motto; „moja droga ja Cię kocham”…

    Dyżur w pogotowiu. Poprosiłem Pana Jezusa o jeden dzień wytchnienia. Wołałem też do Św. Michała Archanioła. Tak się stało, bo były godziny ciszy i kojący sen. Teraz jedziemy do „wywróconego” pod kościołem, którego dostarczyliśmy do domu.

    Na dalekim wyjeździe napłynęła osoba żony i jej ciężkie życie. Podczas powrotu ze szpitala w ciemności z włączonej przez kierowcę kasety popłynie melodia o miłosnym ślubowaniu, przyrzeczeniu wierności i szczęściu małżeńskim. Wielka miłość do żony zalała serce.

    Pierwszy raz w życiu popłakałem się z powodu naszego krótkotrwałego rozstania. Ten ból ukazał mi, co czuje człowiek w prawdziwej rozłące. Masz bliską osobę, która zawsze jest z tobą, codziennie czeka z obiadem i od lat martwi się o wszystko. 

   Opracowuję tą intencję, a w ręku mam resztkę zapisu z 18.12.1993, gdzie: <<Myśl uciekła do żony...przeniknąłem jej serce, nawet obawy o zdrowie, jej delikatność i poczucie wstydu. Wprost chciałbym do niej zawołać, że "jesteśmy sobie dani z Nieba!"...musimy trwać, być razem, pomagać sobie do końca, modlić się za siebie. Nie zrozumiesz małżeństwa bez królowania Boga Ojca, Pana Jezusa i Matki Bożej...w rodzinie!>>

    Dzisiaj, gdy edytuję tą intencję (07.01.2018) wszystko się sprawdziło. Naprawdę tak jest, a ja bez niej nie mógłbym przekazywać świadectw wiary z „tu i teraz”...nic mnie nie obchodzi, bo ona wszystko załatwia, a przez to ma uczestnictwo w chwale Boga Ojca! Na ten moment Krzysztof Klenczon śpiewał „Historię jednej znajomości”: 

   "Morza szum, ptaków śpiew, złota plaża pośród drzew /../ Przypomina Ciebie mi. /../ Wtedy to pierwszy raz uśmiechnęłaś do mnie się. /../ Odtąd już dzień po dniu upływały razem nam”.

    Dzisiaj wiem, że jest „przyznana” z Nieba. Padłbym marnie…jak ten z ulicy. To ona trwała do końca w moim nałogu i uratowała mi życie (swoimi wołaniami do Boga). Ile przeżyła i wycierpiała…sam Bóg wie!

   Teraz krążymy po korytarzach szpitala (dyspozytorka wysłała nas do złego szpitala)…w nocy widziałem to w śnie. Bardzo dużo dzieci oraz umęczeni chorzy. Płynie moja modlitwa...

    Podczas kolędy Pan Jezus przyszedł na nasze osiedle i tak sprawił, że na końcu przybyło do nas czterech kapłanów, których z wdzięczności ugościliśmy. Sam zostałem zadziwiony postnymi smakołykami, które zaserwowała małżonka. Jakby w podzięce od Pana otrzymała poświęcony różaniec, który leżał na grobie o. Pio. Łzy zalały oczy…

    Jakże Bóg zadziwia mnie każdego dnia, bo dzisiaj, gdy to opracowuję (07.01.2018) z natchnienia włączyłem starą jak świat kasetę, gdzie Seweryn Krajewski śpiewał piosenkę: „Mam dobry dzień”...”Nie ma lepszych dni od dobrych razem z tobą”. Sam zobacz…

                                                                                                                                APeeL