Kończę dyżur w pogotowiu...mam pięć minut na przybycie zmiennika i stoję gotowy do wyskoczenia na Mszę Św. (czas przerwy od 7.30-8.00), ale lubi mnie praca, a Szatan dodatkowo przeszkadza w pokrzepieniu przez Pana Jezusa Eucharystycznego.
Trafia się nagły wyjazd do urazu czaszki podczas napadu padaczki. Pędziliśmy na sygnale, miejsce publiczne, sklep ze zdenerwowanym właścicielem, rana głowy, krew na ziemi, zapłakana matka i jej przeklinający syn. Chłopie co z ciebie wyrośnie...żartujemy.
W przychodni czekała na mnie dodatkowa niespodzianka…jestem sam, a pani kierowniczka takimi sprawami lubi zaskakiwać. Nawał chorych, brak recept, nie będę na obiedzie…wzywam żonę na pomoc. Wkroczyła później z receptami i garnkiem krupniku w koszyku! Sam zobacz co oznacza miłość małżeńska.
Pozostaje żartowanie;
- po co pani choruje, jeżeli nie potrzebne zwolnienie lekarskie?
- proszę ubierać się brzydko…będę pisał tanie leki!
Koniec pracy, a tu głowa sąsiadki po recepty...pytająca o przyjęcie, a wie, że nie odmówię. Karuzela będzie trwała nadal w pogotowiu (dwa dyżury z rzędu):
- w osamotnieniu - pod tlenem - umiera lokalny VIP, bo dzieci są w świecie
- pędzimy do zawału serca czyli migreny (ile miała lęku wzywająca)
- znajoma babcia jest we wstrząsie, spocona od stóp do głowy, ciężko dyszy od rana, a rodzina zapatrzyła się na wymioty (ewidentny zawał serca z obrzękiem płuc)
- nagły zgon babci w chatce z czasów carskich z płaczącym przy niej wnuczkiem...od razu wypisałem kartę zgonu (bez zapłaty), aby później nie krążyli
- teraz jestem u chorego bez ręki, który kikutem odpina zegarek, a nagle wpada wielki pies i liże nas po rękach!
Aż prosi się ujrzenie całego świata, bo u nas nie ma wojny, a ile jest codziennego cierpienia i szoku spowodowanego nagłymi zajściami…w dwa dni zmarł uczeń (sepsa) oraz operowana roczna dziewczynka z Iraku. Właśnie był pogrzeb młodego człowieka, któremu wybranka ucięła głowę! Masz złą żonę...ciesz się, że masz głowę!
Nie można zjeść, a zmęczenie sięga zenitu (12 g pracy bez wytchnienia). Na ten moment z włączonej kasety płyną słowa nagranego kazania: „po znoju czas na odpoczniecie.” Zapisuję to, aby pokazać jak Pan Bóg „mówi” do nas.
Jeszcze nie wiedziałem, że w krótkim czasie ta moja łaska zostanie potraktowana jako urojenie! Chorobę rozpozna ówczesny prezes Naczelnej Izby Lekarskiej, a obecny senator RP Konstanty Radziwiłł. Wystarczyły mu dwa słowa („mowa Nieba”) do zaocznego rozpoznania u mnie choroby psychicznej i zawieszenia mi prawa wykonywania zawodu lekarza.
Wiszę tak od września 2008 roku do dnia dzisiejszego (23.09.2018), a w tym czasie kolega miał -serię wykładów o etyce - dla całego środowiska lekarskiego...za które mu płacono!
Po znoju przyszedł czas na odpocznienie i tak jak zapowiedział Pan płacili za spanie od 22.00 do rana!
APeeL