Po zerwaniu przez budzik moje serce znalazło się blisko Najświętszego Taty! Poprosiłem o przyjęcie wczorajszego nawału pracy (12 godzin bez wytchnienia). W czasie kąpieli ze smutkiem zawołałem: "Jezu! Jezu! Jezu! Zmiłuj się na tym światem!" Jeszcze nie wiedziałem, że USA zaatakowały Irak. Nie można przekazać mojego współcierpienia z ofiarami tej wojny. Martwi mnie obecna sytuacja z możliwością naszej zagłady, a jest to wynik odwrócenia się ludzkości od Stwórcy.
W drodze do garażu przed Mszą świętą o 6:30 napłynęło poczucie zaproszenia do cierpienia za sprawy wskazywane przez Stwórcę! „Jezu! Tato! Ja mogę znieść wszystko, ale rodzina, proszę!" Nawet podczas zapisywania tego będę miał łzy w oczach! Do Domu Pana szedłem w uniżeniu. Przykro mi, ponieważ jestem śledzony także w naszej świątyni. Ile oddania i wierności jest dla „władzy udowej”, a Dom Pana jest brudny. "Boży zmiłuj się!”
Zarazem popłyną zawołania kapłana o potrzebie słuchania Głosu Boga Ojca, który pragnie naszego dobra! W czytaniach padną słowa...
1. Mojżesz przekazał ludowi nakazy od Boga (Pwt 26,16-19): „Pan ci powiedział, iż będzie dla ciebie Bogiem, o ile ty będziesz chodził Jego drogami, strzegł Jego praw, poleceń i nakazów oraz słuchał Jego głosu.”
2. Psalmista wymieniał tych, których Pan błogosławi (Ps 119,1-2.4-5.7-8): to ci, „którzy postępują zgodnie z prawem Pańskim. (…) zachowują Jego upomnienia i szukają Go całym sercem.”
3. Pan Jezus wskazał na przykazanie miłości (Ewangelia: Mt 5,43-48): Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują; tak będziecie synami Ojca waszego, który jest w niebie (…)”.
Św. Hostia pękła na pół, co dla mnie oznacza współcierpienie z Panem Jezusem. To znak, że dyżur w pogotowiu od 7.30 będzie ciężki! Na przywitanie wysłano obie karetki do wypadku. Na widok „Poloneza” na dachu krzyknąłem: „Jezu mój!”
Na normalnych wyjazdach, szczególnie do chorych w podeszłym wieku cieszą w ich domach święte obrazy i figury. Cały czas płynęła moja modlitwa przebłagalna z powtarzaną koronką do Miłosierdzia Bożego. Trafiłem do wcześniaka z kolka jelitową, który miał napady bezdechu...zabraliśmy go do szpitala. Po chwilce przerwy trafiłem do dwóch dziadków z ich opiekunami. Nawet przekazałem im, że ten dzień mojego życia z modlitwami jest także w ich intencji.
Jakby tego było mało o 22.00 zerwano obie karetki do wypadku na głównej ulicy naszego miasta. Jeden z pojazdów palił się, a cztery osoby były ranne...istne piekło! W szpitalu trafiliśmy na zmęczony personel. Trafiłem też do bloku do „duszącej się” z zapaleniem gardła, gdzie nad jej łóżkiem był wielki obraz Pana Jezusa Miłosiernego. Kończy się ten dzień w którym zarazem miałem łaskę dwukrotnego przejeżdżania obok „mojego” krzyża, którym opiekuję się od czasy nawrócenia…
APeeL