Dwa dni wcześniej pisałem, że „kłopotów mam sto i zmartwień mam sto. Bez przerwy trwa karuzela”...to słowa z piosenki: „Konik na biegunach” Urszuli. Tak jest naprawdę i to od początku mojego życia. Dziwię się jak nic się nie dzieje. Dopiero uporałem się ze zhakowaniem strony internetowej oraz ukruszonym zębem, na dodatek ruszającym, a wczoraj po nabożeństwie do Najświętszej Krwi Pana Jezusa - podczas wyjeżdżania z parkingu kościelnego - otarłem się o piękny samochód faceta z żoną, którym zachciało się lodów i stanęli na zakazie parkowania.
Moje lusterko sprawiło pęknięcie jego tylnego światła oraz zarysowało karoserię bez żadnych zagięć. Natomiast ja zahaczyłem o jego zderzak z wgnieceniem prawych drzwi. Jego żona miała do mnie pretensję, bo spieszyli się na lotnisko w W-wie, ale mąż wiedział o co chodzi i był spokojny (miałem druk i moje ksero dokumentów). Facet nie zgłosił szkody, bo bał się stracić zniżkę (dochodzenie pomiędzy agencjami). Jego ubezpieczenie to ok. 20 tys.! Ja przyjąłem winę...
Teraz zobacz pomoc ze strony Bożej. Rano trafiłem do PZU, gdzie zgłosiłem szkodę, ale „mój” zakład naprawy był zamknięty. Posłuchałem natchnienia, aby dowiedzieć się, gdzie jest inny. W zakładzie znajomego trafiłem na blacharza, który siedział w swoim samochodzie przed agencją podobną do PZU, gdzie załatwiają wszystko od początku do końca.
Podjechaliśmy moim samochodem po wydruk polisy i moje dokumenty, wszystko załatwiliśmy, wjechałem na jego posesję, a on odwiózł mnie swoim samochodem pod kościół na nabożeństwo do Serca Pana Jezusa z późniejszą Mszą św.! Nawet powiedziałem mu, aby ujrzał znak ("duchowość zdarzenia"), że przyprowadziłem go pod Dom Boga Ojca na ziemi. Potwierdził to, bo wcześniej pytał mnie jak postępować, aby długi żyć?
Ja nie wiem dlaczego to się zdarzyło, może Pan wskazał bogaczowi marność tego świata? Na tylnej szybie samochodu mam informacje o mojej stronie, która sfotografowano.
Teraz, gdy zapisują ww. intencję w telewizji pokażą samochód, który utknął między barierkami torów, ludzie chcieli go wypchnąć, ale miał zaciągnięty hamulec! Mało nie rozpadł się po uderzeniu przez pociąg! To coś strasznego. Ja w odczytywanych intencjach mam namiastki cierpień, bo wówczas – podczas mojej modlitwy z ofiarowaniem danego dni – jestem sercem przy takich ofiarach.
Zobacz cały ciąg zdarzeń, nawet to, że powinienem chodzić do kościoła pieszo, ponieważ w tym czasie mogę odmówić moją modlitwę, a jest to też dobre dla mojego serca i kondycji. Uwierz mi, że życie wolą własną i tym światem prowadzi na manowce, w tym duchowe. Do czasu nam idzie, bo Szatan nie atakuje „swoich”, daje im „ochronę”, wbija w pewność siebie i odciąga od wiary objawionej! Krótko mówiąc gubi nasze dusze, bo wie, że ciało fizyczne na nic się nie przyda.
Przypomnę dzisiejsze czytania…
1. W Starym Testamencie była relacja (2 Krl 25, 1-12) o napadzie króla babilońskiego (Nabuchodonozora) na Izrael z otoczeniem wałami Jerozolimy! Głód srożył się w mieście i nie było już chleba dla ludu. Na ten moment wszyscy wojownicy uciekli z miasta nocą przez wyłom. Spalono wówczas świątynię Pańską, pałac królewski i wszystkie domy Jerozolimy.
2. Psalmista wołał z płaczem (Ps 137,1-6), bo gnębiciele żądali od ofiar śpiewu pieśni radosnej:
„Zaśpiewajcie nam którąś z pieśni syjońskich”.
- „Jakże możemy śpiewać pieśń Pańską w obcej krainie”
3. Natomiast w Ewangelii (Mt 8,1-4) Pan Jezus uzdrowił trędowatego z zaleceniem: „Uważaj, nie mów nikomu, ale idź, pokaż się kapłanowi i złóż ofiarę, którą przepisał Mojżesz, na świadectwo dla nich”.
Zjednanie moje duszy z Duchowym Ciałem Pana Jezusa (w Eucharystii) sprawiło dziękczynienie za pomoc Bogu Ojcu. Zarazem poprosiłem „patrzącą” s. Faustynę o podziękowanie Stwórcy za to doświadczenie…
APeeL