Dalej ćwiczę się w odmawianiu „Wyznania wiary”...powiem Ci, że wstyd się przyznać, ponieważ dotychczas (05.04.2021) nie nauczyłem się. Powtarzam z ludem, a w modlitwach mam własną (skróconą).

   Ja znam mojego Tatę, a Tata mnie. Ktoś to ułożył, wierni powtarzają, ale po godzinie w rozmowie nie byliby pewni czy jest Trójca Święta. Najbardziej lubię powtarzać, że Pan Jezus został „umęczony także za mnie”. Jakże to piękne i krótkie określenie Męki Jezusa.

   Posłuchałem natchnienia, aby podczas jazdy samochodem wysłuchać nagranej Mszy św. To było w samą porę, a teraz napływa, że Pan Jezus zawsze pomaga nam w niesieniu naszego krzyża, zawsze czeka na nas w cierpieniach, wychodzi nam naprzeciw...ja zarazem mam pomagać w niesieniu Jego Krzyża Jezus.

   Zapytasz, co oznacza „napływa”...to „moje” myśli podczas słuchania Ewangelii o Cyrenajczyku.  Piszę „moje” myśli, ale zważ, że jestem na początku nawrócenia ze szkoleniem. On niósł krzyż przymuszony („na zimno”), jako najemnik. Ilu jest takich dzisiaj…cała ich wiara to przypuszczenia. Tak powiedział jeden z pacjentów...przypomnę mu to słowo po drugiej stronie życia. Zresztą będzie wiedział, bo istnieje wieczny zapis wszystkiego!  

   Teraz mówię do trzęsącego się ze strachu: szuka pan uzdrowienia, a przecież nasze zdrowie zużywa się z każdym dniem, nie da się pokonać chorób, starości i śmierci.

   Cały czas czekam na jakieś oznaki potwierdzenia złego snu...oby nie zgubiły mnie te „badania”, ale już wciśnięto mi buteleczkę...nie chcę, ale nie mam siły na szarpaninę. Jasno widzę beznadziejność tych czynów i chowam przyjęty od szatana „dar” do szuflady.

   To nie należy się i wiem, że pacjent w chorobie dodatkowo musi martwić się o podarunek (datek), ponosi koszty. W wyobraźni idę z teczką, wywracam się, a z teczki wypada butelka, rozbija się i sprawia nieprzyjemny zapach, a personel śmieje się ze mnie. Czy to nie może się zdarzyć?

   Ostatni pacjent sprawił radość, bo został ocalony podczas wybuchu, długo walczył o należną rentę, wreszcie wszystko ułożyło się (pomagałem mu, wszystko pisałem na maszynie, byłem z nim w tej walce)...

- Jaki numer butów ma żona?

- Każdy pana podarunek popsuje moją bezinteresowność i radość. Podałem numer butów, ale zły!

   Chwilka ciszy, podjechałem do domu, a tam podenerwowanie, bo córka założyła bluzkę żony, a syn krzyczał, że obiad jest zbyt późno. Córka ma wykrzywioną twarz, a żona jest pełna zwątpienia...to straszna broń szatana! Ja nie idę na to!

   Pocałowałem ją, wzmocniłem i śmieliśmy się. Siły nabrała w momencie, gdy przeczytałem jej o godzinie 15.00 słowa Zbawiciela: „O tej godzinie pogrąż się w modlitwie tam, gdzie jesteś”. Siostra Faustyna napisała o stopniach miłosierdzia: uczynek, słowo i modlitwa...ona dotrze wszędzie.

   Zdziwienie, bo nie mam dyżuru w pogotowiu (pomyłka). Z tego skorzystał bezdomny pies...rzuciłem mu kanapki: „Pan wyżywi każdego”. W domu trwał zamęt od szatana...uciekłem do garażu z połową butelki i piwem. Jak łatwo rozpętać nienawiść. Jak wielkiej pielęgnacji wymaga miłość!

   Pan Jezus, gdy Mu złorzeczono nie złorzeczył...gdy cierpiał nie groził, ale oddał się Temu, który sądzi sprawiedliwie! Kiedyś widziałem siebie na takiej męce...wówczas straszyłem oprawców Jezusem! Teraz, w tym momencie ujrzałem, że wówczas trzeba się modlić za oprawców: to jest najwyższe dobro! Zrozumiesz to z pomocą Ducha Św.

   Kapłan z nagranej Mszy św. mówił, że nie ma chrześcijaństwa od krzyża. Kto to rozumie? „Krzyż” w chrześcijaństwie oznacza wybranie, ale wówczas przyciąga demony! Atakowana jest także rodzina, domy są w śmiertelnych opałach. To jest zarazem zwykła Boża próba! Wielu tego nie rozumie, bo uważają, że modlitwa i wybranie przez Jezusa da im życie weekendowe.

   Wówczas blisko jest do przeklęcia Jezusa jako Pana, który nie pomaga w kłopotach. Pan Jezus pragnie ujrzeć nas w ostatecznym spotkaniu jako świecących (oczyszczonych)...dlatego wezwanych „pozostawia” w kłopotach. Zwykli ludzie krzyż widzą w chorobach, śmierci i nieszczęściach. To nie jest krzyż, ale wydarzenia naznaczone cierpieniem! Trzeba je przyjąć i uświęcić, ale często się złorzeczy!

   Patrz jak przyjął to Jezus w Swojej Bolesnej Męce, a znał wcześniej jej przebieg! Słowem się nie poskarżył, nie straszył i nie złorzeczył. Męka ludzi z własnego wyboru – to krzyż diabelski, a męka naznaczona złorzeczeniem – upadek! Męka z pokorą, w cichości – to dopiero krzyż!

   „Jezu mój, Jezu czy mogłem spodziewać się takiego przebiegu tego dnia? Teraz jasny stał się zły sen. „Dzięki Ci Jezu za takie miejsce na ziemi". Nagle wszystko stało się dobre i piękne. Dalsza część wieczoru biegnie na przepisywaniu zapisków, popijaniu piwa i koszernej wódki...

                                                                                                             ApeeL