Z kościoła wywołał mnie proboszcz, ponieważ ma problem; pragnie zamienić budynek starej plebanii na „przytułek”. Właśnie przywieziono mu Ukraińca po wypadku (amputacja kończyn dolnych).

    - Proszę księdza ja zawsze wołam do Ducha Świętego oraz św. Józefa Rzemieślnika.

    W ławce kościelnej napływa, że w tej sprawie trzeba prosić św. Rocha, który zajmował się chorymi i jest Patronem naszej parafii! Dziwne, bo intencję modlitewną miałem już odczytaną i nawet powiedziałem o tym kapłanowi, że jego prośba jest nieprzypadkowa.

     W czytaniach mowa o Izraelu, który przestał słuchać Boga (Wj32, 7-14). To samo Jezus powtarza tym, którzy nie wierzą w Niego i nie chcą Go przyjąć, a świadczą o Nim pisma oraz św. Jan Chrzciciel.

    Po przyjęciu św. Hostii słodycz zalała serce.  

   Przez dwa ostatnie piątki podczas drogi krzyżowej niosłem krzyż, ale napływa, że jutro mam tego nie robić. Dziwne, ale  tak uczyniłem, mimo pragnienia i łez na twarzy. Okazało się, że krzyż niosła żona, bo ludzie się wstydzą.

   W „Fakcie” z dnia 26.03 2009 jest relacja dziewczynki porażonej przez pioruna. Zdała relację o swoim pobycie poza ciałem i miejscu bliskim nieba. W ręku mam świadectwo lekarki dr Glorii Polo („Trafiona przez pioruna”), która przeżyła to samo: spalona przez pioruna została cudownie ożywiona. Jej relacje są mi znane.

     Nagle podczas czytania napłynęło, aby tą relacje przekazać lekarzowi, który odpowiada za moją sprawę. Odbiłem relację dziewczynki, napisałem list + informację o mistyce i razem z broszura wysłałem. To przy okazji forma ewangelizacji.  

  Siostra śpiewa: „Jam cię wyzwolił z mocy faraona, a tyś Mi włożył krzyż na Me ramiona”. Przez ciało przeleciał dreszcz, ale tym razem chodzi o to, że Bóg wyzwolił mnie z „Egiptu” (podłego życia), a to oznacza  p r o w a d z e n i e  Boże.

  „Agenda Liturgiczna” otwiera się na zakreślonych słowach; „Ja jestem Pan, Twój Bóg, który cię wywiódł z ziemi egipskiej, z domu niewoli”. Dlaczego dzisiaj nie wierzą, że Bóg może wszystko? Dlaczego nie  potrafię Jemu zawierzyć swoje życie?

    Ja doszedłem do tego, ale reprezentuję garstkę. Dam przykład małego natchnienie. Dzisiaj jedziemy na zakupy; a z Nieba zrywaja na mszę o 6.30! Zły daje natychmiast natchnienie w pierwszej osobie: „poleżę, pójdę na następną", a anioł stróż podpowiada, że "prześpisz się po śniadaniu”. Masz swojego anioła stróża? Wierzysz, że jest? 

  Tak uczyniłem, a podczas jazdy ksiądz Zawitkowski mówił o sportowcach (ile wysiłku wymaga zdobycie pierwszego miejsca) i o św. Pawle.

    Na mszy przeleciała jego postać; niski, dość niezgrabny, chyba brzydki. Spotkam się z nim i za wszystko podziękuję, bo jego i moje nawrócenie to wielka łaska Boża. Jak przebiegałby ten czas podczas dalszego leżenia w łóżku?

    Dam przykład Bożego prowadzenia. Kolega lekarz ściął krzyż, a teraz walczy z postawionym po drugiej stronie drogi. Nie mogłem zrozumieć tego postępowania.

   W wielkim sklepie z pismami wzrok zatrzymało pismo „Wiedza i życie”, gdzie był art. „Neurobiologia moralności”. Tam znalazłem wyjaśnienie postępowania tego lekarza. To „obłęd moralny”: wiesz, że czynisz zło i trwasz w tym!                                        APEL