Po koszmarach sennych wstałem wcześniej w obawie o zaspanie do pracy. Przytuliłem żonę z zawołaniem do Matki Bożej, aby „objęła ją, zabrała jej złości, bo jestem jej najbliższą osobą". To stanie się po latach, gdy uwierzy w moją łaskę wiary.

   Dzisiaj mam szczególny nawał chorych z podenerwowaniem ludzi i wieloma starszymi. Z wielkim „duchem” pocieszam potrzebujących i udzielam im pomocy.

    Przy moich słowach płacze wielki mężczyzna skrzywdzony (zwolniony z pracy, a renta odmówiona): „proszę się nie martwić co będzie 1 VII 1994, trzeba skierować się ku Matce, prosić o prowadzenie i Jej przekazać swoje cierpienie.

   Teraz starszej pani, wierzącej i modlącej się tłumaczę, że „śmierć to początek życia wiecznego...demon wie o tym i straszy panią...kamienie wołać będą, gdy tacy jak pani nie będą mieli ufności Bożej!”

    Natomiast młodej z zapędami menadżerskimi wskazuję, że odpowiada za całą rodzinę i jest ich pośredniczką do naszej Matki, Niebieskiej Pani. „Trzeba pozostawić śmieci tego świata i przesunąć wszystko w kierunku życia duchowego”.

    Jakże jest mi trudno „leczyć normalnie”, bo składamy się z dwóch części: psychofizycznej i duchowej. Ludzie nie chcą być prowadzeni przez Boga i nie rozumieją kim jest namaszczony sługa Pana. Często, sami kapłani nie wiedzą, że są „cudotwórcami”, bo ich ręce podają nam Ciało Pana Jezusa!

   Teraz, gdy to przepisuję „patrzy” obrazek Zbawiciela łamiącego chleb przed kielichem: „Bierzcie i jedzcie z tego wszyscy...”

    Ten ciężki dzień pracy zostaje ukoronowany przybyciem babci...zakochanej w krowie! Jakby na potwierdzenie intencji jestem na wizycie u staruszki skarżącej się na sąd, złego brata i opłaty dla sióstr PCK.

   Po chwilce kojącego snu zaczynam dyżur w pogotowiu...modlitwą za tych, którzy wiarę w Boga stawiają na szarym końcu. Zrozum mój ból, bo zbawienie jest celem naszego życia, a ja jestem w jego środku i widzę zaćmienie duchowe.

   Moje zamyślenie przerywa wezwanie karetki do wypadku. Młody człowiek został potrącony przez samochód, leży głową w kałuży krwi...umiera w drodze do szpitala.

  Wracałem w smutku, a miałem pokazane nagłe wyrwanie nas do świata nadprzyrodzonego. W jednej minucie dowiadujesz się tego, co ja wiem teraz (śmierć ciała to powrót do życia wiecznego). Pragnę to przekazywać, ale zainteresowania nie widać, bo ludzie mają ważniejsze sprawy.

   Poprosiłem Matkę Bożą o wstawiennictwo dla zmarłego pacjenta. Przypomniała się książka, którą dzisiaj miałem w ręku: „Życie wieczne”. Czuję, że ja miałem być tutaj i prosić o jego duszę.

   W pokoju lekarskim popłyną słowa z kasety, że „nosimy na czole piętno Kaina...nasz brat leżał krwawiąc i płacząc”. Tak, ten brat ziemski leżał we krwi. Ponownie zawołałem do Matki Bożej i na kolanach - w jego intencji - odmówiłem cz. chwalebną różańca.

   Wieczorem, z filmu w TVP II padną słowa do mnie: "Bóg ma dla ciebie oddzielne miejsce w Swoim Sercu”...to mówiła zakonnica do kobiety tuż po urodzeniu dziecka! Nie chodzi o moją osobę, ale o moje modlitwy.

    Teraz już wiem, że śmierć tego człowieka miała trafić na mnie. Nawet miałem propozycję zmiany kolejki wyjazdowej, której nie przyjąłem. Teraz udzielam pomocy żonie zabitego, ojca dwójki dzieci. Trafiłem na jeden wielki płacz i krzyk. Powiedziałem, że on jest i wymaga pomocy całej rodziny, ponieważ śmierć nagła jest wielkim nieszczęściem dla duszy!

   Po powrocie do bazy w pokoju lekarskim padłem na kolana i odmówiłem część mojej modlitwy (drogę krzyżową oraz „św. Agonię”) za rodzinę zabitego, aby nie odeszli od wiary, bo to ludzie biedni .

   Przy zmianie kolejki to wszystko ominęłoby mnie, a służba Bogu to kłopoty ziemskie z nieskończonością przeżyć duchowych. Pan wiedział, że tej rodzinie będzie potrzebne pocieszenie. Tak mój smutek ziemski zamienił się w radość duchową.

   Pan Bóg pokazuje tym, którzy martwią się o wszystko, ale nie przygotowują się duchowo do odejścia z tego świata…na szarym końcu stawiają sprawę swojego zbawienia.

                                                                                                                  APEL