W śnie miałem całą siatkę papierów i robactwa, nie wróży to nic dobrego. Budzę się nad ranem...i już czas wstawać. W smutku popłynie "Anioł Pański", a Pan Jezus powie do mnie z "Prawdziwego życia w Bogu": "wesprzyj się na Mnie"! Jeszcze nie wiedziałem, że czeka mnie ciężki dzień w pracy oraz smutek, ponieważ żona nie wyjechała do domu rodzinnego.

    W sercu miałem poczucie opuszczonego. Po wyjściu z domu spotkałem wdowę! Takie serce to wielka łaska od Pana Jezusa, bo wówczas rozumiesz, co czuł w opuszczeniu na krzyżu.

      To nie było opuszczenie w sensie fizycznym, ale dodatkowe cierpienie z powodu braku poczucia obecności Boga Ojca...to wszystko dla naszego zbawienia! Stąd niezrozumienie, że Pan Bóg Go opuścił! Podczas przejazdu łzy zalewały oczy, a w sekundowych błyskach przepływało to cierpienie z odczuciem podobnych na całym świecie!

     Po wejściu do kościoła trafiłem na pieśń ze słowami: "Nie opuszczaj nas. Jezu nie opuszczaj nas...nie zostawisz nas samymi". Zobacz jak jest z nami, w naszych słabościach. Jednak żona będzie na grobie naszej zmarłej córeczki. Popłakałem się podczas Eucharystii, bo ponownie płynęła pieśń o Panu Jezusie, który stał się dla nas pokarmem, a ponadto dał nam swoje serce!

     Od 7:00 do 18:00 trwała ciężka praca, nie mogę wyjść nawet na chwilkę, a chciałem pożegnać się z żoną, ale nie udało się. Podczas powrotu do domu ponownie wstąpiłem do kościoła, gdzie spotkała mnie łaska ponownego przyjęcia Eucharystii!

      Wrócił świat opuszczonych, w tym ja przez żonę. Na ten czas otrzymałem pocieszenie, ponieważ trafiłem na powtórkę koncertu z pieśnią "Grajmy Panu na harfie, grajmy Panu na cytrze...z Jego Światłem we włosach każdy życie zaczyna". Modlitwę za ten dzień odmówię dopiero 13 sierpnia po 20:00.                                   ApeeL