Dziwne, bo „spojrzał” art. „Pamiętaj, że jesteś prochem”, a przecież Środa Popielcowa już minęła. Teraz w moim ręku pismo „Przymierze z Maryją”, gdzie podobny; „Przygotowanie do śmierci”. Kapłan pisze o tym co wiem; wielka troska o to byt doczesny sprawia, że zapominamy o duszy i życiu prawdziwym.

    Śmierć często zaskakuje, a do ciężko chorych boją się wzywać kapłana, aby nie straszyć chorego („co już umieram?”). Wiele czynimy dla umierającego; czuwamy w szpitalu i chcemy go ratować. A to śmiertelny bój o duszę w którym trzeba wołać do naszego Anioła Stróża, św. Michała Archanioła (mam duży kult), patrona dobrej śmierci św. Józefa (nie wiedziałem) oraz takiej Matki Bożej.

   Czytam, a z tv padają słowa; „godna śmierć”. O takiej mówię wszystkim: dobra i godna o którą sam proszę.

     Patrz na znaki. Przy klepsydrze osoby znanej w mieście  mówię do pacjentki, że od 40 r. ż. zaczyna się naturalna śmiertelność. Słucha zdziwiona, a ja dodaję, że: „większość traktuje śmierć jako zakopanie człowieka, a natychmiast jesteśmy”. Z żoną rozmawialiśmy o zakupie czarnego garnituru „na ostatnią godzinę”, a ja żartowałem, że przyda się na pogrzeb kolegi!

    15.00 Właśnie płynie czytanie "Dzienniczka" s. Faustyny, gdzie słowa; „/../ Nieśmiertelny Boże /../ gdy mam Ciebie     ś m i e r ć  sama szkodzić mi nie może /../ zawstydzona pójdzie z niczym /../ śmierć ma się dotknąć ciała mojego, pragnę niech jak najwcześniej nastąpi to rozwiązanie, bo przez nie wstępuję do Życia Wiekuistego/../"!

   Ja wiem o tym: to popiół sypany na głowę (symbol grzechu, naszej ułomności oraz przemijania).

    17.20 „spojrzał” Jezus Miłosierny, a ja wiem, że to zaproszenie na ponowne nabożeństwo. Nie pytaj jak  „spojrzał”, bo sam możesz zawołać; „Ojcze! naucz mnie Twojej mowy”! Wciąż nie znam intencji, ale wiem, że „coś ze śmiercią” (godna, niegodna, a może „za gardzących śmiercią”?). Przepływają obrazy;

- spalonych w „biedabloku”

- zabitych po potrąceniu przez samochód (3 młode osoby)

- ofiary świńskiej grypy.

      Łzy zalały oczy. Nie dziw się, bo w Piśmie są słowa; „A On nad nimi zapłakał”, a chodzi o zgubę większości. Właśnie wołam do ateisty stojącego na balkonie; zapraszam do kościoła! Wymawia się bólem nogi, inny ma pieska, tamten buduje dom, a ta biega po lekarzach.

    Napłynął obraz początku pracy. Pan dał mnie na oddział noworodków. Jakże piękne są takie dzieciątka: spuchnięte na twarzy i umęczone porodem czyli przyjściem na ten świat („śmiercią” po wyjściu z macicy czyli raju). Ta nauka przydała się później, bo w pracy nie bałem się zdrowych maluszków z przestraszonymi matkami.

    Brak przygotowania do śmierci to wielkie nieszczęście. To „poród uliczny”: wypadasz i możesz się zabić! Śmierć to powrót do Domu Prawdziwego, gdzie czeka na nas Święty Świętych! Nie przygotowany na powrót stajesz „w korku” (Czyściec) lub trafiasz na drogę nieprzejezdną.

    Moje serce zalała miłość miłosierna do zagubionych braci, a także do kolegi lekarza, który powalił krzyż Pana Jezusa. Nieprzekazywalna słodycz  cierpienia zastępczego zalała duszę.  Msza św. to wielka łaska Boga dla nas, a tu pięć osób. Kościół wystrojony kwiatami, na ołtarzu błyszczą złote kielichy, płonie Paschał; „Panie! jak piękna jest świątynia Twoja”.

   Przez chwilkę wyobraziłem sobie, że jestem pozbawiony tego daru, a pragnę Ciała Zbawiciela! Na ten właśnie moment Pan Jezus mówi; „Troszczcie się nie o ten pokarm, który ginie, ale o ten, który trwa na wieki, a który da wam Syn Człowieczy/../”. J6,22-29

  „Zmartwychwstał Pan, zmartwychwstał Pan”, a ja idę  do Komunii św. z wrażeniem, że jestem sam. Wyobraź sobie, że kapłan czeka z Panem Jezusem, a nikt nie  podchodzi!

    Słodycz zalała usta, serce i duszę. Jakże chciałbym tu zostać, ale na zewnątrz czekają dzieci. Kończę moją modlitwę omijając ludzi. Nie mogę dojść do siebie, a dzisiaj całe miasto uczestniczy w pogrzebie znanej osoby (”umarli grzebią umarłych”). Może msza pogrzebowa jakiegoś przebudzi. Teraz towarzyszy mi piosenka o śmierci („Dance me”).

   Zapamiętaj. Przygotowanie do śmierci to pragnienie zbawienia, to pragnienie powrotu do Boga tu i teraz. To życie z Bogiem dzisiaj, jutro i zawsze.

     Żona wskazuje na potrzebę spowiedzi z całego życia, ale przecież po niej możesz grzeszyć jeszcze 20 lat! Ja spowiadam się „po kawałku”; spowiedź i grzeszność, spowiedź i grzeszność, bo wszystko wcześniejsze mamy raz na zawsze przebaczone.

    Takie  jest miłosierdzie Boga Ojca. To nie ma nic wspólnego z gromadzonymi przez służby „papierami”, gdzie po latach wyciąga się stare zdjęcie kard. Dziwisza...na plaży!

    Proś o śmierć dobrą (Wiatyk) i godną (modlitwa, gromnica, bliscy). Większość chwali nagłą; czyli w WC, autobusie lub na weselu (była taka u nas) bez Ostatniego Namaszczenia.  Popłakałem się i zawołałem;„Panie zmiłuj się nad nie przygotowanymi na spotkanie z Tobą”.    APEL