Tuż po przebudzeniu napłynęła bliskość Boga Ojca i jego nieskończona miłość! Moje serce zalał smutek z powodu grzecznego życia, w tym "grzecznych myśli". Łzy zalały oczy, a z serca wyrwało się wołanie: "Tato! Tatusiu! Wiem jak trudno jest osiągnąć świętość!" Napłynął obraz grzesznych kapłanów! Jak wielki to ból dla Ojca Najświętszego. Podziękowałem za uzyskaną pomoc, ponieważ musiałbym jechać do kontrolującej zwolnienia, ale otrzymała natchnienie i zadzwoniła, aby napisać wyjaśnienie!
Na ten moment Pan powiedział do Vassuli Ryden (Prawdziwe życie w Bogu...zapis z 13 czerwca 1996 roku), a to do mnie: "Pamiętaj! Ja jestem twoim schronieniem. Uczyń sobie mieszkanie w Moim Najświętszym Sercu. Nigdy się ode Mnie nie odłączaj".
Wyszedłem w ciemność i deszcz, a serce zalewała radość i ufność Boża, ale kościół był zamknięty. Przekazałem prośbę do czekających ze mną, aby ofiarowywali swoje cierpienia Matce Najświętszej. Nagle zapalone światło, a to sprawiło poczucie powrotu świętych do Królestwa Bożego!
Popłynie pieśń: "kto się w opiekę odda Panu Swemu", a w tym czasie dwa razy wzrok zatrzymał wizerunek Ducha Świętego. Natomiast Zbawiciel będzie mówił o Paruzji czyli swoim ponownym przyjściu w chwale i rozdzieleniu owiec! Po świętej Hostii wołałem tylko: "Jezu"...powtarzając imię Zbawiciela!
Z radością zacząłem pracę o 7:30, było tylko kilka kart, ale później nastąpi nawał pacjentów i to proszących o lewe zwolnienia, obdukcję, która nie miała żadnej związku z jakąś sprawą, przybył też obcy, reperujący gaz z prośbą o recepty dla mamy.
Uciekłem na wizytę lekarska ze wstąpieniem do apteki, gdzie wydawali moje nieaktualne recepty! Po pewnym czasie Rodowicz będzie śpiewała: "szukam kogoś, kogoś na stałe, na długą drogę, na życie całe"! Popłakałem się i wołałem do Boga powtarzając: "Tato! Tato!" Ta sama melodia przywitała mnie u pacjentki na wizycie z przychodni, ciężko chorej, bliskiej śmierci...otoczonej świętymi wizerunkami.
Na początku dyżuru w pogotowie trafił się wyjazd, ale dla mnie to łaska, bo napłynęła bliskość Boga Ojca z odmówieniem koronki do Miłosierdzia Bożego! Trafiłem do ciężko chorego staruszka 92 lata, którego zabraliśmy z płaczem rodziny. To nędzna chatka, Mateczka Najświętsza z sercem, 2 drewniane łóżka, które mają od początku małżeństwa.
Przypomniał się św. Jan Kanty, który rozdał niemal wszystko, co posiadał – od znoszonego odzienia i butów po własny płaszcz – kierując się zasadą, że „dopóki masz, czym się dzielić, nie jesteś ubogi”. Także my na początku małżeństwa nic nie mieliśmy.
Znowu trafiła się babuszka z córką, musimy razem jechać do szpitala. Ponownie popłynie moja modlitwa, a w ciemności będziemy przejeżdżali obok cmentarza z figurą Matki Zbawiciela. Wolałem w intencji tego dnia dziękując za wszystko, a w tym czasie napływali oddani sobie, także w małżeństwach. Na szczycie różnych powiązań jest oddanie siebie Bogu Ojcu! Ponownie napłynęła obecność Boga Ojca oraz kapłanów...w ramach intencji oddanych sobie.
Dobry jest Pan, mój Bóg, Tata Najświętszy. Ból zalał serce, ponieważ przepłynęły obrazy z Ugandy, gdzie trwa straszliwy głód. Nie wystarcza pomoc Czerwonego Krzyża i ludzi dobrej woli. Jakże powinniśmy służyć sobie, a tu sprawa zabójcy księdza Jerzego Popiełuszki. Z radia popłynie audycja o szukających szczęścia i wybranego lub wybranki. Ktoś dzwonił do radia negując teorię ewolucji!
Jakże sam chciałbym mówić o moich łaskach. W ciemności skończyłem modlitwę, przeprosiłem Boga Ojca, ale po godzinie zerwano do porodu. Pasowała już cz. radosna różańca pod niebem w gwiazdach jak w Wigilię! To znak od Pana – bliskość Nieba! Po powrocie do ambulatorium załatwiłem ciężki napad kolki nerkowej, który wymagał morfiny. Do rana był spokój... APeeL