Pan dał natchnienie, aby dzisiaj edytować ten zapis (29.08.2018). Wczoraj stałem przed klepsydrą 90-letniej pacjentki za którą modliły się członkinie kółka różańcowego razem z żoną. Umierała w świadomości, że odchodzi z tego świata. To jest wielka łaska, najczęściej wymodlona. Proś Boga Ojca o śmierć dobrą (z Wiatykiem) oraz godną...nigdy nagłą!

   Pogrzeby są katolickie, a zakłady pogrzebowe laickie...stąd wszystkim jest serwowana bezbożna sentencja: „Rozłąka jest naszym losem. Spotkanie naszą nadzieją...”. Naszym losem jest zesłanie z miłości jako „buntowników”, a naszą nadzieją jest powrót do Ojczyzny Prawdziwej.

   Przecież jest to pokazane na uwolnionych z więzienia, po porwaniu, odnalezieniu zaginionego lub powracającego z zesłania (Żydzi wyprowadzeni z Egiptu, Syberia, obozy wszelkiej maści, itd.).

    Dla wiernych do końca naszej wierze i Stwórcy...śmierć jest dniem powrotu duszy do czekającego na nas Boga Ojca. Wszyscy powinni wówczas cieszyć się i śpiewać: „Chwalmy Pana na harfie, chwalmy Pana na cytrze…”. Wyobraź sobie taki piknik duchowy z prawdziwą radością, bo nasz brat lub siostra zostali wyzwoleni.

    U nas króluje kultura śmierci, panuje smutek, czerń, a nawet demoniczna rozpacz ze wskakiwaniem do grobu, bo zmarłego już nie ma! Nie usłyszysz prostego słowa; ż y j e!  Wspomina się o duszy, ale to nie przemawia. 

   To trudno pojąć normalnemu, który kocha to życie i na nic mu mowa o Niebie i wiecznym szczęściu. Szatan wykorzystuje to i ukazuje fałszywą radość na ulicznych paradach grzeszności...

    Właśnie odszedł jedyny syn Leszka Millera. Na www.wp.pl wiadomości napisałem: <<Panie Leszku! Pana syn jest...właśnie przeszedł ze śmierci do życia. Proszę nie rozpaczać...smutek może dotyczyć tylko rozłąki. Rozpacz jest od Szatana >>. Wcześnie pisałem tam (08.08.2018)...po śmierci Kory  że: „Ciało odpada jako opakowanie, a my jesteśmy”...

    W drodze do kościoła ominąłem zabitego kota i spotkałem grzebiącego w śmietnikach, którego córkę skierowałem do szpitala. Teraz pyta przestraszony:

- czy nie umrze, bo boi śmierci, a każdy chce żyć!

- ja nie chcę tu być…mam być dokąd pozwoli Bóg, ale nie chcę!

    Na ten moment św. Paweł wskazał na Jezusa Chrystusa, który „przezwyciężył śmierć, a na Życie i nieśmiertelność rzucił światło przez Ewangelię /../.”

    Pan Jezus w Ew. wyjaśnia saduceuszom; „/../ gdy bowiem powstaną z martwych /../ będą jak aniołowie w niebie /../.” Ponadto Pan Jezus wskazał, że nasz Bóg Ojciec jest „Bogiem żywych”, a zmarli żyją!

   Pragnienie bycia z Panem, a tu trzeba iść do przychodni. „Panie Jezu! Ty Święty Świętych zostałeś zabity bestialsko przez szubrawców…do Ciebie Panie wznoszę moje oczy. Niech będzie chwała i cześć i uwielbienie”.

    Jakby na znak (nie znałem jeszcze intencji) zaczynam od stwierdzenia zgonu u mojej starszej pacjentki, która bardzo cierpiała z powodu osteoporozy (złamałne biodro z metalową protezą tkwiącą pod skórą). Dzisiaj została naprawdę wyzwolona...z ulgą także dla rodziny i lekarzy.

    Do gabinetu wprowadzono pacjenta z drugiego końca Polski…o nazwisku Rajski. Powiedziałem mu o znakach Pana, a on dodał, że ma ksywę „ś w i ę t y”. Dlaczego wprowadzono go do mnie? Śmieliśmy się, a w tym czasie przez okno płynęły odgłosy pogrzebu.

   Teraz przykrość, bo kobieta, matka i żona, bogaci popełniła samobójstwo. Zwłoki leżały w samochodzie, gorąco, smród…

    Na dalszym dyżurze w pogotowiu w drodze do mojego pacjenta spotkaliśmy zabitego gołąbka. Znowu zgon, zamęczonego przerzutami nowotworowymi. Śmierć jest wstrząsem dla ludzi, którzy nie stykają się z obecnością. Płacze żona, córka zamknęła się w pokoju. Pomogłem podwiązać szczękę dolną, aby nie miał otwartych ust.

   Pragnąłem modlitwy, ale nie mogłem odczytać intencji. Poprosiłem o pomoc Ducha Świętego, a nade mną zakręciły się trzy gołąbki…z których jeden odleciał (stąd: za odchodzących..."odlatujących").

    Teraz jedziemy do słabego (alkohol i dysk, zapalenie trzustki), a na drodze leży zabity pies oraz uszkodzony przód pojazdu. Jeszcze choroba Alzheimera i usztywnienie ciała po leku, wymioty u babci, która całkowicie zesłabła, bieda i kolka wątrobowa u młodej. Ile cierpień niesie nasze ciało.

   Dzisiaj króluje ś m i e r ć. Trwa bowiem tragedia po wybuchu metanu w kopalni Jastrzębie Zdrój, gdzie są zabici, ranni i poparzeni górnicy. Ogarnij świat odchodzących. Jakby na pocieszenie - dwa razy przejeżdżałem karetką - obok figury Pana Jezusa z Najświętszym Sercem...

                                                                                                                                     APeeL