię odczytać, a wszystko poznajemy po owocach!

     Tak teraz Bestia działa na mnie...zdziwisz się, ale nie ma zabronionego wstępu do świątyni! Ucieka od nas dopiero po zjednaniu z Duchowym Ciałem Pana Jezusa (w Eucharystii). Ja właśnie stoję pod wielkim obrazem Pana Jezusa z Najświętszym Sercem w koronie! Padną Jego Słowa o "kielichu Krwi Mojej".

     Nagle nastąpiła wielka przemiana w moim sercu i duszy...podczas podchodzenia z płaczem do Eucharystii. Pojawiła się bliskość Zbawiciela z moim krzykiem: "Jezu! Jezu! Tak wielu woła do Ciebie, jakże cierpisz, gdy doznajesz urazu od najbliższych...zawołanych i wybranych”. Święta Hostia sprawiła zalanie serce pokojem i słodyczą. Nie można tego przekazać, ponieważ nie ma takich doznań w ciele fizycznym. Wówczas nie chce się wyjść z Domu Pana!  

     Rozpocząłem pracę w przychodni, a serce i duszę nadal okresowo zalewała słodycz Boża. Wszystkim pomagałem, dawałem czego pragną, pisałem wszystko na maszynie i pocieszałem. To trwało aż do dyżuru w pogotowi, nawet wcześniej zwolniłem kolegę!

     W  odczycie intencji modlitewnej pomocny był sen z wieloma formami bałaganu, gdzie mój pokój był pusty, a łóżko wyniesione. Ponownie napłynęła słodycz duchowa i to wzmacniająca. Popłynie koronka do Miłosierdzia Bożego i ukoi sen.

     Zabrałem pacjenta do szpitala, którego samochód został zniszczony. Popłynie cała moja modlitwa przebłagalna, a w tym czasie obrazy: powodzian, dom w który uderzył TIR, okradzionych, spalonych, ofiary giełdy, to jest nieskończone.

     Jakby w ramach tej intencji zgubiłem krzyżyk, który na swojej piersi ma moja obecna opiekunka święta Siostra Faustyna! Biegałem i szukałem wszędzie. Na chwilkę znalazł się większy, zdjęty ze ściany mojego gabinetu przez malarzy. Ja zawiesiłem go na początku mojej pracy! Myślałem, że Pan dał mi większy, ale to była tylko mała próba, ponieważ w końcu znalazłem mój na podłodze gabinetu lekarskiego!

      Czas szybko płynie, odmówiłem moje modlitwy, zawołałem za dzieciątka adoptowane, a Pan sprawił, że jeszcze jedna noc w pogotowiu będzie spokojna...zerwano tylko do ambulatorium!                                                                                                                                                                                                                                                        APeeL