Zwiastowanie NMP
Dzisiaj śpiewałem w radości „z dawna Polski Tyś Królową /../ ociemniałym podaj rękę”, a moje serce zalewała ufność dziecka Bożego. W takim stanie znalazłem się przed figurą Matki Niepokalanej, gdzie wyszła sprawa dzieci poczętych, a w ręku znalazł się art. o świętości życia…
Na Mszy św. wieczornej duszę zalała słodycz i pokój…jak po Eucharystii. Ustąpił atak Szatana, który przez cały dzień powodował zniechęcenie, senność i wpuszczał bezsens istnienia. To naprawdę straszna broń.
„Panie jak tutaj dobrze. Matko moja! Matko Najświętsza! Weź za ręce ufne dzieci nad którymi czyha wiele niebezpieczeństw…tyle pułapek w postaci sekt, a nawet ojca (kazirodztwo), brata i matki (stręczycielstwo). To Twoje dzieci, dzieci Boga.”
Mojego stanu nie mogę przekazać, bo musiałbym nagrać krzyk duszy należącej do Boga i rozgłosić na cały świat. W czasie takiego świadectwa nie miałbym wstydu.
Mnie jest obecnie dobrze, bo wreszcie (na emeryturze) mam czas dla Boga: mogę w pokoju uczestniczyć w Mszach św. z modlitwami oraz przekazywać świadectwa wiary. Wiem, że mam to czynić, a dalej zadziała Pan...
Zrozum, że ludzkość większość sił i środków „puszcza w gwizdek”…zdobywanie kosmosu, rakiety, tysiące tysięcy porad: od czesania piesków poprzez hodowle węży do pozycji seksualnych. Nie ma tam słowa o Bogu Ojcu i wieczności.
„Spojrzała” figura Dobrego Pasterza, a ja ze wstydem opuściłem głowę. To jest tak, gdy styka się Syn Boga Świętego z nędznikiem…nagle zalanym Miłością Matki. Po takiej drętwocie duchowej jest to szczególnie zaskakujące. Ja nie daję przekazu „naukowego”, ale piszę z „tu i teraz”.
Dalej trwało misterium Mszy św., a mojego uniesienia nie można wyrazić i przekazać żadnym językiem, bo jak opiszesz błysk złota lub tęsknotę podczas gry na akordeonie? Cóż dopiero kontakt z Niebem, Bogiem i Matką…ze Światłością Wiekuistą, która przyszła właśnie w tej chwilce!
Kapłan padł na kolana podczas wyznania wiary, a przez moje ciało przeleciał dreszcz…”Emmanuel” Bóg z nami. „Matko! Dzisiaj zaczęło się moje zbawienie”. Powtórzyło się to ponownie podczas zapisywania tych przeżyć (po 8 godzinach).
Nie mogłem wyjść z kościoła, bo moje ciało fizyczne było „w stanie zdruzgotania”…szedłem krok za krokiem z pochyloną głową, nieobecny dla świata, a nawet pragnący odejścia z tego łez padołu. Z drugiej strony mam się oczyścić i przygotować na spotkanie z Bogiem Ojcem...
Kapłan prosił o adopcję duchową dzieci poczętych. Jest to cała procedura modlitewna. Nigdy nie interesowałem się tym aktem, a teraz moje serce znalazło się przy tych dzieciątkach.
Zacząłem odmawiać moją modlitwę. Ból był tak wielki, że nie mogłem dojść do siebie...w ciemności pokoju i ciszy trwałem dalej w ekstazie aż do zesłabnięcia. Musisz wyobrazić sobie ciało i duszę…ja straciłem ciało, a to oznacza, że - w tym czasie - całkowicie nie nadawałem się do normalnego funkcjonowania.
Zdziwiony stwierdziłem, że zalecają adopcję duchową od 20 do 20 tys. dzieci poczętych. Ta największa ilość znalazła się w moim sercu...taką liczbę tych dzieci pragnę uratować, a Bóg to sprawi!
Mijał czas, a ja wciąż wołałem: „O Jezu ! miłości moja bądź uwielbiony i miej miłosierdzie nad dziećmi poczętymi”...teraz już w słodyczy i pokoju. Jak wielkim darem Boga jest modlitwa.
Jakby na znak w ręku znalazło się pismo – ulotka ze zdjęciem Jana Pawła II całującego dziecinę…
APeeL