Na trwającym dyżurze w pogotowiu zerwano o 3:00. Przygnębiające wrażenie robią ciemne domy...pod gwiaździstym niebem.  Kierowca przez chwilkę wahał się i wybrał drogę obok figury Matki Bożej. Tam przypomniałem sobie o modlitwie "Anioł Pański" oraz części radosnej różańca.

     Przeżegnałem się i wyczułem "maryjność" tego dnia. Wróciła wizyta pogotowiem u pacjentki pod wielkim kilimem z Matką Boską Częstochowską. Teraz pacjent leży pod opieką MB Nieustającej Pomocy z ciężkim napadem duszności, która ustąpiła po interwencji. W tym czasie jego żona chwaliła śmierć nagłą!

      Po powrocie o 4:00 podczas zapisywania tego świadectwa za oknem zaczął śpiewać ptaszek (pogotowie jest w lesie). Po przebudzeniu napłynęło natchnienie: "Msza święta o 7:00" (tak jest w świąta). Zerwałem się, ale napływało: "wolniej, wolniej". Na miejscu okazało się, że kapłan zaczął nabożeństwo o 6:50!

     Zostałem oszukany...opuszczając ryzykownie dyżur. Normalnie jest to Msza św o 7.30 (kończę dyżur) i jadę do kościoła. Miałem podsunięte "dobro", że wcześniej znajdą się w przychodni. Intencja została poddana poprzez zatrzymanie wzroku przy modlitwach porannych, a na Mszy świętej ze zdziwieniem słuchałem o kamienowaniu Szczepana!

     Dodatkowo jest to dzień mojego postu i modlitwy w intencji pokoju w b. Jugosławii. Jak wielu ludzi pała tam zemstą. Zarazem popłynął śpiew o błogosławionych, których drogi są proste! "Panie Jezu na Twoje Święte Ręce składam Eucharystię, abyś przekazał Matce Najświętszej...w intencji wszystkich pałających zemstą". Popłyną słowa pieśni, że każdy dzień przybliża mnie do Pana Jezusa.

     Padłem w ławkę powtarzając słowo: "Jezu!" W tej chwilce serce może ukoić tylko moja modlitwa przebłagalna. Jakże chciałbym tutaj zostać, ale trzeba biec do pracy, bo czuję ciężki dzień. Podczas wyjmowania różańca natknąłem się na znajomego. "Panie wybacz".

     Podejrzane jest wykonywanie zapisów przeżyć (na maszynie), bieganie do kościoła, często wykonuję to wszystko nagle po zaproszeniu przez Boga Ojca. Towarzysze i niewierzący nie mogą pojąć, że istnieje Bóg Ojciec, który obdarza nas różnymi łaskami. To zarazem zrywa patriotów na nogi...trwa czujność klasowa z wynajdywaniem wrogów. Szkoda mi tych oszukanych ludzi...

     Przybyła płacząca matka synka, który zginął 22 kwietnia. Pocieszyłem ją, że syn jest i wymaga pomocy, bo nie ma śmierci (kontaktował się z nią w snach). Wskazuję na Szatana, który zalewa nas rozpaczą. Trzeba uciekać się do Matki Jezusa...

    Pokazałem jej wizerunek Matki Bożej Pokoju i powiedziałem o okropnościach wojny bratobójczej w byłej Jugosławii. Na jej ręce trzeba przekazywać swoje cierpienia.

     Dzisiaj trwał niewyobrażalny nawał chorych z przestraszonymi, proszącymi o wnioski do sanatorium oraz o lewe zwolnienia...na koniec zgłoszono wizytę domową! Popłynie koronka do Miłosierdzia Bożego w intencji tego dnia, a jakby na potwierdzenie syn oglądał program o terrorystach.

    Upadłem na kolana i podczas wołania serce było złączone z niebem! Pojechałem na działkę, a po drodze postawiłem kwiaty i zapaliłem lampkę pod krzyżem Pana Jezusa ze słowami: "to dla Twojej Chwały Panie Jezu, mnie tu nie ma!" Dodatkowo przeżegnałem się wodą święconą! 

     W podzięce Pan Jezus pokazał mi gniazdko ptaszków wygładzone gliną z pięcioma jajeczkami! Coś pięknego. Po powrocie do domu skończyłem modlitwę, co trwało godzinę z późniejszym różańcem Pana Jezusa.

      Dzień zakończył się programem o zbrodniach ("997"). Ile w sercach ludzkich jest żądzy zemsty rodzącej zbrodnie! Tuż przed północą wyłączyłem satanizmy i padłem na kolana z wołaniem: "Ojcze mój! Dziękuję Ci za ten dzień życia"...

                                                                                                              APeeL