Pan Bóg dał ci dobry wzrok i nogi, a nie przychodzisz do Niego. Teraz gaśniesz, a Pan przeze mnie zaprasza cię do Jego Domu. Musisz wyjść wcześniej i zatrzymywać się po przejściu 100-300 metrów. Trochę głupio, bo trzeba udawać, że czynisz to w jakiejś potrzebie. Dodatkowo żona musi zaprowadzić cię do Komunii Św. a tu wstyd, bo jeszcze niedawno byłeś „panem tego świata”.
Dzisiaj, gdy mam edytować ten zapis (03.10.2016) w drodze z Mszy Św. pogrzebowej pomyślałem o prezydencie Putinie, który nie jest świadomy tego, co będzie z nim po śmierci. Dzisiaj cieszy go chwała własna, a nawet rozprowadzane jego figurki. Cóż da człowiekowi zdobycie całego świata, gdy traci na duszy.
Jest wiele łask, które dał nam Bóg na tym zesłaniu. Większość uważa, że to zdrowie, uroda, posiadanie, rożne talenty…czyli łaski typu materialnego, ale główną łaską jest wiara w Boga Objawionego. Wydawałoby się, że ona zależy od nas, ale jest to łaska. Przecież ja niczym sobie na nią nie zasłużyłem!
Obecnie moim problemem jest odczytywanie intencję modlitewnej, która umożliwia modlitwę płynącą z głębi serca. Nie mogę odmawiać modlitw na godzinę oraz narzuconych. Nawet moja modlitwa jest wynikiem wołania do Ducha Świętego (połączenie Różańca + Drogi Krzyżowej + koronki do Miłosierdzia Bożego).
Modlitwa czyli rozmowa z Bogiem jest naprawdę wielką łaską. Moje obecne życie to Bóg z pragnieniem służenia Jego sprawom od rana do wieczora. Bóg zna moje serce…to tak jak z Jezusem powołującym celnika Mateusza. Jeżeli wiesz, że Jest Bóg to rozumiesz. Jeżeli nie ma Boga…no cóż, On Sam musi zawołać do Ciebie. Poproś.
Lokalnego poetę, który podał mi tomik własnych wierszy informuję, że wszystko jest prawdziwe w naszym kościele i o tym, że jesteśmy po śmierci. Po otworzeniu jego wierszy trafiłem na słowa podziękowania Panu Jezusowi za Jego zawołanie do mnie.
Zaczyna się Msza Św. a ja siedzę smutny przed obrazem Trójcy Świętej. To smutek rozłąki z Bogiem, który jest blisko, a zarazem tak daleko. ”Jezu! Jezu!! Święty, Święty, Święty” chciałoby się krzyczeć do końca świata.
Przykro mi, ponieważ do serca wrócił stary czas, gdy czyniłem wiele zła. Kapłan wspomina duszę naszej pracownicy. Kto pamięta o takich, gdy zmniejsza się ilość wiernych. W czasie Konsekracji zacząłem wołać do Zbawiciela:
<< Jezu! Ty jesteś stale ze mną, ale dajesz też poczucie Twojej nieobecności...całą dobę trwała rozłąka, ponieważ miałem napięty dzień, a to odsuwa mnie od Boga. Pokazujesz pustkę, aby nasilić naszą miłość. Ty otwierasz Swoje Serce. Daj mi Siebie, Panie!
Nie mogę już żyć bez Świętego Chleba; „bierzcie i jedzcie”. Jezu, Panie! Nie chcę już nic, nie chcę tego świata, nie chcę tu być…pragnę tylko Ciebie. Przyjdź Panie. Przyjdź proszę. Ty, to Życie!
Jezu spraw, aby Twoja Męka nie poszła dla wielu na marne. Niech przyprowadzę ich do Ciebie. Wybrałeś mnie dla Twego Krzyża, nie dla chwały ziemskiej. Tato niech będzie błogosławione Święte Imię Twoje! „bądź Wola Twoja” >>.
W Eucharystii trzeba rozróżnić to, co widzialne (opłatek) oraz Ciało Zbawiciela dające odczucia w duszy. Opłatek mam w ustach, ale on nie stanowi żadnego pokarmu dla mojego ciała fizycznego, ale jest to Św. Chleb dla duszy, która doznaje ukojenia i pokoju.
To są dwie rzeczywistości; widzialna (czasowa) oraz niewidzialna (wieczna). W ręku książka „Faustyna”, gdzie są słowa; Imię moje jest „Hostia”. Teraz łzy zalały oczy, ponieważ czytam;
„O Boże mój, jestem świadoma posłannictwa /../ mam wypraszać Miłosierdzie Boże dla świata. Ściśle łączę się z Jezusem /../ Moja ofiara jest niczym sama z siebie /../”.
Około 13.00 poszedłem podlać kwiaty pod „moim” krzyżem Pana Jezusa. W nagłym błysku znam intencję modlitewą dnia. Płynie moje wołanie, a w „Świętej Agonii” powtarzam 10 razy każde Słowo Pana Jezusa na krzyżu. Tak długa modlitwa zdarzyła się pierwszy raz...
APEL