Dzisiejsza niedziela to dzień pocieszenia. Jakże Bóg zadziwia. Ksiądz proboszcz na prośbę IPN-u przejrzał strych budynku plebanii. Teraz ze łzami w oczach pokazuje znaleziony skarb: to bardzo zniszczony obraz Matki Bożej, który ma 500 lat!

    Żona popłakała się, ponieważ potwierdziło się natchnienie, że to MB Pocieszenia. Jedna z pań telefonem komórkowym zrobiła zdjęcie i przesłała do rodziny ciężko chorej, która po kilku dniach cudownie wyzdrowiała. My mamy wielki kult do Świętej Bożej Rodzicielki.

    Przed wielu laty trafiłem właśnie do Sanktuarium Tej Matki, gdzie ostatecznie wróciłem do Boga. W kościele miałem błysk połączenia z sercem żony, które jest pełne lęków i utrapień. Ja żyję w pełnej ufności do Boga, ponieważ nic nie może stać się bez Jego Woli. To najsłodszy i najlepszy Ojciec pragnący mojego prawdziwego dobra, którym jest zbawienie czyli powrót do Niego.

    Dobra wiadomość; udała się operacja wnuczka i nie musimy już jeździć do szpitala (niepewność, czas i koszty). Nawet dzwoni w tej chwilce. 

   Czytam Biblię; pokuta po spowiedzi. Dzisiaj otwiera się na scenach; Zmartwychwstania!

Pusty grób; „(...) Anioł zaś przemówił do niewiast; (...) szukacie Jezusa Ukrzyżowanego. „Nie ma Go tu, bo zmartwychwstał (...)”.

Jezus ukazuje się niewiastom. „Witajcie (...) Nie bójcie się! (...)”.

Jezus ukazuje się Uczniom. „(...) Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody (...)”.

     W ręku zapis (29.11.2005); „za sprawiających niespodziankę”, gdzie słowa; bądź dobry i grzeczny, spełniaj swoje obowiązki, a z trudnościami zwracaj się do Mnie, zawsze pamiętaj, że Jestem przy tobie i tak będzie do końca!

     Pan powiedział to w momencie powrotu moich „zmartwień”, a przecież nic mi nie brakuje, chociaż wielu płacze przy krojeniu chleba! Te słowa napisałem wówczas od Boga chłopczykowi do świątecznej paczki. Droga każdego inna i od czasu do czasu musimy odpocząć. Tak jest dzisiaj, ale przeciętny człowiek nie ujrzy tej łaski, bo życie traktuje normalnie.

    Zdziwiony słucham czytania „Dzienniczka” s. Faustyny; „(...) Radość moja była wielka (...) bo dusza moja była bez przerwy połączona z Panem. Poznałam, że każda dusza chciałaby pociech Bożych, ale żadna miarą nie chce opuścić pociech ludzkich/../te dwie rzeczy żadna miarą z sobą  pogodzić się nie dadzą (...) O mój Jezu za wszystko Ci cześć (...)”.

   Napisałem list do wyrzucanych z mieszkania w atrakcyjnej kamienicy w Warszawie.

   „Pragnę zwrócić się do Was ze słowami pocieszenia, a także powiedzieć o mojej krzywdzie, która zrobili mi komuniści. Oni są nadal przy władzy, a u nich prawa dziedziczy się do 3 pokolenia.

    Teraz udają „demokratów”. To fałszywa opozycja. Nakradli, mają wszystko i wygra z nimi tylko Bóg, a nasz dobry Ojciec ma czas. Moja prośba. Po spowiedzi i Komunii św. proszę, aby wasza  rodzina ofiarowała całe  cierpienie na ręce Matki Bożej w intencji pokoju na świecie. To nazywa się uświęceniem cierpienia. Bóg zna wasze problemy, a każdy stanie przed Nim”.

    Poszkodowana pytała jak zdobyłem ich telefon, a to pomoc Boga Jedynego. Podzieliłem się moją krzywdą, wspólnie  popłakaliśmy się i staliśmy „się jedno”...                             APEL