Przebudziłem się przestraszony snem w którym ujrzałem nienaturalnie malutkiego syna, a dodatkowo wył alarm samochodowy z psimi godami pod oknem.

    Wstałem i zamknąłem się w kuchni z małą książeczką „Idę do Ojca”, która otworzyła się na słowach: Ja mizerny grzesznik przychodzę do Ciebie...Ojcze przyjmij wszystko, co mam i pozwól codziennie wypełniać Twoją Wolę. Maryjo, Matko Boża bądź moją Matką.

    Dalej czytałem „Eksterioryzację” i doszedłem do wniosku (pisał o tym też Norwid), że w świecie nadprzyrodzonym „myśl jest wszystkim”. To był czas zainteresowania telepatią oraz błędnym determinizmem. Z drugiej strony ks. Michał Sopoćko spowiednik s. Faustyny zauważył, że plany Boże dotyczące Miłosierdzia zapisane w  „Dzienniczku” wypełniły się co do joty.

   Nawet zadręczałem tym otoczenie, ale moje „odkrycie” nie interesowało personelu, bo ludzie nie żyją duchowością. Nawrócenie niesie wielkie kłopoty dla obdarzonego tą łaską (ostracyzm) z zadziwieniem otoczenia, bo nagle stajesz się innym człowiekiem i wiesz, że jesteśmy na zesłaniu.

     W tym czasie byłem jeszcze na barykadzie pomiędzy królestwem ziemskim i niebieskim. To dwa różne światy. Miłość i Miłosierdzie z ludźmi podobnymi do mnie oraz nienawiść (odwet i zemsta). Wyobraź sobie wielką wskazówkę, która porusza się od miłości do nienawiści...gdzie jest twoje serce?

    Trzeba skręcić z drogi naturalnej ku duchowej, a to zalecenie Pana Jezusa, aby przebaczać 77 razy czyli zawsze.  Droga Boża jest prosta...to droga Prawdy! 

     Demon działa poprzez nasze myśli i od niego pochodzi odwet. Czy wiesz co on może ci dać?...to co posiada, a to nienawiść! Szkodzić, szkodzić, tylko szkodzić...

    Przypomina się taki dzień w którym byłem poddany udrękom świata widzialnego i niewidzialnego. Wciąż napływały nienawistne myśli do ludzi, zły wpuszczał odwet przeciwko tym, którzy wyrządzili mi „krzywdę". Piszę tak, ponieważ ta krzywda zaprowadziła mnie do Boga!

    Zacząłem prosić o wyjaśnienie i w nagłej jasności zobaczyłem siebie i wszystkich ludzi jako zesłańców.  Każdy z nas jest słaby, ale naszą podporą jest Bóg i nic nie może stać się bez Jego Woli i przy Jego Opatrzności. Ja mam wytrwać w mojej służbie Panu.

      Właśnie władza ludowa łaskawie zezwoliła na nadawanie programu katolickiego (radiowa czwórka nakładana na „Teleexpress”). Wówczas atakowano skrycie; nie powalano krzyży Pana Jezusa (wokół W-wy), nie pokazywano nagiej prostytutki z krzyżem (TVN), nie głoszono chwały zdejmowania krzyży („Fakty i mity”).

   Co mogło dać moje pismo do podwładnych Andrzeja Drawicza na Woronicza? Nic! Przecież pan prezes nie ruszał struktur, a Iwona Śledzińska-Katarasińska zbadała, że w telewizji jest 100% agentury i tak jest do dzisiaj. 

    Miałem jednak obowiązek ukazania ich fałszu i pozoranctwa! W piśmie zaleciłem, aby audycję zaczynali od słów JPII...precyzyjnie wybranych z dużym ładunkiem wiary. Problem narkomanii...trzeba świadectwo kogoś, który na kolanach opowie jak wyszedł z nałogu przy pomocy Pana Jezusa.

    W listach dawać świadectwa wiary. Mówiono o cierpieniach chrześcijan na Wschodzie! Wiadomo, że tam brak książeczek do nabożeństwa, obrazków i różańców! U nas jest lepiej, bo mamy już beznadziejny program katolicki; specjalnie przegadany z  koszmarną muzyką (zamiast śpiewanej poezji religijnej).

   Karetką trafiłem do nędznej chatki pełnej much...do kieszeni fartucha wciśnięto mi pieniądze. Po badaniu włożyłem je do torebki z napisanymi receptami. Trafiłem też do ośrodka z dziećmi niepełnosprawnymi umysłowo, odrzuconymi przez rodziców. Jakże czułem tam obecność Pana Jezusa.

    „Panie Jezu! Ty przenikasz wszystkie serca na świecie. Proszę Cię, Jezu! Pociesz te dzieci”.                                                                                                                                            APEL 

 

    Wówczas napisałem do prof. Józefa Bogusza (1904-1993), który w „Przeglądzie Lekarskim” 1987 44 /11 napisał artykuł: „Lekarz i kapłan wobec ciężko chorego”.

    „Panie Profesorze! Tytuł i temat zachęcający. W Egipcie nie było problemu, ponieważ lekarz był kapłanem i odwrotnie. Mój pogląd jest taki; ludzie dzielą się na wierzących (10-20%) oraz niewierzących (80-90%). Te procenty są jeszcze gorsze wśród mądrych tego świata; czego nie dotkną tego nie ma (w tej grupie są lekarze). Dlaczego tak jest - Bóg to wie! Przecież niedawno tajne były promienie rtg, fale elektromagnetyczne oraz ultradźwięki.

    Człowiek wierzący nie boi się cierpień oraz śmierci (przejście do życia), ale lęk przed nią dotyczy każdego i taki człowiek jest normalny, ma Boski "wkład" (duszę).

    Tak uczynił Pan, aby nie popełniano samobójstw (dzisiaj to opanowano przy pomocy komfortowej eutanazji). Pan Profesor pisze o śmierci nagłej, która dotyczy „wybrańców losu”. To błąd, bo śmierć nagła jest wielkim nieszczęściem dla nieśmiertelnej duszy...szczególnie u niewierzącego w Boga. 

     Dlatego prosimy w modlitwach o uchowanie o niej. Człowiek wierzący nigdy nie jest samotny, bo zawsze jest przy nim Pan Jezus. Tą Obecność szczególnie odczuje w godzinie ostatniej (nie umrze „w osamotnieniu”).

      Czy istnieje sens przedłużania życia u beznadziejnie chorych...”nawet o jeden dzień”? Tego nie wiem, bo ten jeden dzień może spowodować ostateczny powrót do Boga!

    W tej bowiem fazie odbywa się ostateczny bój o duszę ludzką. W tych chwilach siły zła kierują myśli człowieka ku uzdrowieniu lub strachu przed śmiercią, aby odciągnąć od zawołania kapłana. Większość lekarzy to ludzie niewierzący, zadufani w sobie („szkiełko mędrca i oko”)...nie mogą pomóc w tej walce. Stąd wraca problem lekarza-kapłana i mam wątpliwości czy Pan Profesor sobie poradzi...”.

      Wprost chce się powiedzieć to, co było na obecnych rekolekcjach; „każdy katolik jest uczestnikiem kapłaństwa Pana Jezusa i ma obowiązek głoszenia Ewangelii”. Ktoś z zewnątrz powie, że; „ma misję, to pewna forma mesjanizmu, a nawet mania na tle zbawiania innych”, a to  o b o w i ą z e k  każdego katolika!

     Bliżej; moja droga duchowa to szerzenie świadectwa wiary...stąd ten zapis („napieraj w porę i nie w porę”). Właśnie odmawiam „pokutę” zadaną na spowiedzi; „Głoszenie Królestwa Bożego i wzywanie do nawrócenia”.

     Jeszcze sprawa mówienia pacjentom o Bogu. Ja jestem „lekarzem-kapłanem”. Człowiek to ciało i dusza; choroby tych dwóch części przenikają się, a nawet wywołują wspólne choroby. W kraju demokratycznym na drzwiach gabinetu - u tego, który pragnie to podkreślić - powinien być napis; lekarz katolicki.

    Jest to bardzo ważne, ponieważ nikt nie przyjdzie po hormonalne środki antykoncepcyjne, skierowanie na „zabieg” i nie będzie się dziwił pokierowaniem go ku Bogu w wielkich problemach zdrowotnych; modlitwy do MB Dobrego Zdrowia, św. Łukasza, msze, cierpienia zastępcze, różne wyrzeczenia, cudowna woda.

     Częsta jest odwrotność; wielu zdrowych woła do Boga o zdrowie (oszukani przez Szatana)...wierzą o istnienie strasznych chorób, które zagrażają ich życiu. Psychiatra poda leki, a ja zalecę wołanie do Matki Bożej i proszenie o ochronę przez Aniołów i świętych (odepchnięcie Złego).