W nocy zapaliłem gromnicę, bo nad domem szalała nawałnica. Przed ulewą kolega zdjął dach domu (remont) i "trochę go zalało". Mówię mu, że nie wolno takich działań robić bez wcześniejszej modlitwy. Niezbyt przyjął moje „szkolenie"...

   Teraz z radia Maryja padną słowa kapłana; „Idź i głoś”. To wielka prawda, ponieważ zadaniem takich jak ja jest ewangelizacja. Właściwie to obowiązek każdego katolika, ale u mnie jest to cel życia.

   Psychiatra określa to poczuciem chorobliwego posłannictwa (mesjanizmu). Kolegów całkiem pokręciło...nie mają zielonego pojęcia o duchowości człowieka, a robią z siebie ekspertów. Wiele zła czynią i wymagają ewangelizacji.

    Właśnie trafiłem na błogosławieństwo z kończącego się nabożeństwa, a wzrok zatrzymał wizerunek Ducha Świętego (nad ołtarzem) oraz obwoluta książki o Matce Teresie; „Pójdź, bądź moim światłem”. Słodycz i pokój zalały serce…

   Msza św. byłą za b. sekretarza partii, kilka osób. Przed  Eucharystią straszliwy ból zalał serce. To współcierpienie z moim Zbawicielem, który nadal jest wystawiany na pośmiewisko, najwyższej podłości szyderstwa bez żadnej reakcji wiernych. Wyobraź sobie, że to samo czynią z twoim dobrym ojcem?

    Komunia Święta lekko pękła na pół, a to oznacza jakieś cierpienie w którym Pan będzie ze mną ("My"). Serce i usta zalała niewyobrażalna słodycz, a duszę tęsknota za Panem Jezusem. Zostałem sam w kościele i nie mogłem wyjść.

   Wzrok zatrzymał krzyż z Jezusem wśród lilii. Dwie wysokie jakby chciały objąć Umęczonego. Tak chciałbym tutaj zostać, wołać, siedzieć z Panem, adorować Monstrancję, ale zamykają kościół…kościelny wygania dzwonieniem kluczy, bo spieszy się do obrządku w domu.

   Normalny człowiek nie zauważy tych znaków, a przed chwilką byłem podenerwowany śpiewem kobiet, które straszliwie fałszowały pieśń; „Cóż Ci Jezu damy za Twych łask strumienie”. Tak dobrze na ławce przed kościołem. Słodycz, słodycz i śpiew ptaków...

   Tutaj powinien być ogródek, gdzie pragnący Boga mogliby posiedzieć w ciszy. „Jezu! dziękuję Ci za jeszcze jeden dzień życia dla Ciebie i Twoich Spraw”. Nie mogę dojść do siebie; „Pokoju mojego serca! Słodyczy mojej duszy”!

   Dziwne, że nikt nie broni krzyża Pana Jezusa. Boga i naszej wiary. Ja podniosłem taki powalony przez czas i opieka nad nim to wielka radość. To najświętszy symbol grobu Zbawiciela, który zalewa mnie morzem łask.

   Nie ma też Komitetu Obrony Boga…przyjęło to Stowarzyszenie („Pro Polonia”), ale Brudzyński robił sobie zdjęcie na tle reklamy Madonny i zamówił dziwną mszę. Coś pachnie mimetyzmem. Czy diabeł ubrał się w ornat?

   W kiosku otrzymałem „Niedzielę”, która otworzyła się na artykule; ”Normalnemu człowiekowi krzyż nie może przeszkadzać”. Błyskawicznie wraca sprawa Madonny i jej występ oraz kolega, który ściął krzyż z moim protestem, a także artykuł o błędach lekarzy.

   Dopiero rano wyjaśniło się samoistne pękniecie Św. Hostii, ponieważ moje serce zalał ból i rozterka, bo niepotrzebnie dochodzę sprawiedliwości, a Pan mówi, że „to nie twoja sprawa lecz Moja!” 

   Padłem na kolana i z krzyżykiem wciśniętym w czoło odmawiałem „Święte Osamotnienie Pana Jezusa”.  W domu z tęsknoty grałem na akordeonie „Pan Jezus już się zbliża, już puka do mych drzwi”.

   Na ten moment w TV Trwam trafiłem na Jezusa niosącego krzyż oraz przykrość, ponieważ Wałęsa przeprasza, że przyłączył się do moherowych beretów (sprzeciwił się koncertowi Madonny). Zobacz sprzedajną duszę ("chorągiewkę na wietrze"), a w tym czasie TVN wielokrotnie pokazuje podświetlony krzyż z Madonną oraz jej twarz w koronie cierniowej.

    Kościół katolicki przeszkadza królestwu Szatana...królestwu nienawiści. Pan rozesłał nas na cały świat, aby głosić Dobrą Nowinę każdemu stworzeniu.

    W TVP Info było spotkanie dotyczące skrytobójstw kapłanów…zbrodniczy system wrócił do władzy. Ten rząd walczy o przywłaszczenie mediów, sieją bezbożność i zgorszenie…

   Tak się stanie, że będę na ponownej Mszy św. i zdziwiony słuchałem innych czytań, a w serce wpadły słowa: „(…) umarłem dla Prawa, aby żyć dla Boga. Z Chrystusem zostałem ukrzyżowany (…)”. Tak powiedział mój Profesor św. Paweł...

                                                                                                                                   APEL