Po wczorajszej pustce duchowej ze łzami w oczach pojechałem pod „mój” krzyż, a w ręku znalazła się róża: znak m i ł o ś c i. „Jezu mój! gdzie można znaleźć pocieszenie? Tylko Ty zawsze jesteś ze mną”.
Yad Vashem: starsi bracia śpiewają, a Benedyktowi XVI i mnie łzy lecą po twarzy. Jakże raduje rozmowa dostojników starego i nowego przymierza z Bogiem. Nie wyrazisz tego żadnym słowem. Jakże chciałbym, abyśmy się połączyli. Pomnóż moje cierpienie przez ilość podzielonych, a ujrzysz cierpienie Boga, ale do tego potrzebna jest Światłość Boga, której naród wybrany jest pozbawiony.
Dziwne, bo w ręku mam Echo Medziugorja z lipca 2007 r. gdzie o. T. Vlasic pisze to, co wiem; „Znalazłem bardzo mało osób, które umieją mówić między sobą o miłości Bożej (…) Walka we wszechświecie rozgrywa się pomiędzy Miłością Boga i nienawiścią Szatana. (…) przenikani przez Miłość Bożą mniej pragniemy innej miłości - niższej, bo Miłość Boża jest doskonałością”.
A św. Paweł powie; „gdybym rozdał na jałmużnę całą swoją majętność, a ciało wystawił na spalenie, lecz miłości bym nie miał nic bym nie zyskał”.
Siostra śpiewała Ps 115 „(...) Nasz Bóg jest w niebie (...) Ich bożki są ze srebra i złota (...)”. Zdziwiony słuchałem Ew. J14,21-26 „Kto (...) Mnie miłuje, ten będzie umiłowany przez Ojca mego (…) przyjdziemy do niego i będziemy w nim przebywać”.
Msza święta to Eucharystia, a dzisiaj podchodziłem ze łzami w oczach. Po chwilce ustąpiły wszystkie lęki, moje serce zalała słodycz i w kilka minut stałem się - z człowieka cielesnego, pełnego ludzkich problemów - człowiekiem duchowym, Bożym. Tą miłością obdarowuje nas Zbawiciel...to miłość do Boga i ludzi jak do...siebie samego!
Nie chcę tu być, ale nie z rozpaczy (jak chorzy i samobójcy), ale z powodu tęsknej miłości za Bogiem Ojcem, którą na pewien czas łagodzi św. Hostia dająca zjednanie z Panem Jezusem.
W czasie ekstazy (różnie nasilonej) chciałbym uciec na pustynię i krzyczeć do Nieba; „Ojcze nasz! Ojcze mój!”. To radość dzieciątka, które wpadło w ramiona oczekiwanego taty. To miłość przytulenia, ja i Bóg.
W sercu zalanym miłością Bożą (agape) i miłosierną (caritas) pojawili się skrzywdzeni, wysiedlani, spaleni, rozdzielone i zamienione bliźnięta, ofiary wojny... Tak chciałbym wszystkich objąć i przytulić jak wielką rodzinę i dać każdemu to, czego pragnie (oprócz grzechu), przekazać to, co posiadam i być dla innych aż do oddania za nich życia, aby nie zostali potępieni.
Przed modlitwą napłynęło natchnienie, abym przeczytał dwa przykazania miłości; „Będziesz miłował Pana Boga twego z całego serca swego, z całej duszy swojej i ze wszystkich myśli swoich; a bliźniego swego jak siebie samego”.
Podczas modlitwy łzy leciały po twarzy, a serce rozrywał ból, bo ten dzień był także w mojej intencji. Nawet "spojrzały dwa czerwone serduszka (reklamówka firm. farm.) oraz obrazek baranka, który kojarzy się z ofiarą Pana Jezusa i pieśnią eucharystyczną; „oto jest Baranek Boży (...) jam nie godzien Panie tego (...) rzeknij tylko Słowo Swoje, a ocalisz duszę moją”.
Koniec tej duchowej doby zakończyło pojawienie się t ę c z y na niebie po przelotnym gradzie. "Boże mój! Jak to wszystko układasz i jak zadziwiasz mnie każdego dnia"...
APEL