Od trzech dni nadrabiałem zaległości w zapisach. Teraz chwila wytchnienia w której serce zalała Miłość Pana Jezusa. To łaska Boga otwierająca duszę. Cierpienie Boga jednoczy mnie z Nim, a bliżej z Jezusem. Łzy popłynęły po twarzy. Żadnym językiem nie mogę tego wyrazić...

   My znamy cierpienia ludzi i one wywołują różne reakcje; współczucie, pocieszenia, pragnienie pomocy. Jeżeli cierpienie rozumiemy to łączymy się z sercem takiej osoby. Tak jest teraz ze mną, bo widzę zgubę ludzkości, a zarazem bezmiar miłości zbawiającej. To słodycz k r z y ż a. Nie możesz sam z siebie tego przeżyć.

     Na początku mojej drogi duchowej prosiłem Matkę Jezusa o pomoc w przekazywaniu moich przeżyć i dawaniu świadectwa. Teraz chciałbym to wszystko wykrzyczeć z Góry Synaj;

    << Bracia! Wygnańcy! Teraz jesteśmy na pustyni, a to czas prób, niedostatków i udręk. To czas zawierzenia, bo Moc Ręki Pana otwiera Morze Czerwone. Zapragnij powrotu do Niego, do Miłości Wiecznej. Dlaczego nie wierzycie, że przed nami jest Raj!? >>

     Te 20-minutowe przeżycia Pan zaleca przekazać innym. Nie pytaj; jak zaleca, bo to dzieje się w sercu, a nie w mózgu. W tym miejscu przestrzegam przed wszelkimi dyskusjami z ludźmi normalnymi, a już szczególnie z filozofami, psychologami, a nie daj Boże z psychiatrami (brak im Ducha Bożego).

   Bez Pana nie mogę nawet nic napisać, a dawanie świadectwa koi moją duszę. W tym bólu nie mogę się modlić. Jaka intencja? Coś z miłością Pana Jezusa. Pan wskaże „Dzienniczek” s. Faustyny, który „otworzy się” na przeżyciach (1385);

    << 19 XI Dziś po Komunii św. powiedział mi Jezus, jak bardzo pragnie przychodzić do serc ludzkich. "Pragnę jednoczyć się z duszami ludzkimi; rozkoszą moją jest łączyć się z duszami (…) kiedy przychodzę w Komunii św. do serca ludzkiego, mam ręce pełne łask wszelkich i pragnę je oddać duszy (…)”  >>.

    Siostra odpowiada; „(…) O Skarbie mojego serca(…) cała rozkoszy mojej duszy, pragnę Cię uwielbiać w swym sercu (…) serce moje jest dla Ciebie mieszkaniem (…) Ty sam wypoczywaj w nim (…)”.

    Piszę to, a przez ciało - od głowy do stóp - przesunęła się fala, jakby mrowienia skóry, a łzy zalały oczy. To sekundowy („elektryczny”) promyk Miłości Bożej. Jakże podobne są odczucia tej prostej siostry zakonnej i moje.

    Zrozum, że ja nie jestem skłonny do płaczu, typ zachowania A złośliwy w żartach jak Kubuś Parchatek i raniący słowami jak Kuba Wątły ("Czuba Wstrętny") z "Super Stacji", z jednej strony pełen egoizmu  („najmądrzejszy”), ale gdy trzeba to oddany chorym, cierpiącym. Wszystko poświęciłbym dla tych, co w sytuacji bez wyjścia.

    Pragnę pocieszać umierających, rozmawiać z najgorszymi, odwiedzać więźniów. Dzisiaj przejeżdżałem obok domu schadzek („kawiarenka całodobowa”), gdzie siedziała pani - wabik. W myśli Maria Magdalena i pragnienie podejścia, ale to ulica i wszyscy mnie znają. Może drgnęłoby jej serce?

Jeszcze jedno. Jakże ciekawe byłoby spotkanie „mędrców tego świata”. Ja siedzę w kąciku z krzyżem Pana Jezusa, a dopuszczony do głosu mówię wolno, ale z krzykiem i pogłosem...jak zanikający grzmot po uderzeniu pioruna!

    << Obudzicie się! Jutro każdy zostanie stąd odwołany. Nie wpuszczą was do Przedsionków Pańskich, a przez Boży megafon usłyszycie; „odejdźcie, nie znam was…odejdźcie! >>

     Opierałem się przed wzięciem do ręki „Dziennika duszy” Jana XXIII, a tam (zapis z grudnia 1903 r);

    „Ilekroć wobec mnie mówi się o Sercu Jezusowym lub o Najświętszym Sakramencie, serce moje przepełnia niewymowne wesele (…) drżę cały i dusza moja rozpływa się w uczuciach tkliwej miłości. Są to pełne miłości nawoływania Jezusa, który chce, bym znalazł się(…) w Jego świętym Sercu (…) Chcę służyć Sercu Jezusowemu dziś i na zawsze (…)”...

   To wielki pean papieża, a ja miałem pokazane podobieństwo naszych przeżyć duchowych! Na Mszy św. wieczornej w serce wpadną słowa z Ps 51: „Stwórz, o Boże, we mnie serce czyste i odnów we mnie moc ducha(…)”.

     Eucharystia sprawiła słodycz i pokój w duszy. Ta słodycz zaleje usta, które zapragną milczenia. Rowerem omijam ludzi, pojechałem nad rzekę i tak się stało, że trafiłem pod krzyż Pana Jezusa, który jest odwrócony od dyskoteki, baru piwnego i domków letniskowych!

   Piszę, a kwitnące słoneczniki zaglądają do okna mojego pokoju! Czy to podziękowanie Pana Jezusa za opiekę nad Jego przydrożnym krzyżem? Na koniec tej doby duchowej Pan wskazał na „Prawdziwe Życie w Bogu” t VII (str. 249) V. Ryden, gdzie trafiam na - na wcześniej zakreślone przeze mnie - słowa Zbawiciela;

    "Pozwól Mi więc wejść do twego serca i przyozdobić cię Moją chwałą! (…) powiesz: <<Kimże jestem, by wejść do Twojego Serca?>> - odpowiem ci: << Jesteś Moim dzieckiem, Moim Potomstwem, jesteś Mój. Należysz tylko do Mnie i do nikogo innego (…) dlatego pragnę, byś był w Moim Sercu.>>

                                                                                                                                            APEL