Dzisiaj leje, jest brzydko, ale lubię takie dni, a właśnie  jedziemy z żoną na badanie, W drodze do garażu napłynęło poczucie obecności Boga Ojca. Popłakałem się jak dziecko z wołaniem: „Toto! Tatusiu!” i tak wkoło. To wyraz tęsknej miłości za powrotem do Stwórcy mojej duszy, a zarazem wyraz mojego kultu Boga Ojca w Trójcy Świętej. Nie da się tego przekazać...namiastką jest płacz matki po utracie dziecka. Trwało to także podczas przejazdu do kościoła!

    Zdziwisz się, że stary chłop i to zużyty po przejściach zachowuje się tak infantylnie! Dodam to tego, że byłem też „małym cwaniaczkiem” podczas grania w karty...jako „mały Szu”, ale nie ze względu na mały wzrost. Chodziło o to, że kolegę określano „wielkim Szu”. Piszę to specjalnie, aby ukazać miłosierdzie Deus Abba, który zna każdego z nas, a nawet nasze myśli.

     Apeluję do podobnych, aby nie podskakiwali, bo grozi im śmierć prawdziwa czyli wpadnięcie duszy do Czeluści! Żartujący z Piekła mówią, że tam jest ciepło, a właśnie czekają nas piekielne upały (na początku sierpnia). Tam dodatkowo jest straszliwy smród z jękami wszelkie maści biskupów typu Jerzego Urbacha, Goebbelsa stanu wojennego. Najgorsze jest poczucie, że jest to pobyt wieczny i nieodwołalny.

      Całkowicie nie obchodzi mnie opinia ludzi, szczególnie kolegów „specjalistów od głowy”, którzy łapią takich jak ja z ulicy...na rozkaz wciąż czerwonych służb, aby stwierdzić psychuszkę! Nie podoba się obecna koalicja od „lasa do sasa”, która chce tylko dobrze...trzeba takiego przebadać.

     Czynią to „jasnogrodzianie", którzy nie uznają świata nadprzyrodzonego, bo wszystko powstało samo z siebie, a co najgorsze twierdzą, że nie mamy duszy...jak szczury. Taka jest mądrość Boga Ojca w urządzeniu tego wszystkiego, ale nie ujrzysz tego bez zawołania lub wybrania przez Boga Ojca! Nawet Pan Jezus był zadziwiony dziełem Stwórcy wszystkiego!

      Bardzo miły prof. Andrzej Kokoszka nie odezwał się podczas mojego przesłuchania przez prof. Marka Jaremę, który jako „mądry” nie ma natchnień. To dziwne, bo wczoraj napływało, aby w kierunku Warszawy wyjechać z miasta starą trasą!

      Na Mszy św. padną słowa Pana Jezusa do mnie: „Jeśli Mnie kto miłuje, będzie zachowywał moją naukę, a Ojciec mój umiłuje go i przyjdziemy do niego”.

     Przed ruszeniem samochodem ponownie napłynęło natchnienie, abym jechał inna trasą. Co się okaże? Na dużym odcinku mojego pasa kładziono asfalt, co sprawiło spowolnienie przejazdu. Wszystko załatwiliśmy sprawnie w dwie godziny. Podjechałem jeszcze na litanię do Najświętszej Krwi Pana Jezusa z późniejszym błogosławieństwem Monstrancją.

   Później trafię z telewizją do Neapolu, gdzie każdego roku dochodzi do zjawiska określanego jako "cud krwi". Jest to słynny fenomen upłynnienia skrzepniętej krwi św. Januarego (patrona miasta), przechowywanej w dwóch szklanych ampułkach w neapolitańskiej katedrze!

      Przed wyjściem na modlitwę do piłkarzy odczytałem ww. intencję. W wielkim bólu płynęła moja modlitwa przebłagalna, wprost towarzyszyłem Panu Jezusowi w Jego bolesnej męceNie zrozumie tego wszystkiego żyjący tylko tym światem z negowaniem nadprzyrodzoności.

     Nie zmarnuj mojego świadectwa, bo przekazuję technikę odczytywania Woli Boga Ojca. Jednak największym moim zaskoczeniem było natchnienie w którym wypowiedziałem chorobę syna siostry żony. Krąży z nim po lekarzach, mylnie oceniają go psychiatrzy, a komisje lekarskie ZUS-u odmawiają przyznania renty społecznej (paru groszy).

     Jego schorzenie jest wynikiem ciążowego zespół nikotynowego! Wszystko się zgadzało, urodził się przedwcześnie, nawet przez pewien czas był niewidomy (zauważyli to dwaj pediatrzy), był też operowany z powodu czerniaka, niesprawny psychofizycznie...mimo ukończenia studiów. Wszystko opracuję i wystąpimy o ponowne staranie się o rentę...

                                                                                                                                                                   APeeL