Jadę na Mszę świętą o 6:30, a planowałem wieczorną. Po drodze łzy zalewały oczy z wołaniem do Matki Bożej o ochronę mojej rodziny. To zarazem jest smutek rozłąki z Najświętszym Tatą w poczuciu wygnania! Przepraszałem Boga Ojca za wszystko!

     Popłynęły czytania...

1. Apostołów wtrącono do więzienia (Dz 5,17-26), „ale w nocy anioł Pański otworzył bramy więzienia i wyprowadziwszy ich powiedział: Idźcie i głoście w świątyni ludowi wszystkie słowa tego życia!”

2. Psalmista zawołał (Ps 34,2-9): „Będę błogosławił Pana po wieczne czasy, Jego chwała będzie zawsze na moich ustach. Dusza moja chlubi się Panem, niech słyszą to pokorni i niech się weselą.”

3. Pan Jezus w Ewangelii J 3,16-21) przekazał, że Pan Bóg z miłości do nas „dał swojego Syna Jednorodzonego; każdy, kto w Niego wierzy, ma życie wieczne. Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony.” Święta Hostia pękła na pół, co oznacza współcierpienie razem z Chrystusem! Łzy płynęły po twarzy, nie pojmie tego człowiek normalny.

     Przyszedłem do pracy wcześniej, trafiłem na 10 chorych z których każdy chciał być pierwszy! Poprosiłem syna, aby pojechał odebrać dokumenty z pracy dla urzędu bezrobocie...nawet chciałem dać mu samochód, a on na mnie krzyczał, a później zdenerwował żonę, a ona mnie.

            Wróciłem na Mszę świętą wieczorną, trwał smutek, ale przez to odczytałem intencję modlitewną. Na końcu tego dnia w piśmie zaatakują Najświętszego Tatę, także grzesznymi kapłanami i ewidentnymi bluźniercami!

                                                                                                                                                                           APeeL