Kończy się dyżur w pogotowiu, zrywa budzik, a jak gdzieś byłem w śnie. Prawdopodobnie mógł być to napad epi petit mal! Zbieram wszystko w oczekiwaniu na zmiennika, a w tym czasie włączyłem radio „Maryja”, gdzie popłynie piękna pieśń dziękczynna, a łzy zaleją oczy jak u dzieciątka!
Podziękowałem Panu Jezusowi za wszystko: radości, Ewangelię z czekającym mnie zbawienie oraz za to kim jestem! W tym wszystkim...największą łaską jest codzienna Msza święta! Wcześniej pobiegłem do przychodni z rozpoczęciem pracy o 6.30! Ile ludzie mają udręk…
– oto chory (palacz z zawodu) został zbyty przez ZUS, bo komisja lekarska uznała, że jest zdolny do pracy...pomogłem mu z napisaniu odwołania z dołączeniem moich uwag.
– teraz głuchy dziadek prosi o drogie leki, ale ja oddałem zielone recepty, ponieważ moje pomaganie chorym, sprawiło, że wciągnięto mnie mnie na czarną listę!
– babcia rolniczka z zajęciem obu stawów biodrowych (zwyrodnienie) usłyszała od koleżanki, że "nie chcę się jej robić"...dodając, „niech doktor popracuje za panią”! Chyba była wysłana na Akademię Medyczną za karę!
U nas promuje się złych ludzi, taki mamy demoniczny system! Przesuwał się udręczony lud. Pracownik więzienia przybył z zapaleniem płuc, natomiast młody z zapaleniem stawów, a inny ze złamaniem kręgosłupa zbyty przez ortopedów, który powinien być na rencie. Wracałem do domu, a serce zalewała wdzięczność w posłudze także Bogu Ojcu!
Podziękowałem za uzyskaną pomoc w przychodni, udało się wytrwać dwa tygodnie bez kolegi! Poprawiłem kwiaty pod krzyżem Pana Jezusa i podlałem, a w tym czasie popłynie koronka do Miłosierdzia Bożego. Słodycz będzie zalewała serce i duszę, a w intymności na działce pracowniczej popłynie moja modlitwa przebłagalna w intencji tego dnia.
Po tym odpoczynku poszliśmy z żona na Mszę świętą, ale umęczony przesypiałem, a podczas podchodzenia do Eucharystii wzrok zatrzymał obrazek Pana Jezusa w Ogrójcu (taki był w moim domu rodzinnym). Na odwrotnej stronie był napis: "Walczący, wdzięczny Bogu”. Święta Hostia złamała się na pół, czeka mnie jakieś cierpienie, a ja określam to słowem „my” (z Jezusem). Słodycz w ustach i duszy, a także w sercu...nie wypowiesz tego. Jeszcze raz podziękowałem Bogu Ojcu za pomoc!
APeeL