Przed przebudzeniem o 4.00 byłem na jakimś zgromadzeniu ludzi z dwoma rodzinami i obcymi, gdzie żartowałem w moim stylu (jak Kuba Wojewódzki). Udawałem poważnego, a ludzie śmieli się. Można powiedzieć, że było to „nocne gwiazdorstwo”.

   Postanowiłem nadrobić zapisy, bo czas płynie po wariacku...tak jak u żony, kilka dni temu sprzątała i już jest brudno. Zamiast przesłuchanie homilii biskupa z 16 czerwca (bardzo pięknej) włączyło się nagranie piosenki sąsiada. Melodia była wzięta jakby z mojej gry na akordeonie i dlatego bardzo mi się podobała.

   Z treści słów wynikało, że wierzy tylko w recykling ciała: „z prochu powstałeś i w proch się obrócisz”, bo śpiewał „za tych, którzy odeszli stąd” na cmentarz, gdzie „leży Bronek, ojciec, matka”...chciałoby się dodać i „sąsiadka”. Bardzo śmieszne i smutne...

    Wielokrotnie zapraszałem go do Domu Pana, gdzie czasami gra Bogu Ojcu na trąbie, ale jest w grupie nienawracalnych, a takich w moim bloku jest połowa. Niektóre sfrustrowane wdowy złośliwie mówią, że „latamy z żoną do kościoła”. Moja miłość do Pana Jezusa Eucharystycznego to „latanie do kościoła”. Popłakałem się.

    Zapisałem to, aby pokazać niespodziewane prowadzenie przez Zbawiciela. Nie planowałem Mszy św. porannej, ale tęsknota za Deus Abba, a właściwie za Panem Jezusem zalała moje serce. W tym stanie wyszedłem na Mszę św. o 7.30 i odczytałem intencję z 18 czerwca związaną z wizytą u koleżanki, która miała bronić takich jak ja, ale okazała się ateistką.

   W ramach dzisiejszej intencji trafiłem na rozmowę Krystiana Legierskiego z Kubą Wątłym, którzy wierzą w nicość i nie podoba im się własny Ojciec Prawdziwy (Super Stacja: „Krzywe zwierciadło”). Krystian Legierski jest synem Polki i Mauretańczyka. Ja myślałem, że jest to tylko miły samorządowiec...nawet dziwiłem się, że ujawnia niecne działania matki HGW jako kamikadze, a to działacz LGTB, prawnik, adwokat i przedsiębiorca.

    To wyjaśnia dlaczego zasłużył się spotkaniem z Kubą Wątłym w „Krzywym zwierciadle”, który ma dwie lewe półkule mózgowe. Krystek lał miód na opętanego Czubę Wstrętnego, bo wspomniał o dyskryminowanych we wsiach i miastach naszej ojczyzny...ze względu na swoje orientacje, których nie ujawniali.

   Następnie przeszedł do „zbuntowanych przeciwko Kościołowi” Pana Jezusa, którzy postępują tak jak tamci, bo „przy obiedzie, na weselach i na różnych spotkaniach każdy udaje, że praktykuje swoją wiarę i religię /../ podtrzymuje praktykowanie dla świętego spokoju /../ dzieci mają już swoje mieszkania i robią w niedzielę, co chcą, bo rodzice nie widzą tego i nie wszczynają awantury.”

   Dalej mówił o radości upadku wiary (statystyka), bo wszyscy chcą myśleć samodzielnie (czytaj od Szatana) i cieszyć się zrzuceniem jarzma kościoła (lepsze jest diabelskie). Zarazem stwierdził, że nie ma nic przeciwko temu, aby „Kościół był przewodnikiem duchowym dla ludzi, którzy chcą tego..."widzę też tych, którym Kościół daje wiele /../ ale nie podobają mi się głoszone nauki /../ z takim Kościołem ile będę miał siły będę walczył /../”.

    Czuba Wstrętny zaapelował, aby w wyborach samorządowych nie głosować na tych, którzy kłaniają się facetowi w długiej sukience. Później z uporem powtarzał, że za 500+ także z jego pieniędzy PiS kupuje sobie głosy.

   Dzisiaj mój ulubiony prorok Eliasz po powołaniu wg Boga swojego następcę Elizeusza na jego oczach został uniesiony przez rydwan do nieba (Krl 2,1.6-14. Na pożegnanie płaszcz Eliasza spadł na niego z góry, a on jego uderzeniem w wody Jordanu rozdzielił je i przeszedł środkiem. 

   Wielu wierzących w Boga Ojca wątpi w Jego moc, a wrogowie naszej, jedynie prawdziwej wiary oraz wyznający nicość po śmierci wyśmiewają "te bajki." Nie widzą, że są oszukani budując piękne grobowce z kultem umarłych. Nasz prezydent uszanował zwłoki byłego gen. Wojciecha Jaruzelskiego i nie zdegradował go, a został prezydentem po modlitwie do Ducha Świętego.

    Nie chciało się jechać na nabożeństwo do Najświętszego Serca Pana Jezusa, ale po wyjściu radość zalała dusze. Wołałem za: wrogów krzyża, zaprzedanym poganom i mylących wiarę z chorobą. Podjechaliśmy z żoną pod mój krzyż, a serce rozradowały piękne kwiaty wymagające podlania...

                                                                                                                                   APeeL