Trwa czas Objawień, bo czerwony smok (ateizm) walczy z Niewiastą odzianą w słońce i rzuca się na Jej wyznawców! Wzrok zatrzymała książkę „Indie”, gdzie piszą o tubylczym kulcie smoka w postaci pół-ludzkiej z ogonem. Zważ jak Szatan wabił prostych ludzi!

   Na każdego ma coś innego, bo ja przebudziłem się pijany w nocy, a teraz źle się czuję...najgorsza jest pustka w sercu. Na ten czas w radiowej Trójce mówią o szczęściu, a chciałbym mówić o Prawdziwym Szczęściu, o Matce Bożej, Panu Jezusie i moim odnalezieniu Ojca Prawdziwego!

   Przepisuję to 4 lipca 2018 r. i nie traktuj tego świadectwa wiary jako „delirium tremens”, bo od 15 lat mam odjęty nałóg! Wówczas około g.10.30 wróciło poczucie obecności Pana Jezusa, a stało się to w trakcie przyjęć chorych (nawału).

    Łzy popłynęły z oczu, a duszę zalała radość Boża jakiej nie ma na ziemi. W sercu zawołałem: "Pan Jezus jest!...Jezus jest!...Jezu!...Jezu!...Jezu!...cóż ja znaczę bez Ciebie, Jezu!...jaki sens ma moje życie?...przyjdź Jezu i bądź ze mną!”

   Napłynęło pragnienie modlitwy, którego nie mogę zrealizować, a sprawia to wielkie cierpienie! Dopiero o 12.00 będzie chwilka na „Anioł Pański”, a później podczas różańcowego „Zesłania Ducha Św.” zostałem oddalony od ciała czego nie mogę wyrazić naszym językiem.

   Wieczorem będę czytał jakiś traktat o naszej wierze z refleksją: dlaczego nawrócony grzesznik tak często popada w nowe grzechy? Skądże pochodzi, że większa część sprawiedliwych zamiast postępować w cnocie i wzrastać w łasce, traci częstokroć tę odrobinę cnót i łask jaką posiada? Wskazano na: kruche naczynie, zakusy szatana, świata i ciała.

   Ja wiem, że to pytanie pada do mnie, bo z moją łaskę tak już nie wypada. Z serca wyrwało się wołanie do Matki Bożej:

„Dobra Matko i wierna Pani!

Serdeczna Opiekunko i Strażniczko moich łask:

  • wspieraj i podtrzymuj w upadkach

  • chroń przed zakusami szatana

  • prowadź i osłaniaj przed słusznym gniewem Prawdziwego Ojca”.

     Zawsze i wszędzie - w każdej potrzebie - uciekaj do Matki Prawdziwej. Dzisiaj mam złagodzony post (od lat w środy i piątki czynimy to z żoną w intencji pokoju na świecie).

    Nagle wszystko się odmieniło, a w telewizji trafiam na fragment filmu „Mahabharata” ze sceną porzucenia świata przez duchowego hinduistę. Scena przypominała Zwiastowanie i Wcielenie Pana Jezusa.

    Jakże chciałbym obejrzeć film pokazujący człowieka naszej wiary, jego życie i cierpienia, ale trudno jest wyrazić nadprzyrodzona łączność z Bogiem, która nie ma nic wspólnego z naszymi ćwiczeniami ciała.

    Po wyłączeniu telewizora wzrok zatrzymała „Nie-Boska komedia” Zygmunta Krasińskiego: „krzyż mu już nie cięży, nie dolega - z nim, jak z mieczem złotym na barkach /../”. Padłem na kolana z kontynuowaniem odmawiania modlitwy różańcowej: „Matko Miłosierdzia módl się za nimi. Jezu miej miłosierdzie. Ojcze Przedwieczny przyjmij cierpienia Pana Jezusa podczas Bolesnej Męki w tej intencji.

    Na ten moment książka „Szatan istnieje naprawdę” otwiera się na informacji, że Pan Jezus otworzył Niebo, ale Kościół Mistyczny wymaga naszego uczestnictwa we współodkupieniu! Dlatego nie wolno odmawiać modlitw w sposób żydowski - interesownie, tylko we własnych sprawach!

   Jakby na potwierdzenie „spojrzał” Pan Jezus Adama Chmielowskiego, brata Alberta: „Oto Człowiek”…

                                                                                                                                      APeeL