Ten dzień zaczął się zatrzymaniem wzroku na wizerunku modlącego się Pana Jezusa. Zacząłem modlitwy poranne z powiedzeniem: "świadomie opowiadam się za Tobą - przeciw Szatanowi". W tym czasie w ręku miałem "Szatańskie wersety", gdzie były słowa: "bohater wielu jego snów jest postacią prawdziwą".

      Tak, ponieważ Szatan istnieje...jest postacią prawdziwą! Po czasie wyrzuciłem tę książkę, ponieważ przyciągała demony! Po godzinie zorientowałem się, że nawet jestem w jego ataku...

- przerwałem modlitwy poranne dla zwykłych czynności...z myciem samochodu włącznie, co mogłem uczynić później

- napłynęło rozdrażnienie z niechęcią do ludzi, a nawet zalewanie nienawiścią do "tych, co się załatwiają".

     Dlatego wyznawcy Kim Dzong Una twierdzą że on się nie załatwia! Przenieść tę nienawiść do naszej wiary i Kościoła świętego. Nagle, podczas zabiegania napłynął pokój i radość od Pana Jezusa, a serce błyskawicznie odmieniło się! Nawet ucieszyłem się zleceniem badania maluszków, ponieważ chwilowo zabrakło pediatry.

     Dopilnowałem podanie trzylatkowi penicyliny i debecyliny z zawołaniem do Matki Bożej: "Dziękuję Ci, dziękuję"! Do 12:30 trwał nawał chorych...nie mogłem wyjść nawet do WC.

    Teraz podczas dokonywania zakupów dla córki, która wyjeżdża moje serce przeniknęła dobroć Boga Ojca, który pragnie naszego Prawdziwego Szczęścia! W środku miasta zawołałem do Matki Bożej: "Matko moja! Matko...módl się za moją rodzinę, módl się Matko" z powtarzaniem słowa "Matko".

      Jednak nie miałem przeżyć przenikających serce, wspomniałem tylko duszę ojca ziemskiego. Jakże pięknie klęczą kobiety pod figurą Matki Bożej, która "przyszła" pod mój blok. Piękne byłoby takie spotkania w telewizji - z łącznością w różnych miejscach na świecie - i przekazywaniem intencji oraz próśb o modlitwy!

    Podczas spaceru modlitewnego Pan pokazał mi piękną, oświetloną willę...jako namiastkę czekających na nas mieszkań...w Królestwie Bożym! Zmarła żona mojego ojca chrzestnego w Gdańsku - chętnie uczestniczyłbym w tym pogrzebie ale daleko, koszty.

    W tym czasie pracowałem przy budce na działce z Jezusem miłosiernym, stała się piękna i czysta, a żona ułożyła dywanik, który będzie służył do klęczenia podczas moich modlitw...w tej "pustelni". Za wszystko zostałem pocieszony, ponieważ w gnieździe wylęgły się trzy ptaszki, a są jeszcze dwa jajeczka!

     W tym czasie podwiozłem pochyloną staruszkę która przybyła na działkę, aby pracować! Wyjaśniłem jej działanie złego, ponieważ to dwa kilometry, a do kościoła "sił nie starczy". Zaprosiłem znajomego na nabożeństwo "majowe", ale tylko uśmiechnął się. Ponadto rozpraszali "towarzysze od towarzyszenia", a dodatkowo zaczepił mnie pijany ze snu. Uciekłem od niego wpadając na kapłana, któremu powiedziałem jak działa Szatan.

    W kościele, za moimi plecami gadała matka z dzieckiem. Przekazuję te "głupstwa", ale są to rozproszenia sprawiane przez przeciwnika Boga, a wszystko dzieje się w sercu pustym i pełnym złości. Patrz na całość ataku, bo modlitwa to broń przeciw jemu!

    Św. Paweł mówił (Dz 20,17-18a.28-32.36): "Wiem, że po moim odejściu wejdą między was wilki drapieżne, nie oszczędzając stada. Także spośród was samych powstaną ludzie, którzy głosić będą przewrotne nauki, aby pociągnąć za sobą uczniów. Dlatego czuwajcie, pamiętając, że przez trzy lata we dnie i w nocy nie przestawałem ze łzami upominać każdego z was." Dotarły do mnie te słowa, bo tak czuję jako osaczony!

     Popłynęły też słowa Pana Jezusa: "Ja jestem Dobrym Pasterzem i znam owce moje, a moje owce mnie znają, podobnie jak mnie zna Ojciec, a ja znam Ojca". Padłem na kolana przed Panem Jezusem Miłosiernym i Matką Boga, aby uprosili u Stwórcy miłosierdzie dla matek, które zabiły lub odrzuciły swoje dzieci oraz mające taki zamiar (wczorajsza intencja)!

     W domu skuliłem się podczas odmawiania mojej modlitwy przebłagalne, a wzrok zatrzymała stara książeczka, które otworzyła się na drodze krzyżowej według świętego Leonarda...

      Tam też były słowa o Szatanie, o jego niszczeniu ludzi, a w moim wypadku sprawianie kłopotów z odczytami intencji modlitewnych, zalewaniu mojego ciała rozdrażnieniem i nagłymi sprytnymi atakami.

   Teraz trwała walka z koniakiem, a ujrzałem 20 dni wyrzeczenia w czystości. Zapomniałem podziękować za wszystko Bogu Ojcu...uklęknąłem na łóżku, ale tak nie wypada: "Ojcze! Ojcze! Dziękuję Ci za wszystko"...z powtarzaniem.

      Wieczorem Pan Jezus zapraszał do modlitwy na kolanach, ale nie mam swojego pokoju, a żona nie wypuściłaby mnie na działkę, gdzie w kontenerze (budce) zrobiłem ołtarzyk ze świętymi obrazkami.

     Dzisiaj, gdy to przepisuję (18.02.2024 r.) w Ewangelii będą słowa Pana Jezusa o fałszywej modlitwie (w tamtym czasie na pokaz)...dzisiaj jest to nieaktualne, bo takich traktuje się jako nawiedzonych.

                                                                                                                             APeeL