Żona wyszła na Mszę św. poranną, a ja w tym czasie wołałem: "Proszę Ojcze o błogosławieństwo dnia. Ojcze pochyl się nad Jugosławią...zlituj się na tymi narodami, daj im pokój", a łzy zalały oczy. W środy i piątki poszczę w tej intencji (prośba MB Pokoju)...

    Dzisiaj nie ma wczorajszego pokoju w sercu, zaczynam przyjęcia chorych w stanie rozdrażnienia. Tak plano­wałem, aby "nie nauczać", bo z niektórymi ludźmi rozmowa duchowa nie ma sensu. Zarazem jest to dla mnie smu­tek i cierpienie, ponieważ wielu z nich jest niepewnych dnia ani godziny...

- Trafiła się staruszka gnębiona przez córkę i zięcia...po przekazaniu im swojego gospodarstwa rolnego. Nie dałem rady wytłumaczyć jej, że droga sądowa prowadzi w złym kierunku, bo trzeba się za nich modlić i nie ustawać! Ponadto dziękować za prześladowców, bo jest to droga do uświęcenia...

- Po "lewe zwolnienie" zgłosiła się ładna i obdarowana kobieta. Zły kusił, abym dał jej trzy dni, wyniósł na korytarz książeczkę...niech się odczepią! Wykorzystuję moment mówiąc jej: "posiadanie nic nie oznacza, gonienie po świecie to pokusa"...z zapytaniem co w niej zostanie z tego?

- Oto młode małżeństwo rozdzielone z powodu diabelskiego "dobra"...każdy z nich ma własnych rodziców, którymi się opiekuje! W tym czasie opuściliście siebie, a Sakrament Małżeństwa sprawił, że macie być razem! Trzeba wołać do Matki...prosić o prowadzenie w tej sprawie.

- Zmarła żona kolegi lekarza skierowana przez demona w ciężkiej chorobie "na ostatnią wycieczkę" (zamiast wezwania kapłana) - zmarła za granicą. Koszty, kłopoty. "Jezu mój! Ile demon ma sztuczek!

- Przybyła podobna, która szuka czegoś daleko (atrakcyjne wyjazdy za granicę), zapytałem ją dając przykład lekarki. "Cóż pani na to"?

- Matka z dzieciątkiem...wcisnęła mi coś do kieszeni, a wzrok padł na krzyżyk Pana Jezusa. Napływa myśl, aby oddać, ale właśnie wpadła oparzona. To wszystko grosze, ale zobacz cierpienia człowieka, który wie, że Bóg Ojciec Jest.

    Teraz już na dyżurze w pogotowiu pojawił się biedny człowiek, który ma chorego synka i musi kupować pojemniczki na mocz. Napływa, abym go obdarował: "daj mu...daj mu...daj!" Nie posłuchałem, a później zrozumiałem błąd i żałowałem, a wielki smutek zalał serce, ponieważ rano "prosiłem Ojca o błogosławieństwo tego dnia"...

   Przywieziono dziewczynkę potrąconą przez samochód...kolega dyżurny chciał zrzucić to na mnie, a 30 minut wcześniej powinien wezwać ka­retkę R. Mnie dano inny wyjazd i mogę odmawiać moja modlitwę. Dzisiaj Pan prowadzi mnie do nędznych chatek...przed jedną z nich  łasił się do mnie kotek...

    "Dziękuję Ojcze mój i przepraszam za to, że Twoje błogosławieństwo mojej nędznej osoby i moich nędznych zajęć nie idzie wg Twojej Woli! Przecież należało obdarować tego biedaka...to była próba od Ciebie, a Anioł Stróż sugerował obdarowanie.

   Napłynął wielki pokój, a właśnie płynie II Symfonia F-dur Jerzego Filipa Telemanna. "Dziękuję Ci, mój Ojcze za każdą chwilkę tego życia. Ty wiesz jak bardzo chcę dzielić się dla Twojej Chwały!"

   Dzień chyli się ku zachodowi, a z piosenki napływają słowa o szarości w błękicie, a tak właśnie jest z każdym dniem z Bogiem Ojcem...

     

                                                                                                   APeeL