Trafiłem na wywiad z dwukrotną olimpijką Karoliną Szczepaniak, która chciała przepłynąć Bałtyk: wystartowała ze szwedzkiej miejscowości Kåseberga z zamiarem dopłynięcia do Pobierowa w Polsce (dystans ok. 160 km). Płynęła non stop przez 58 godzin, do celu pozostało ok. 45 km.
Zdziwiłem się, bo z wywiadu wynikało, że chciała coś pokazać sobie i światu, a przyznała się, że była ofiarą alkoholizmu i nikotynizmu, a nawet anorektyczką. To wielki zamach organizacyjny z ryzykiem utraty życia. Nie wolno tak postępować, bo celem tego jest chwała własna podszyta „przełamaniem siebie”.
Musisz ujrzeć cel życia człowieka bez łaski wiary i jasny cel takiego jak ja: jest to pragnienie wejścia do Królestwa Bożego, ale nie dasz rady bez prowadzenia przez Boga Ojca. Zwykła senność powala nas przed wyjściem na Mszę św.! Wejdź: Chronologiczne, kliknij na dole stronę ostatnią » i przeczytaj trzy świadectwa wiary dotyczące mojego nawrócenia, a zobaczysz jak trafia się ze świata fizycznego do duchowego i to po modlitwach.
18.07.1988(pt) ZA PRAGNĄCYCH SPOWIEDZI...
24.07.1988(n) PO WAHANIU ZNALAZŁEM SIĘ W KOLEJCE DO SPOWIEDZI...
15.08.1988(p) ZA POWRACAJĄCYCH DO BOGA OJCA…
Nie możesz sam z siebie zapragnąć świętości z postanowieniem, że od jutra zaczniesz chodzić codziennie do kościoła. Widzę takich, ale to manekiny, wciąż tak samo „rozmodlone”. To jest typowy przykład rzucania się z motyką na Szatana! Dla przykładu przekażę, że na dzisiejszej Mszy św. byłem zalany rozproszeniami, nawet nie wiem o czym były czytania.
Szatan chciał mnie zlikwidować wszelkimi sposobami, ponieważ ujawniam jego działanie. Od razu przypominam, że jedną z najważniejszych sztuczek jest podszywanie się pod twoją osobę: „nie wstanę, odpocznę, zrobię to później, do kościoła będę chodził na starość”, itd.! Wszystko poznajemy po owocach...
Przenieś to na brata Wowę, miłościwie nam szkodzącego Donalda mniejszego, który zaczyna grać „dobrego wujka”, przywódców Państwa Islamskiego oraz na osobę Kim Jong Una, który stał się bożkiem dla zniewolonych wyznawców tej religii!
Wróćmy do poranka, do Mszy św. o 6.30 na której co chwilkę łzy zalewały oczy z moim wołaniem do Boga Ojca, ponieważ nie mogę poradzić sobiez kłopotami związanymi z moją misją: ewangelizacją internetową. Wyraźnie napłynęło, abym nie martwił się, a Eucharystia ułożyła się pionowo wzdłuż jamy ustnej, co oznacza „My” ze Stwórcą!
Po kilku godzinach zapytałem w zakładzie jak oni sobie radzą z siecią. Okazało się, że mam przejść na światłowód. Zobacz jak Pan prowadzi w kłopotach, które okazują się dobre dla nas (skasujemy telefon stacjonarny). W ww. intencji - towarzysząc w ruchu grającym w piłkę nożną - odmówiłem moją modlitwę przebłagalną.
Uwierz mi, że Deus Abba zna nasze problemy i pomaga w każdej sprawie. Jednak ludzie w to nie wierzą, a przecież nawet największego grzesznika może przebudzić w nieszczęściu! Zarazem wiedz, że nasze kłopoty nic nie znaczą wobec wiecznego cierpienia w zaświatach.
Błagam: ratują swoją duszę, bo trwa już zapowiadana Apokalipsa, a Bóg Ojciec nie rzuca słów na wiatr...
APeeL