W drodze do kościoła na Mszę św. poranną napłynął żal z powodu ludzi zniewolonych, którym wmówiono, że jestem wrogiem ludu. Chyba z powodu tego, że kocham moją ojczyznę i mam łaskę wiary.

      Szatan zawsze zalewa złością na takich rodaków, a ich na mnie. Jeden z nich stwierdził, że nie robił nic złego, nikogo nie skrzywdził, bo tylko donosił. Zarazem taki jest los tych, którzy idą za Panem Jezusem. Nawet napłynęła postać Zbawiciela, obcego wśród swoich z Jego słowami: ”Mnie prześladowali i was też będą prześladować”.

      Ponadto wciska się, że KrK wtrąca się do władzy, a jest odwrotnie, bo rządzący opanowali istotne stanowiska kościelne i ładnie udają wierzących. Ja jednak jestem wolny, a im się tylko to wydaje!

      Msza św. zaczęła się od słów kapłana, który stwierdził, że Bóg objawił się przez Pana Jezusa, a tacy jak ja są świeckimi apostołami! Taka jest prawda. Nawet wzrok zatrzymał wizerunek Ducha Świętego. W tym czasie padły słowa, że Bóg Ojciec oddał za nas Swego Jedynego Syna. Wyobraź sobie, że oddajesz jedynaka na śmierć w celu wyzwolenia innych! W czytaniach będą słowa...

1. Prorok Kohelet ostrzegał (Koh 11,9-12,8): „Pomnij jednak na Stwórcę swego w dniach swej młodości, zanim jeszcze nadejdą dni niedoli (…) zanim zaćmi się słońce i światło (…) i wróci się proch do ziemi, tak jak nią był, a duch powróci do Boga, który go dał”. Nawet dzisiaj niezbyt mówi o tym!

2. Psalmista zawołał (Ps 90,3-6.12-14.17): „Panie (…) tysiąc lat w Twoich oczach jest jak wczorajszy dzień, który minął, albo straż nocna. (…) Naucz nas liczyć dni nasze, byśmy zdobyli mądrość serca”.

3. Pan Jezus w Ewangelii (Łk 9,43b-45) przekazał, co się stanie: „Syn Człowieczy będzie wydany w ręce ludzi. Lecz oni nie rozumieli tego powiedzenia; było ono zakryte przed nimi, tak że go nie pojęli, a bali się zapytać Go o nie”.

     Po Eucharystii popłakałem się i tak trafiłem na sobotni dyżur w przychodni z nawałem pacjentów. Pomagałem z serca i z wielką radością, ale dodam, że nie możesz mieć takiej mocy bez łączności z Panem Jezusem!

      Zdążyłem też na Mszę pogrzebową mojego pacjenta u którego byłem przed kilkoma dniami (rak płuca). Wzrok zatrzymała figurka Pana Jezusa w koronie cierniowej, a łzy zalały oczy. W tym czasie kapłan mówił, że „nie żyjemy dla siebie, ktokolwiek kocha Boga – kocha ludzi, a Ojciec czeka na każdego z nas”.

     Moje serce zalała wdzięczność, że Bóg wyrwał mnie z niewoli grzechów...wróciłem do krainy żyjących! Trzeba cierpliwie czekać na ponowne przybycie Zbawiciela. Dziwne, bo chyba dotrwałem do czasu  Apokalipsy (07.05.2026).

    Nad nami wisi uderzenie atomowe Federacji Rosyjskiej na Ukrainę. Szatan wprost szaleje: Donald Trump wpadł w megalomanię, a za nim brat Wowa, Xi w Chinach, a na szczycie tej piramidy jest Kim Jong Un (KRLD), który nie podpisał umowy o nierozpowszechnianiu broni atomowej! Celem życia takiego jest zniszczenie części świata z mordowaniem niewinnych ludzi.

     Popłakałem się po ponownej Eucharystii, a wówczas może ukoić tylko moja modlitwa przebłagalna. Intencję tego dnia potwierdziła tzw. „duchowość zdarzeń”…

- pacjentka czekała godzinę, a pozostawiła w domu chorego męża

- inną przepuszczono ze względu na pozostawienie chorej matki, staruszki

- młoda z dziećmi, którą porzucił Bułgar

- moja żona wyjechała, a to pomogło mi w zrozumieniu tego cierpienia

- sąsiadce pozostawiono wnuczęta…

     W tym stanie odnowiłem kapliczkę Matki Bożej, która przewróciła się na b. trasę E7. Postawiliśmy ją razem z synem, a w tym czasie Michał Bajor śpiewał pieśń o miłości.

       Dopiero rano zrozumiałem, że byliśmy pozostawieni przez Boga Ojca…do czasu przybycia Zbawiciela. Bóg zmiłował się nad nami, Królestwo Boże zostało otwarte... możemy wracać.

                                                                                                                                                           APeeL