Św. Józefa Rzemieślnika
     Mam wielki kult do św. Opiekuna Pana Jezusa…często wołam do Niego; w pokusach seksualnych oraz przed wykonaniem różnych prac („najlepszy malarz wśród lekarzy”). Oto przykłady takiej pomocy;

-  trzeba odnowić figurę krzyża przydrożnego (przeznaczyłem na to 200zł) - nie znalazłem wykonawcy, ale przypomniało się nocne wołanie do św. Rzemieślnika. W sklepie wskazano na dwa kije, zakrzywiony pędzel, a wszystko połączyła taśma klejąca…koszt 20 zł, 30 minut pracy, a kije wykorzystałem do podtrzymania jałowców!

-   jak skleisz tapetę na krzywym narożu ściany?...zawijasz na rogu, a dwa założone i podklejone końce odcinasz od góry do dołu!

     7.30…po wczorajszej pustce duchowej biegnę na spotkanie z Panem Jezusem. Trafiam na opóźnione podawanie Św. Ciała Zbawiciela, a śpiew siostry rozrywał duszę; „jam nie godzien tego, abyś wszedł do serca mego”…popłakałem się, ponieważ pierwszy raz w życiu miałem tak wielkie pragnienie przyjęcia Św. Chleba.

    Wołałem tylko; „Jezu! Jezu!! jak wielkie to cierpienie, pragnę tylko Ciebie, Jezu w Eucharystii…nie chcę świata, nie potrzebuję niczego…nic!!”.

    Wyobraź sobie głód w obozie z brakiem normalnego chleba. Zrozumiesz to, gdy przez chwilkę otrzymasz moją łaskę…będziesz wiedział o czym piszę.

     Zrozumiesz słowa Pana, że po Jego przyjęciu odejdą wszystkie inne pragnienia…oprócz powrotu do Nieba. W takich chwilach chcę odejść („umrzeć” dla życia prawdziwego), nie mogłem wyjść z kościoła, bo nie chcę tego świata.

    To jest faktyczny konflikt ciało / dusza, świat / Królestwo Niebieskie…nawet miałem kłopot z jazdą samochodem oraz z wejściem w bałagan przychodni. Przez dłuższy czas milczałem, a jestem gadułą i zgrywusem.

   Teraz daj mi „lepszy„ kościół cały ze złota, piękny meczet lub synagogę (wymieniam tylko wyznawców Jahwe )…cóż z resztą!!

    Już na „mojej” mszy miałem wątpliwość czy mogę ponownie przyjąć Ciało Zbawiciela (krótka przerwa). Piszę to i płaczę, ponieważ wolałem; „mój Aniele Stróżu, Święty Michale Archaniele…czy można?...czy można?”.  Napłynęło, że "tak"!

    Padłem na kolana i wołałem; „Jezu! Jezu!! jakże Bóg zadziwia każdego dnia…jak pokazuje różne strony swoich łask…jak daje więcej niż pragniemy”. Dziwne, ale z pliku obrazków „wyjęły się” dwa zdjęcia: ręce kapłana z kielichem podczas Podniesienia oraz kielich z winogronami, świeca i opłatek na tacy czekający na cud przemiany. 

    Żona mówi, a ja nie mogę się odezwać, mimo wczorajszego postu nie czuję głodu, wciąż nie mam ciała...nie pasuje śniadanie, a żona kręci się w kuchni…

   "Kto będzie spożywał Moje Ciało nie będzie łaknął, nie będzie pragnął" - tak właśnie jest w tym momencie z moją nasyconą duszą! Ja jestem z Bogiem…jak dzieciątko w objęciach ziemskiego taty! Czym go skusisz, jaką zabawką, gestem czy żartem…ono ma ojca i niczego nie potrzebuje, bo są jednością, a nie ma nic poza tą miłością. Jakże Bóg-Ojciec to pokazuje.

     Takie jest właśnie wyjaśnienie mojego stanu. Nie opiszę przecież boskiej słodyczy w ustach, ciepła w nadbrzuszu oraz pokoju w sercu z poczuciem pełni bezpieczeństwa. Nie ma spraw ziemskich, które mogą dominować przed spotkaniem z Panem  Jezusem.

     Jaka krzywda może mnie spotkać, gdy śmierć to życie?...”nie ten, co zabija ciało”. Bardzo rzadko zdarza się pragnienie oddania życia za wiarę, a dwa razy odczułem słodycz krzyża nałożonego przez Zbawiciela. Dla ludzi normalnych to brednie i choroba…tak jest to ułożone w Mądrości Bożej.

    Wybieramy się do ziemskiej matki…w ręku mam wizerunek św. Opiekuna Jezuska. A cóż mnie wydarzyło się w tej intencji? Długo w nocy ustawiałem program w moim telewizorze oraz szukałem nowego kanału  TV Trwam. Nie odnalazłem, bo właśnie „zmieniono kanał”. To wielka precyzja wrogów Matki…właśnie teraz, w miesiącu Jej kultu.   

     W dniu śmierci Jana  Pawła  II podarowano mi piękny obraz, a była to wola umierającej pacjentki; Pan Jezus błogosławi dzieci i matki (mam go na półce dotychczas). Teraz napływa, abym zwrócił tą piękną pamiątkę rodzinną. Wykonałem jego zdjęcie u zawodowego fotografa  i oprawiłem.

    Cała doba „duchowa” dotyczyła różnych napraw od naszego kościoła, gabinetu lekarskiego, banku, roweru w warsztacie, a trafiłem na pchany samochód. W rodzinnej miejscowości znalazłem się przed warsztatem stolarskim. Często pracowałem tam ze zmarłym ojcem. Teraz wszystko zmarniało.

    Pan Bóg zadziwia mnie każdego dnia, bo dzisiaj (12 września 2016 roku) zaczynam odnawianie kuchni, które będzie trwało cały tydzień. Bardzo prosiłem św. Józefa o pomoc i ochronę, bo wystarczy rozlać farbę, a człowiek już ramoleje. Dobrze, że to uczyniłem, bo Przeciwnik Boga uderzył we mnie już pierwszego dnia, ale o tym przeczytasz pod w/w  datą... 

                                                                                                                                       APEL